Ładuję...

Ku zdrowotności..

1Tego nie wiesz o kawie

2. Jak przeżyć udar serca gdy jesteście sami? 

3. Grypa żołądkowa” – jak jej zapobiegać?

4. Choroba zwyrodnieniowa stawów – to warto wiedzieć

5. Nierzetelne informacje dotyczące witamin!

6. Fakt o miodzie i cynamonie napewno nie spodoba się farmaceutom!! Miód Manuka

7. Sposoby leczenia raka (nowotworu)

8. Cytryna 10000 razy silniejsza niż chemioterapia.

9. Cała prawda o chusteczkach nawilżanych. 

10. 14 problemów zdrowotnych, które zasygnalizują Ci… Twoje stopy

11. Awokado na śniadanie 

12. Dbać o nerki …

13. Mleko - bee

14. Pozwól rosnąć gorączce

15. Słuchaj swojego organizmu

 Tego nie wiesz o kawie

Koza odkrywa cudowne lekarstwo.

W swoim traktacie o kawie: „De Saluberrima potione Cahue seu Cafe nuncupata Discurscus”, historyk Antoine Faustus Nairon opisuje, że kawa została odkryta w Etiopii przez… kozy1. Pewnego dnia pasterzowi o imieniu Kaldi upadła na patelnię gałąź pewnego krzewu. Nasiona uprażyły się, roztaczając wokół piękny zapach. Kozy podbiegły, żeby spróbować. Później były tak podekscytowane, że nie mogły spać całą noc.

Aż w 80% Twój stan zdrowia zależy od... sposobu Twojego odżywania, tego, jak sypiasz, poziomu Twojego stresu oraz od stanu środowiska, w którym żyjesz.

90% nowotworów bezpośrednio wiąże się z trybem życia: nieodpowiednim odżywianiem, paleniem tytoniu, brakiem ruchu i zanieczyszczeniem środowiska! Nieodpowiednia dieta ma wpływ na powstawanie nowotworów, cukrzycy typu 2, osteoporozy, chorób serca czy nawet zwyrodnieniowego zapalenia stawów (artroza)!

Historia ta wydarzyła się w 1671 roku. Od tego czasu zainteresowanie kawą wzrosło do tego stopnia, że dziś jest drugim po ropie naftowej, najczęściej eksportowanym produktem na świecie! O zaletach i wadach kawy powiedziano już wszystko. Dziś przynoszę Ci dobre wieści: kawa jest cudownym lekiem! Cudowne lekarstwo Sam tego nie wymyśliłem: to rzetelne i potwierdzone naukowo wyniki, opublikowane przez New England Journal of Medicine w 2012 r. po największym badaniu na temat kawy, jakie kiedykolwiek przeprowadzono. Trzeba zrozumieć naukowców – podobnie jak Ty i ja mogli się w tym wszystkim pogubić. Przez dziesiątki lat słyszeli, że kawa może zdziałać wiele dobrego... i wiele złego. Aby mieć czyste sumienie zwerbowali więc ponad 400 000 osób (tak, czterysta tysięcy, to nie literówka) w wieku od 50 do 71 lat i obserwowali je aż przez 13 lat. Wniosek okazał się prosty: im więcej kawy pije dana grupa osób, tym bardziej spada u niej ryzyko zgonu. Optymalna liczba to 4–5 filiżanek dziennie: ryzyko zgonu mężczyzn spada o 12%, a kobiet o 16%. Przy większej liczbie krzywa zgonów spada nadal. Jednak nawet umiarkowane spożycie kawy (1 filiżanka dziennie) już wiąże się ze zmniejszeniem ryzyka zgonu od 5 do 6%. Być może wynik ten nie wydaje Ci się imponujący. Ale, biorąc pod uwagę setki milionów, jeśli nie miliardy osób pijących kawę, to korzyści, które czerpie ludzkość z picia kawy, są po prostu ogromne. Warto również podkreślić, że wyniki tych badań na wielką skalę nie spadły na nas jak grom z jasnego nieba. Dowody niezwykłych zalet kawy zbierano przez lata. Kawa zmniejsza ryzyko choroby Alzheimera Kawa może o 20% zmniejszyć ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera. Optymalna ilość do uzyskania efektu zabezpieczającego przed chorobą wynosi od 3 do 5 filiżanek dziennie. Kawa zmniejsza ryzyko cukrzycy. Z przeprowadzonego przez fińskich naukowców w latach 1982–1992 na dużą skalę  badania wynika, że osoby regularnie pijące kawę są mniej narażone na cukrzycę typu drugiego. Kawa jest dobra na zęby Bakterie Streptococcus mutans atakują zęby i niczym nieprzyjaciel próbują zająć szkliwo. Kofeina temu zapobiega. Najnowsze badania przeprowadzone w Brazylii wykazały, że kawa ma właściwości antybakteryjne i zapobiega próchnicy. Efekt ten jest jednak osiągany tylko w przypadku kawy bez cukru i mleka. Kawa zmniejsza ryzyko wystąpienia kamieni żółciowych Wypicie 3–4 filiżanek kawy dziennie zmniejsza o 20 do 30% ryzyko wystąpienia kamieni żółciowych. Efekt ten związany jest z kofeiną. Kawa bezkofeinowa w tym przypadku nie jest skuteczna6. Kawa chroni osoby z nadwagą U osób otyłych występuje wysokie ryzyko rozwoju oporności na insulinę, co prowadzi do cukrzycy i gromadzenia tłuszczu w wątrobie. Choroba ta, nazywana stłuszczeniem wątroby, może okazać się bardzo niebezpieczna, chociaż z początku przebiega w sposób niezauważalny. Jeśli w wątrobie wystąpi dodatkowo stan zapalny, to wówczas mamy do czynienia z tzw. marskością wątroby. Może wówczas dojść do całkowitego jej uszkodzenia, co powoduje śmierć pacjenta. Dane opublikowane w Stanach Zjednoczonych, Europie i Japonii są bardzo niepokojące, ponieważ wskazują, że od 10% do 25% dorosłych cierpi z powodu tej choroby. Główną przyczyną tych przerażających statystyk jest wzrost liczby ludzi otyłych w tych krajach.

Wyniki badań opublikowane w czasopiśmie Pharmaceutical Research wskazują na to, że picie kawy może jednak zmniejszyć to ryzyko, czego dowodzą eksperymenty przeprowadzone na myszach8. Kawa poprawia czujność To oczywiste, bez dwóch zdań, ale jedno zdanie jednak napiszę: kawa jest doskonała, jeśli chodzi o poprawę czujności i sprawności umysłowej.

Dzięki kawie uniknięto wielu wypadków drogowych, a według najnowszych badań przeprowadzonych przez armię amerykańską żołnierze pozbawieni snu przez 72 godziny, ćwicząc strzelanie po spożyciu 200 do 300 mg kofeiny mieli podwyższoną szybkość reakcji9. Efekty zaczynają być widoczne zaledwie po 10 minutach od wypicia kawy10. Niektórzy są zaniepokojeni stymulującym działaniem kofeiny na ciśnienie krwi. Chociaż prawdą jest, że kofeina zwiększa ciśnienie krwi z 7 do 10 mmHg, to potem poziom ten spada i nie stanowi zagrożenia dla nadciśnieniowców. Nadmiar kofeiny może zabić, lecz, żeby osiągnąć śmiertelną dawkę, trzeba by wypić duszkiem 80 do 100 filiżanek kawy. Nietrudno to zapamiętać, nigdy tak nie rób!

Kawa jest pierwszym źródłem przeciwutleniaczy w zachodniej diecie. Pierwszy składnik kawy, który przychodzi Ci do głowy, to kofeina, ale kawa zawiera przecież mnóstwo innych substancji. Prawdopodobnie jeszcze nie wszystkie zostały przez naukowców odkryte. Niektóre z nich zostały zbadane, ale jesteśmy daleko od poznania wszystkich ich interakcji. Znaczna część tych związków jest przeciwutleniaczami, które chronią Twoje komórki i organy przed utlenianiem (tzw. oksydacją), szkodami wywołanymi w organizmie przez wolne rodniki. Nie wdając się w skomplikowane szczegóły - utlenianie jest uważane za jeden z mechanizmów starzenia się11. Trudno w to uwierzyć, ale kawa jest głównym źródłem przeciwutleniaczy w zachodniej diecie, wyprzedzając owoce i warzywa razem wzięte! Kawa zawiera więcej przeciwutleniaczy niż czerwone wino.

Napój wyjątkowy.

Kawa jest bez wątpienia wyjątkowym napojem. Niektórzy wykraczają nawet poza wspomniane przeze mnie zbawienne działanie kawy, twierdząc, że zmniejsza ona ryzyko zawału serca, zachorowania na raka, polepsza samopoczucie, usprawnia pamięć, zwiększa libido i inne14. Jednak cytowane wyniki pochodzą z „instytutów” badań kawy i są finansowane przez przemysł kawowy, nie mogę zatem potwierdzić wiarygodności tych badań. Bez ryzyka dla serca Nawet wśród lekarzy kawa ma złą reputację, jeśli chodzi o wpływ na serce. Naukowcy z wydziału kardiologii Northwestern University (Chicago, USA) zebrali informacje na temat setek tysięcy osób pijących kawę. Byli w stanie wykazać, że kawa: nie podwyższa ciśnienia krwi na dłuższą metę, nie zwiększa ryzyka zawału serca (ale może je zmniejszyć), nie zwiększa ryzyka wystąpienia udaru mózgu, nie zwiększa ryzyka wystąpienia zaburzeń rytmu serca (arytmii). Kawa może natomiast zwiększyć częstotliwość występowania tzw. skurczy dodatkowych (uczucie „kołatania serca”) u osób, które są na to podatne, ale nie stanowi to zagrożenia dla ich zdrowia. Kiedy pijesz kawę, to nie ma nic przyjemniejszego niż jej wspaniały aromat i cudowny smak, to prawdziwy eliksir młodości dla Twojego ciała i ducha.
 

Niewielu specjalistów medycyny naturalnej zaleca picie kawy. Z kolei lekarze – absolutni przeciwnicy jakichkolwiek uzależnień – traktują kawę na równi z alkoholem, tytoniem oraz narkotykami takimi jak na przykład kokaina!

Mimo tej nieustającej nieufności żadne badania naukowe nie potwierdzają, że picie kawy w rozsądnych ilościach zwiększa ryzyko wystąpienia nadciśnienia tętniczego, chorób serca czy innych poważnych zaburzeń zdrowia.

Wręcz przeciwnie, coraz częściej okazuje się, że kawa może mieć korzystny wpływ na zdrowie. Niektórzy naturopaci – jeszcze do wczoraj zdeklarowani przeciwnicy kawy – powoli zmieniają swoje teorie i zalecenia1.

Badania EPIC (ang. European Prevalence of Infection in Intensive Care) dotyczące raka oraz sposobów żywienia w Europie dowodzą, że nie istnieje żaden związek między spożywaniem kawy a występowaniem chorób przewlekłych takich jak choroby krążenia, cukrzyca czy rak.

Korzystne działanie kawy

W badaniach EPIC, jak i w wielu uprzednich, stwierdzono, że spożywanie kawy zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2.

Kawa może także, w znacznym stopniu, zmniejszyć ryzyko wystąpienia choroby Parkinsona. Badanie opublikowane w piśmie naukowym The Journal of the American Medical Association wskazuje, że wśród ludzi pijących duże ilości kawy ryzyko takie zmniejsza się nawet o 80%3.

Spożycie kawy może także zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka prostaty, wątroby, nerekokrężnicywystąpienia zaburzeń rytmu serca czy chorób płuc.

Jaką kawę pić?

Jednak, aby móc skorzystać z leczniczych właściwości kawy, trzeba przestrzegać kilku reguł.

W badaniach opublikowanych w Journal of Alzheimer Disease – magazynie naukowym poświęconym chorobie Alzheimera – porównano działanie samej kofeiny oraz kofeiny w połączeniu z innymi składnikami, obecnymi w spożywanej kawie.

Jedynie kawa naturalna, wraz ze wszystkimi swoimi naturalnymi składnikami, wykazała pozytywny wpływ na pamięć. Takie wyniki nie są zaskakujące: kawa zawiera przeciwutleniacze, w tym kwasy chlorogenowe i bioflawonoidy. W krajach rozwiniętych, takich jak na przykład Francja, kawa pozostaje najważniejszym źródłem antyoksydantów.  Zawiera ona tysiące różnorodnych substancji.  Dzisiejsze odkrycia w tej dziedzinie sugerują, że mieszanka tychże składników ma zbawienny wpływ na nasze zdrowie.

Unikaj wszelkich substytutów kawy: żadne wyciągi z kawy czy czysta kofeina nie mają tak pozytywnego wpływu na nasze zdrowie jak kawa naturalna w swej najbardziej naturalnej formie.

W przeciwieństwie do dość popularnego przekonania – to nie kawa zielona, lecz czarna, mocno palona pozytywnie wpływa na zdrowie.

Im kawa jest mocniej palonatym lepsza dla Twojego zdrowia, ponieważ im intensywniejszy proces palenia ziaren kawy, tym mniejsza zawartość kofeiny. Proces prażenia ziaren kawy powoduje degradację kofeiny ze względu na działanie wysokiej temperatury.

To nie wszystko: im kawa czarniejszatym bogatsza w antyutleniacze w efekcie procesu dekofeinizacji. Badania dowiodły, że kawa mocno palona jest bogatsza w substancje neuroprotekcyjne niż kawa zielona12.

Inne badanie dowiodło, że kawa mocno palona jest skuteczniejsza w utrzymaniu odpowiedniego poziomu witaminy E i glutationu w komórkach (dwa niezwykle ważne antyoksydanty) oraz przynosi doskonałe efekty przy odchudzaniu13.

Należy zaznaczyć, że kawa filtrowana, przygotowana w ekspresie do kawy jest bogatsza w kofeinę niż espresso, ponieważ czas parzenia jest w tym przypadku znacznie dłuższy. Pamiętać należy także, że im drobniej zmielone ziarna, tym więcej kofeiny będzie zawierać kawa.

Ze względu na to, że do tej pory pojawiło się wiele sprzecznych z tym, co dotychczas sądzono, informacji, podsumujmy:

Kawa bogatsza w kofeinę to ta słabo palona, przygotowana w ekspresie przelewowym. Kawa z mniejszą zawartością kofeiny to kawa mocniej palona, grubo mielona i przygotowana w ekspresie ciśnieniowym.

Problem z kofeiną

Kofeina nie jest trucizną dla człowieka, gdyż możemy bez żadnych konsekwencji spożyć jej około 400 mg dziennie (4 filiżanki dziennie); wyjątkiem są osoby nadwrażliwe na kofeinę.

Kofeina ma dobrze wszystkim znane właściwości pobudzające, aczkolwiek nie tak silne jak narkotyki. Jest legalna we wszystkich krajach, a FDA (Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków) – znana ze swojej skrupulatności –  umieściła kofeinę wśród substancji spożywczych o różnorodnym działaniu uznanych za bezpieczne.

Kofeina może powodować kłopoty ze snem, aczkolwiek z reguły nie spożywa się kawy po godzinie szesnastej.

W przeciwieństwie do powszechnego przekonania kofeina nie jest moczopędna: wiele badań dowiodło, że jej wpływ na nasze płyny ustrojowe jest dokładnie taki sam jak wpływ zwykłej wody.

Kofeina w dużej ilości może powodować drżenie, skurcze żołądka i palpitacje. Jednak, jeśli po spożyciu kawy czujesz się niedobrze, nie zawsze winna jest temu kofeina. Przyczyną może być nietolerancja produktów karmelizacji lub olejów powstających w procesie palenia kawy oraz obecność pleśni czy innych toksyn wywołujących alergie. Dlatego ważne jest, aby upewnić się, że kawa, którą pijesz, pochodzi z uprawy ekologicznej i wyprodukowana jest z najwyższą starannością.

Zatem wygląda na to, że negatywne oddziaływanie kawy pozostaje całkowicie rekompensowane jej pozytywnym wpływem na zdrowie. Należy jednak pamiętać – i tak też polecam – że kobiety w ciąży powinny całkowicie zrezygnować z kofeiny.

A co z teiną?

Kofeina, wyciąg z ziaren kawowca jest pod względem chemicznym prawie identyczna z:

  • guaraniną – zawartą w nasionach guarany,
  • mateiną – uzyskiwaną z naparu liści yerba mate,
  • teiną  – uzyskiwaną z naparu liści i pąków herbacianych.

Zatem kofeina niewiele różni się od teiny! Można ją znaleźć w nasionach, liściach oraz owocach wielu roślin, ponieważ działa jak naturalny środek owadobójczy, paraliżujący i zabijający owady, które nimi się żywią.

Niemniej jednak herbata i kawa nie mają takiego samego wpływu na człowieka, ponieważ kofeina w herbacie związana jest z taniną, która opóźnia wchłanianie kofeiny przez organizm. Dlatego herbata ma łagodniejszy i bardziej rozciągnięty w czasie efekt niż kawa.

Filiżanka herbaty zawiera cztery razy mniej kofeiny niż filiżanka kawy – dlatego też mówimy o efekcie stymulującym (trzy- lub sześciogodzinnym) herbaty oraz o dużo szybszym pobudzającym efekcie kawy (jak „uderzenie bata”). Picie herbaty pozwala poprawić na dłuższy czas koncentrację i czujność, nie wywołując przy tym stanu podenerwowania. Tłumaczy to popularność herbaty wśród mnichów, szczególnie w religiach wschodnich, dzięki której mogli oni dłużej medytować.

Herbata zielona ma także działanie rozluźniające przypisywane teaninie, która odpręża mózg.

Kawa – 5 zasad, o których warto pamiętać

Jedynie kawa dobrej jakości pozwala na pełne wykorzystanie jej działań terapeutycznych:

  • Wybieraj kawę bio: kawa jest jednym z produktów najbardziej narażonych na działanie pestycydów. Dlatego szczególną uwagę zwracaj na wybór kawy z właściwych źródeł, ponieważ wszystkie wymienione powyżej pozytywne właściwości kawy mogą zostać zminimalizowane przez zawarte w kawie pestycydy. (Jeśli to możliwe, kupuj kawę uprawianą w lasach, by zmniejszyć ryzyko niszczenia lasów tropikalnych wraz z całą ich florą i fauną).
  • Kawa w ziarnach: kupuj kawę w ziarnach, sprawdzaj, czy zapach ziaren jest mocny i przyjemny. Ziarna kawy palonej są bogate w oleje i może ona zjełczeć: kawa ma wtedy kwaśny smak. Jeszcze szybciej może zjełczeć kawa mielona.
  • Pij czarną kawę: unikaj śmietanki, cukru czy mleka do kawy. Do parzenia używaj czystej, filtrowanej wody.
  • Filtry do kawyunikaj białych filtrów (ich śnieżnobiałą barwę uzyskuje się dzięki obróbce chemicznej polegającej na wybielaniu chlorem) – dzięki temu pozostałości wybielacza nie trafią do Twojej filiżanki.
  • Filiżanka do kawy: najlepiej pij kawę z porcelanowej filiżanki, a unikaj papierowych kubków, a tym bardziej – plastikowych. Dzięki temu Twoja kawa nie tylko będzie zdecydowanie lepiej smakować, ale – co ważniejsze – nie przedostaną się do niej zawarte w plastikowych pojemnikach groźne substancje chemiczne takie jak bisfenol A.


 Ponieważ wielu ludzi przeżywa udar serca bez pomocy, warto wiedzieć, że osoba której serce bije nieprawidłowo mając udar i czuje się wyczerpana, ma do dyspozycji 10 sekund zanim straci świadomość.
Jednakże można sobie pomóc i przedłużyć ten czas poprzez oddech i kaszel, które powinny się powtarzać bez przerwy co 2 sekundy, dopóki nie dotrze pomoc, albo dopóki ktoś nie odczuje że serce znów bije normalnie. Pomóc sobie można przez kaszel, głęboki, energiczny, powtarzający się (bez ustanku). Należy wziąć głęboki wdech przed każdym kaszlem i kasłać tak, jak by się chciało wyrzucić z głębi płuc flegmę.
Głęboki oddech wnosi tlen do płuc a ruch związany z kaszlem ugniata serce i podtrzymuje cyrkulację krwi. Ciśnienie przez takie ugniatanie serca może wrócić do normalnego stanu. W ten sposób postępując ofiary udaru serca mogą nawet dotrzeć do szpitala. Powiedzcie o tym jak największej liczbie ludzi.

Wg kardiologa jeśli każdy kto widzi ten post i podzieli go z 10-cioma ludźmi, bądźcie pewni, że ocalicie chociaż jedno życie...


 Szklanka wody na ratunek - czyli o fałszywej „chorobie wieńcowej”

Mało znana fałszywa „dusznica bolesna”

Notorycznie zasypywani jesteśmy informacjami dotyczącymi dusznicy bolesnej (czyli dławicy piersiowej) czy też miażdżycy oraz ich śmiertelnych konsekwencji. Tłumaczy się nam objawy ataku dusznicy po to, aby każdy był w stanie go rozpoznać: bolesny ucisk pośrodku klatki piersiowej, któremu niekiedy towarzyszy promieniowanie bólu do ramienia i szczęki.

Świetnie.

Zapomina się jednak wspomnieć o bardzo istotnym fakcie. Otóż istnieje „fałszywa dusznica” (angina vasospastica (Prinzmetali), która nie jest niebezpieczna, jednak jej objawy są prawie identyczne z objawami prawdziwej choroby. Jak je rozróżnić?

„Fałszywa dusznica” nie jest spowodowana zamknięciem tętnic wieńcowych, lecz ich skurczem. Podatne na to są osoby nerwowe, zalęknione, zestresowane bądź przemęczone, które nie potrafią się zrelaksować i rozluźnić.

Problem polega na tym, że w momencie napadu bólu uczucie jest prawie takie samo jak podczas prawdziwego ataku dusznicy bolesnej, ponieważ skurcz mięśniówki tętnicy wieńcowej chwilowo ją zwęża. Nie powoduje to jednak całkowitego zahamowania przepływu jak w czasie zablokowania tętnicy przez skrzep. Nie niesie więc za sobą ryzyka zawału mięśnia sercowego – oczywiście poza przypadkami, gdy dana osoba cierpi również na miażdżycę naczyń wieńcowych, co jest równie możliwe co rzadkie.

W tym przypadku skurcz tętnicy może być połączony  z obecnością płytki miażdżycowej, a w konsekwencji prowadzić do zapaści (spadek ciśnienia krwi i utrata przytomności).

Jednak temperament osób ze skłonnościami do prawdziwej i fałszywej „dusznicy bolesnej” jest całkowicie odmienny, a co za tym idzie – ryzyko zbieżności obu chorób jest dość ograniczone.

Osoby rzeczywiście cierpiące na dusznicę są zwykle korpulentne z powodu wysokiego spożycia tłustych produktów oraz małej aktywności fizycznej, podczas gdy osoby ze skłonnością do „fałszywej dusznicy” są raczej nerwowe, w ciągłym ruchu i z małą  skłonnością do spędzania długich godzin przy stole. Te dwa typy osób przypominają trochę Flipa i Flapa.

Jeśli nie należysz do żadnego z typów, a odnajdujesz się gdzieś pomiędzy nimi, jak wówczas podczas ataku (zwłaszcza pierwszego) możesz rozpoznać, czy jesteś w niebezpieczeństwie oraz czy powinieneś wezwać karetkę pogotowia?

Niezwykle skuteczny test

Otóż oba ataki zwykle różni to, że faktyczny atak dusznicy bolesnej występuje najczęściej po dużym wysiłku siłowym, który wywołuje zwiększone zapotrzebowanie mięśnia sercowego na tlen. Jeśli tętnice wieńcowe są w złym stanie i na wpół zablokowane, krew nie może dostarczyć komórkom serca tlenu.

Z tego też powodu kardiolodzy poddają swoich pacjentów tzw. testom wysiłkowym w warunkach szpitalnych w celu sprawdzenia, czy wysiłek powoduje ból.

W ten sposób zmarł René Goscinny (twórca Asteriksa – znanego bohatera komiksowego): lekarze poddali go podobnemu testowi wysiłkowemu. Test okazał się niezwykle skuteczny, a jego rezultat ostateczny – Goscinny zmarł natychmiast wskutek rozległego zawału mięśnia sercowego…

Poddanie tego dość korpulentnego, lubiącego dobrze zjeść, prowadzącego raczej siedzący tryb życia i niezbyt wysportowanego mężczyzny (w Cannes Goscinny grał jedynie w… kule) zbyt intensywnym testom wysiłkowym okazało się karygodnym błędem. Jego następstwem był zawał serca – a przecież tego chciano właśnie uniknąć.

Kolejną zagadką jest to, jak lekarze w szpitalu, gdzie przecież wszelkie niezbędne przyrządy znajdują się pod ręką, nie byli w stanie reanimować pacjenta. Przecież zawał leczony natychmiastowo da się opanować. Wyjątkiem są sytuacje, w których nastąpiło poważne pęknięcie aorty, ale nawet i w takich przypadkach pacjenta można uratować.

Goscinny nie miał szczęścia, jednak być może gdyby przeczytał ten newsletter, nie wyraziłby zgody na wykonywanie przed lekarzami obcego sobie wysiłku, którego od niego wymagano. W każdym razie Albert Uderzo musiał kontynuować tworzenie albumów o niezwyciężonym Galu już w pojedynkę…

Z kolei atak „fałszywej dusznicy” nie niesie za sobą żadnych konsekwencji. Może przydarzyć się w każdym momencie, nawet podczas snu. Zdaje się, że jest ona wynikiem kumulacji stresu, różnych zmartwień i frustracji, problemów zawodowych bądź uciążliwego poczucia bycia nadmiernie obciążonym obowiązkami i niemożności sprostania terminom i datom. Wszystko to jest stale obecne gdzieś z tyłu głowy, nawet wtedy, kiedy myśli się o innych rzeczach; podczas oglądania telewizji czy spotkań z przyjaciółmi.

Nieświadomy stres jest stale obecny i w zupełnie nieoczekiwanych momentach daje o sobie znać, pobudzając nasz układ nerwowy i początkując ucisk.

Szklanka wody na ratunek

Poza zupełną nieszkodliwością atak „fałszywej dusznicy” ma pewną ogromną zaletę: da się go zatrzymać w dwie minuty w niezwykle prosty sposób. Wystarczy małymi łykami wypić szklankę zimnej wody. Jeśli pod ręką nie masz ani wody, ani innego napoju, zacznij głęboko oddychać, powoli chodząc i powtarzając sobie: „Uspokój się! Uspokój się! Rozluźnij się!” Szklanka wody jest jednak sposobem dużo skuteczniejszym, wręcz natychmiastowym.

Jeśli często przytrafiają Ci się podobne ataki, pamiętaj o stałym noszeniu ze sobą małej butelki wody. W najgorszym przypadku możesz zebrać w ustach ślinę i ją przełknąć. Najważniejszy jest akt połykania. Dlaczego?

Być może wiesz, że woda oraz produkty, które połykasz, nie „spadają” do żołądka, poddając się prawom ciążenia. Są popychane w kierunku żołądka przez ruchy perystaltyczne przełyku. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy jesz lub pijesz do góry nogami – to, co przełkniesz, powędruje i tak do żołądka (jest to jednak mało praktyczne, zwłaszcza w przypadku napojów).

Przełykając, dajesz początek ruchom układu pokarmowego, który z kolei relaksująco oddziałuje na cały obszar splotu słonecznego, rozluźniając mięśnie i rozszerzając tętnice. Jest zatem możliwe, że szklanka wody pomogłaby przy prawdziwym ataku dusznicy bolesnej, ale w tej kwestii nic Ci nie mogę zagwarantować.

Odrobina wody na pewno nie zaszkodzi podczas oczekiwania na karetkę lub kardiologa. Okazuje się więc, że picie wody może być korzystne przy różnych dolegliwościach. Jest to więc również pierwszy krok do hydroterapii.

Teraz załóżmy, że w razie wątpliwości konsultujesz się z lekarzem i że lekarz wystawia słuszną diagnozę: prawdziwa bądź fałszywa „dusznica bolesna” (diagnoza możliwa będzie dopiero po szczegółowym wywiadzie na temat stylu życia i sposobu, w jaki pojawiają się objawy). Niestety, można jednak przypuszczać, że lekarz zadowoli się wykonaniem analiz i testów (w tym osławionego testu wysiłkowego) stosowanych do  diagnozowania  prawdziwej dusznicy bolesnej.

Załóżmy jednak, że lekarz stwierdzi obecność „fałszywej dusznicy”. Co wtedy zrobi?

Cóż może zrobić lekarz w walce z „fałszywą dusznicą”? Nic poza przepisaniem leków przeciwlękowych czy antydepresantów, które, pod płaszczykiem walki ze stresem, ogłupią Cię i zmniejszą reaktywność emocjonalną oraz Twojego układu nerwowego o 20 do 30%. Dam sobie rękę uciąć, że lekarz nawet nie wspomni o szklance wody!

A zatem, osoby cierpiące z powodu „fałszywej dusznicy”: decyzja należy do Was.

Jednak, moim zdaniem, zamiast faszerowania się psychotropami, których skutki uboczne są znaczne, lepiej – tylko koniecznie po upewnieniu się, że nie cierpisz na miażdżycę! – zadowolić się technikami relaksacyjnymi, poobiednią drzemką, pewną dawką tumiwisizmu, gdy spóźniasz się z terminami oraz… małą butelką wody w zasięgu ręki. Ponieważ, jeśli uda Ci się radzić ze stresem oraz uspokajać nerwy, „fałszywa dusznica” nie przeszkodzi Ci dożyć i setki!

Jednym z najistotniejszych problemów dzisiejszej medycyny jest fakt, że lekarze zwykle nie proponują pacjentom terapii naturalnych. A przecież doskonale wiadomo, że są one bardzo skuteczne, jeśli chodzi o leczenie bólu i wielu chorób! Nie mają groźnych skutków ubocznych, ani nie są tak kosztowne, jak większość leków – jeśli tylko wiesz, jak je stosować. 

 „Grypa żołądkowa” – jak jej zapobiegać?

Łagodna jesień we wrześniu i w październiku jest idealna dla rozwoju drobnoustrojów. Jak tylko nadejdą chłody – wirusy i bakterie ruszają do ataku. Dlatego więc pilnie zabezpiecz się przed zachorowaniem na „grypę żołądkową”, stosując proste metody, o których za chwilę opowiem.

Rozpoznanie „grypy żołądkowej”

Do objawów wirusowego zakażenia przewodu pokarmowego (to specjalistyczna nazwa „grypy żołądkowej”) należą między innymi: mdłości, utrata apetytu, skurcze żołądka i nagłe wymioty, biegunka, gorączka oraz bóle głowy. Choroba ta może mieć różne podłoże, ale jej najczęstszą przyczyną jest zakażenie wirusowe. Potocznie nazywamy ją „grypą żołądkową”, „jelitową” albo „rotawirusową”.

U dzieci w wieku powyżej dwóch lat i u dorosłych zazwyczaj wywołuje ją rotawirus.

Jeśli zakażenie żołądkowo-jelitowe spowodowały bakterie, to zostały one przeniesione drogą fekalno-oralną (to określenie stworzone zostało przez lekarzy i osoby, które chciały w ładny sposób opisać wyjątkowo obrzydliwą drogę przenoszenia baterii). Droga ta  oznacza przedostawanie się odchodów do ust, nosa lub oczu innej osoby. Dzieje się tak, kiedy dotykamy czegoś zanieczyszczonego odchodami, a następnie przecieramy oczy, wycieramy nos lub dotykamy palcami ust albo kiedy pijemy wodę zanieczyszczoną fekaliami.

Z kolei rotawirus przenoszony jest drogą kropelkową podczas kichania czy kaszlu.

Chory może zarażać inne osoby na jeden dzień jeszcze przed wystąpieniem u niego objawów oraz przez kolejne pięć do dziesięciu dni. A jeśli często bywa w miejscach publicznych, to zdarza się, że przenoszony przez niego wirus „dociera” nawet do około 80 000 osób.

Wirus „grypy jelitowej” znajdujący się na różnych przedmiotach może być aktywny nawet dziesięć dni! Kiedy znajdzie się w Twoim organizmie, zacznie szukać możliwości przedostania się do komórek. Namnaża się wewnątrz nich, a następnie przenosi się do innych komórek, zakażając je.

Pierwszą linią obrony przed wirusem jest zatem zapobieganie przedostawaniu się go do wnętrza ciała.

Podstawowe zasady higieny:

Nie dotykaj błon śluzowych brudnymi rękami lub innymi przedmiotami niewiadomego pochodzenia, ponieważ bakterie przenikają przez nie z łatwością. Dlatego też jest to najłatwiejsza droga zakażenia.

Bakterie przenosimy zazwyczaj na dłoniach, ponieważ wszystkie „miejsca zgięcia” to obszary ciepłe i wilgotne. Są zatem dla nich przytulnym schronieniem, pozwalającym im na namnażanie się. (Jeśli palisz, pamiętaj o myciu rąk również przed zapaleniem papierosa).

Patogeny przenoszą się najczęściej między osobami, z którymi kontaktujemy się najczęściej, czyli między członkami rodziny lub innymi bliskimi, znajomymi z pracy czy współpasażerami w środkach transportu publicznego. W przypadku dzieci będą to koledzy i koleżanki z przedszkola czy szkoły, a także nauczyciele.

Poręcze w metrze, tramwajach czy autobusach nie są w Europie czyszczone codziennie – jak to ma miejsce w Japonii. Uchwyty wózków sklepowych, przyciski zamków cyfrowych, menu w restauracjach czy klawiatury bankomatów, a także, co może zdziwić, lekarskie stetoskopy czy ciśnieniomierze są prawdziwymi siedliskami bakterii.

Jedno z badań wykazało, że poziom higieny w gabiach lekarskich nie jest tak wysoki, jak mogłoby się wydawać; dotyczy to szczególnie stetoskopów, ciśnieniomierzy oraz rąk lekarzy. Urząd Ochrony Zdrowia (HAS) we Francji w czerwcu 2007 roku przygotował nawet wytyczne dla gabiów medycznych ze względu na zwiększoną liczbę zakażeń szpitalnych2.

Naucz się kaszleć w prawidłowy sposób.

Prawdopodobnie tak jak i mnie nauczono Cię w dzieciństwie zakrywać usta dłonią podczas kaszlu. Oczywiście lepsze to niż nic i na pewno uchroni osoby znajdujące się w Twoim otoczeniu przed deszczem mikrobów, a także przed niepotrzebnym widokiem Twojego języka, jamy ustnej i gardła.

Jednak kaszląc w ten właśnie sposób, przenosisz zarazki na dłonie. Musisz pamiętać więc, aby umyć je ciepłą wodą z mydłem, a następnie przetrzeć żelem antybakteryjnym. Dzięki temu nie przekażesz kolejnej osobie, z którą się przywitasz, niechcianego prezentu. Możesz też zmniejszyć ryzyko zakażenia innych, zasłaniając usta, jeśli zdążysz, ramieniem lub chusteczką. Przy okazji: już na zawsze zapomnij o chustkach z materiału, których używałeś być może w dzieciństwie, a korzystaj z chusteczek jednorazowych.

Wzmocnij swój układ odpornościowy

  1. Przede wszystkim zadbaj o swoją florę jelitową, która jest kluczowym elementem Twojego układu odpornościowego. 
    – Jedz prebiotyki, a także rośliny zawierające włókna (błonnik). Nie są one trawione, ale stanowią pożywienie dla dobrych bakterii znajdujących się w Twoich jelitach.
    – Zażywaj probiotyki, czyli bakterie i drożdże, które mają pozytywny wpływ na Twoje zdrowie i regenerują florę jelitową.
    – Spożywaj fermentowane produkty zawierające kwas mlekowy(takie jak na przykład kapusta kiszona oraz miso (tradycyjna gęsta pasta japońska, produkowana ze sfermentowanej soi, najczęściej z dodatkiem ryżu lub jęczmienia, soli oraz drożdży). Są to produkty pozwalające przywrócić właściwą równowagę flory jelitowej.

  2. Być może słyszałeś już o stosowanej w ziołolecznictwie jeżówce (Echinacea), która wzmacnia układ odpornościowy. Można kupić gotowe nalewki przyrządzone na bazie alkoholowego wyciągu zawierającego substancję czynną i odpowiednio rozcieńczonego. Zapobiegawczo stosuje się trzydzieści kropli nalewki trzy razy dziennie, przyjmując je z wodą lub innym płynem. Kuracja trwa od dwóch tygodni do miesiąca i można ją powtarzać wedle uznania. Butelka zawierająca 50 ml wyciągu z jeżówki kosztuje kilkanaście złotych i powinna wystarczyć Ci na całą zimę.

  3. Guma, spray lub krople propolisowe do rozpuszczania w szklance letniej wody także doskonale wzmacniają układ odpornościowy. Propolis to materiał, który pszczoły wykorzystują do pokrywania wewnętrznych powierzchni ula i uszczelniania szpar, ale przede wszystkim do obrony przed bakteriami lub grzybami. Pszczoły wytwarzają propolis z żywicy, którą zbierają z pączków i kory drzew (zwłaszcza topoli i drzew iglastych) i do której dodają wosk i wydzielinę z gruczołów ślinowych.

  4. Jesienią jest Ci również niezbędna witamina C – niezwykle ważna dla utrzymania Twojego układu odpornościowego w stanie pozwalającym na zwalczanie rotawirusów (lub innych drobnoustrojów), które próbują się przedostać do organizmu. Pamiętaj więc, żeby szczególnie zimą jeść dużo papryki, brokułów, kapusty, pomarańczy i mandarynek, które zawierają duże ilości witaminy C, ale także bananów, które są doskonałym źródłem magnezu. Jednakże mało prawdopodobne jest to, że uda Ci się osiągnąć odpowiednie stężenie witaminy C w organizmie bez zażywania ów .

  5. Aby wzmocnić układ odpornościowy, warto stosować kontrolę rytmu pracy serca (jej skuteczność potwierdziły badania). Technika ta polega na braniu głębszych niż zazwyczaj oddechów. Przez pięć sekund wdychaj powietrze przez nos (dzięki temu bakterie zatrzymają się na włoskach w nosie i nie przedostaną się do gardła), a następnie przez pięć sekund wydychaj je przez usta. Kontrolę rytmu pracy serca stosuj 3 razy dziennie po 5 minut, co nie tylko wzmocni Twoją odporność, ale także pozwoli Ci się uspokoić.

  6. Staraj się wysypiać.

  7. Jedz dużo warzyw i owoców.

  8. Ćwicz na dworze (co najmniej pół godziny dziennie).

Co robić, jeśli zachorujesz?

  1. Przede wszystkim natychmiast zmień dietę (i tak z pewnością zrobisz to ze względu na wymioty i biegunkę). Będziesz tracić dużo płynów, więc, aby zapobiec odwodnieniu, popijaj regularnie wodę ryżową. 
  2. Przepis na wodę ryżową
    – Przez 30 minut gotuj brązowy ryż w wodzie (w proporcjach 1 : 6), dodając pół łyżeczki soli morskiej. 
    – Ryż przecedź przez gazę, a wodę ostudź. 
    – Przed podaniem do przygotowanej tak wody ryżowej możesz dodać trochę miodu.

  3. Kiedy odzyskasz apetyt, jedz purée z ziemniaków i marchwi (bez mleka) i gotowanego kurczaka z warzywami oraz pij bulion pozostały po gotowaniu kurczaka.

  4. Później możesz stopniowo wprowadzać ryż i pieczywo.

  5. Po trzech dniach bez biegunki lub wymiotów wróć do swojej zwykłej , unikając jednak tłustych potraw i mięsa innego niż gotowany kurczak.

 Choroba zwyrodnieniowa stawów – to warto wiedzieć

Choroba zwyrodnieniowa stawów (artroza) jest bardzo powszechną dolegliwością, z powodu której co roku miliony ludzi udają się do lekarza (w Polsce – ok. 2 milionów).

Dla przemysłu farmaceutycznego jest kurą znoszącą złote jaja, wykorzystywaną do granic przyzwoitości, co doprowadziło do wybuchu skandalu z lekiem Vioxx (lek przeciwzapalny stosowany w leczeniu bólu wywołanego artrozą, w 2004 r. wycofany z rynku, ponieważ stanowił zagrożenie dla serca).

Choroba zwyrodnieniowa stawów objawia się bolesnością, obrzękiem, upośledzeniem ruchomości jednego lub kilku stawów. Każdy ruch sprawia ból – można więc zapomnieć o grze w piłkę, tańcu, nartach czy tenisie, nie mówiąc już o bieganiu, dżudo, karate czy podnoszeniu ciężarów.

Niektórzy pacjenci nie są w stanie chodzić po schodach, a bywają nawet przypadki całkowitego unieruchomienia. Krótko mówiąc, jest to choroba bardzo uciążliwa i dlatego osoby na nią cierpiące od dawna garściami sięgają po leki przeciwzapalne, kortyzon i chemiczne analgetyki (leki przeciwbólowe).

Leki początkowo przynoszą ulgę. Cud – nagle znów możesz otwierać słoiki, łupać orzechy, uprawiać ogródek! Przez kilka miesięcy – ba, może nawet lat – na nowo odkrywasz drobne życiowe przyjemności.

Po pewnym czasie ataki choroby stają się jednak silniejsze i coraz dłuższe. W dobrej wierze łykasz pigułkę za pigułką – przez siedem, dziesięć, piętnaście dni… aż zauważasz, że nie tylko leki są mniej skuteczne niż wcześniej, ale dodatkowo całkiem rozregulował się Twój układ trawienny. Biegunki, zaparcia, bóle brzucha, wreszcie krwawienia – zaczynasz się niepokoić. Pojawia się pytanie: czy kontynuować leczenie, czy bóle stawów nie były jednak mniejszym złem…

I, niestety, jest to pytanie zasadne. Chorobę zwyrodnieniową stawów wywołuje zapalenie chrząstki – tej „poduszki” chroniącej zakończenia kości i umożliwiającej płynne zgięcia stawów. W przypadku artrozy czynniki zapalne w stawach niszczą chrząstkę, która pęka, wyciera się i może nawet całkowicie zaniknąć, pozostawiając kości zupełnie nieosłonięte. Wówczas przy każdym ruchu kości pocierają o siebie, a to sprawia ból i dodatkowo zaostrza stan zapalny objawiający się obrzękiem stawów.

Jedynym skutkiem działania leków jest łagodzenie bólu

Dzisiejsze leki, również te najnowocześniejsze, jedynie uśmierzają ból. Zupełnie nie oddziałują na chrząstkę, która ulega postępującej degeneracji.

To dlatego działają jedynie na krótką metę. W dłuższym okresie ich skuteczność maleje i wreszcie całkowicie zanika, wraz z zanikiem tkanki chrzęstnej. Wówczas leki powodują tylko skutki uboczne, a te potrafią być niebezpieczne. Jest jednak i dobra wiadomość: ostatnie badania naukowe wykazały, że medycyna naturalna oferuje bardzo ciekawe sposoby na chorobę zwyrodnieniową stawów.

Niewykluczone wręcz, że artroza jest jednym ze schorzeń, które rokują największe nadzieje. Wielu pacjentów zdołało już całkowicie uwolnić się od bólu dzięki rozwiązaniom zgodnym z naturą.

Opiszę dziś kilka możliwych kuracji, które powinny przynieść ulgę większości pacjentów.

Przeciwbólowo:  hakorośl

Bardzo proszę znawców medycyny naturalnej o wybaczenie, że zaczynam od tak „oczywistej oczywistości”. Hakorośl można dziś kupić na każdym rogu. Nie występuje już chyba tylko w dworcowych automatach z przekąskami (ale pewnie i tam wkrótce zagości). Roślina ta robi ostatnio taką furorę, że jej uprawy w Afryce stają się przyczyną (kolejnej) katastrofy ekologicznej.

Hakorośl uprawia się na piaszczystych pustyniach Republiki Południowej Afryki i Namibii. Z jej korzeni wytwarza się żelatynowe kapsułki zawierające główne substancje czynne: harpagozyd, harpagid, prokumbozyd, prokumbid, substancje o działaniu przeciwzapalnym i przeciwbólowym.

Kuracja tą rośliną działa zazwyczaj szybko i spektakularnie w przypadku reumatyzmu, przynosząc choremu ulgę i umożliwiając zmniejszenie dawek zażywanych leków. Wiele osób przyznaje, że już nie potrafi się bez niej obejść.

W badaniu opublikowanym w 2003 r. wykazano zdecydowane złagodzenie bólu i innych objawów choroby zwyrodnieniowej stawów u 75 pacjentów leczonych hakoroślą. Ból zmniejszył się o 25 do 45% i o tyle samo wzrosła mobilność pacjentów. Wyniki wszystkich badań poświęconych temu zagadnieniu sugerują, że hakorośl jest równie skuteczna jak środki farmaceutyczne w łagodzeniu stanów zapalnych i bólów związanych z artrozą.

Weźmy na przykład zupełnie niedawno przeprowadzone badanie, którym objęto 122 osoby z chorobą zwyrodnieniową stawu biodrowego i kolanowego. Przez cztery miesiące jedna grupa ochotników stosowała hakorośl w dawce 435 mg na dobę, a druga przyjmowała lek przeciwzapalny pod nazwą diacereina. Obie grupy uzyskały takie same rezultaty pod względem redukcji bólu, jednak po zakończeniu badania pacjenci przyjmujący hakorośl stosowali mniejsze dawki leków niż przed badaniem. Również na biegunkę skarżyli się rzadziej (o 26%) niż pacjenci poddani chemicznej terapii przeciwzapalnej.

W innym badaniu z 2003 r. na 44 przypadkach porównano skuteczność hakorośli i rofekoksybu. Pacjenci mogli równolegle kontynuować swoje standardowe leczenie lub przerwać je, gdyby poczuli się lepiej. Po sześciu tygodniach od rozpoczęcia badania 10 pacjentów zdołało dzięki hakorośli przerwać swoje standardowe leczenie na dłużej niż 5 dni. W grupie rofekoksybu było to możliwe tylko u 5 pacjentów. W pozostałych przypadkach redukcja bólu była porównywalna w obu grupach, z tym że u osób zażywających rofekoksyb wystąpiło dwa razy więcej efektów niepożądanych.

I po bólu…

Imbir nieznane właściwości przeciwzapalne

Jak już wiemy, pozbycie się bólu to za mało. Trzeba jeszcze zredukować stan zapalny wywołany przez czynniki zwane interleukinami, które wpływają niszcząco na chrząstkę.

Medycyna ajurwedyjska stosuje imbir (Zingiber officinale) jako podstawową roślinę do zwalczania wszelkiego rodzaju stanów zapalnych. W przeprowadzonych niedawno badaniach potwierdzono właściwości przeciwzapalne substancji zawartych w imbirze. Niektórzy naukowcy twierdzą wręcz, że mógłby on z powodzeniem konkurować z lekami najnowszej generacji.

To właśnie wielowiekowa tradycja leczenia imbirem skłoniła w 1992 r. naukowców do próby zastosowania jego sproszkowanego korzenia w leczeniu choroby zwyrodnieniowej stawów. Po 3 miesiącach stosowania trzy czwarte pacjentów odczuło poprawę. Część z nich kontynuowała kurację opartą na imbirze przez ponad dwa i pół roku bez żadnych istotnych działań niepożądanych.

W opiniotwórczym czasopiśmie medycznym „Arthritis and Rheumatism” ostatnio opublikowano wyniki ciekawego badania klinicznego: osobom cierpiącym na chorobę zwyrodnieniową stawu kolanowego przez 6 tygodni podawano imbir i placebo. Uczestnicy mogli zażywać farmaceutyki chemiczne, gdyby ból był zbyt silny. W trakcie badania ani lekarze prowadzący, ani pacjenci nie wiedzieli, kto zażywa imbir, a komu podaje się pigułki o działaniu obojętnym (placebo). Taki rodzaj badania nazywa się fachowo „badaniami kontrolowanymi o podwójnie ślepej próbie”, a ich wyniki uznaje się za najbardziej wiarygodne.

Pod koniec badania naukowcy stwierdzili, że pacjenci zażywający imbir (w odróżnieniu od tych, który otrzymywali placebo) poruszają się z większą swobodą, słabiej odczuwają ból i mają mniej zesztywniałe stawy, co oznacza, że imbir okazał się bardzo skuteczny w leczeniu artrozy6. To jednak dopiero początki badań nad stosowaniem imbiru jako leku na chorobę zwyrodnieniową stawów i trzeba jeszcze poczekać na potwierdzenie tych wyników, aby mieć pewność co do skuteczności tej terapii.

 Oczyszczająca, odchudzająca i pobudzająca herbatka …

Kiedyś wspominałem Wam jak dobroczynne właściwości ma zwykła woda z cytryną. Dzisiaj proponuję Wam dodać kilka składników więcej a otrzymacie genialną oczyszczającą herbatkę!
Składniki te razem wzięte mają ogromną „moc” i działają jako środek przeciwzapalny, przeciwinfekcyjny, przeciwutleniający oraz fantastycznie oczyszczający układ limfatyczny.

Oto jakie dodatkowe korzyści można uzyskać dodając IMBIR, KURKUMĘ I CAYENNE.

IMBIR:

Jest silnym narzędziem w leczeniu raka jajników, może spowolnić wzrost komórek rakowych jelita grubego, jest idealnym rozwiązaniem na poranne mdłości, imbir jest skutecznym remedium na chorobę lokomocyjną.Jedno z badań wykazało, że imbir ma właściwości przeciwzapalne i jest potężnym, naturalnym środkiem przeciwbólowym. Od dawna imbir stosowany jest jako natura;ny lek na zgagę, najczęściej używany w tym celu jest w postaci herbaty. Stosowany jest w leczeniu przeziębienia i grypy. Wiele osób używa go podczas GRYPY ŻOŁĄDKOWEJ oraz zatrucia pokarmowego, nic dziwnego, biorąc pod uwagę jego zbawienne działanie na układ pokarmowy. Imbir przynosi również ulgę przy bólach migrenowych z powodu jego zdolności do zatrzymywania prostaglandyny, która powoduje ból i zapalenie naczyń krwionośnych. 
W medycynie chińskiej  herbata imbir z brązowym cukrem jest stosowana w leczeniu skurczy menstruacyjnych.

KURKUMA:

Jest naturalnym środkiem antyseptycznym i antybakteryjnym. Może zapobiec powstawaniu czerniaka jak i wyniszczyć istniejące już jego komórki. Zmniejsza ryzyko białaczki u dzieci, jest naturalnym środkiem odtruwającym wątrobę. Może zapobiegać i spowolnić postęp choroby Alzheimer, usuwając nagromadzone w mózgu płytki AMYLOIDU. Może zapobiegać wystąpieniu przerzutów różnych form raka. Jest to silny i zarazem naturalny środek przeciwzapalny, który działa jak wiele leków tego typu, jednak bez skutków ubocznych. Jest również, jak imbir, naturalnym środkiem przeciwbólowym. Ze względu na swoje właściwości przeciwzapalne, można leczyć nim zwykłe zapalenie stawów jak i reumatoidalne zapalenie stawów. Przyspiesza gojenie się ran i pomaga w przebudowie uszkodzonej skóry.  Może pomóc w leczeniu łuszczycy i innych  chorób zapalnychskóry.

CAYENNEpieprz kajeński lub papryka cayenne) :

 

Podczas przeziębienia lub grypy, pomaga pozbyć się nagromadzonego śluzu w organiźmie, dzięki temu można poczuć znaczącą ulgę. Posiadawłaściwości przeciwgrzybicze – skutecznie zapobiega tworzeniu się patogenów grzybowych. Cayenne jest wspaniałym środkiem przeciwzapalnym a nawet może pomóc złagodzić alergie! 

Przyprawa ta jest znana jako idealna pomoc dla układu pokarmowego .Pobudza go, zwiększając przepływ produkcji enzymów i kwasów żołądkowych . To z kolei pomaga przy zwiększeniu metabolizowania żywności i toksyn w systemie. Pieprz cayenne jest również wspaniałe zioło lecznicze łagodzące gazy jelitowe . Stymuluje ruchy perystaltyczne jelit , wspomagając zarówno asymilację i eliminację. Papryka cayenne pomaga również zmniejszyć miażdżycę, zapobiega tworzeniu się skrzepów krwi ,które prowadzą do ataku serca lub udaru mózg. Cayenne jest znanym środkiem pobudzającym krążenie. Zwiększa to również puls naszego układu trawiennego i limfatycznego. Badania wykonane na Uniwersytecie Loma Linda w Kalifornii odkryły, że pieprz cayenne może zapobiegać rozwojowi raka płuc u palaczy . Inne badania wykazały również, zdolność do hamowania nowotworów wątroby. Spożywanie pieprzy cayenne na śniadanie powoduje zmniejszenie apetytu w ciągu dnia co prowadzi do mniejszego spożycia kalorii i chudnięcia. Wspomaga również organizm w spalaniu nadmiernych ilości tłuszczów. 
Poprawia zdrowie serca utrzymując znormalizowany poziom ciśnienia krwi . Oczyszcza również organizm cholesterolu i trójglicerydów.

Ok, to teraz będziemy potrzebować:

- 1 korzeń imbiru 
- 2 łyżeczki kurkumy
- pół łyżeczki cayenne
4 cytryny (3 do wyciśnięcia soku i 1 do pokrojenia jako dodatek )
- 2 litry wody
- opcjonalnie łyżeczka miodu do osłodzenia

Jeśli chodzi o imbir to będziemy potrzebować sok z niego czyli potrzebna będzie sokowirówka. Ale ja znalazłam inny sposób dla tych, którzy nie posiadają sokowirówki. Po obraniu imbiru ( najlepszy na to sposób jest zeskrobanie skórki łyżeczką lub nożem), ścieramy go na tarce, do blendera wlewamy wodę i blendujemy razem z imbirem i miodem. Zostawiamy na 5-10 minut, następnie odcedzamy przez drobne sitko, dodajemy cytrynę i resztę składników. Mieszamy do połączenia się składników, wlewamy do dzbanka, wrzucamy pokrojoną w plastry cytrynę i odstawiamy na 10 min zanim podamy. 

Można podawać zimną jak i w temperaturze pokojowej. Trwałość tej herbatki to ok. 5 dni w lodówce. 
Jest genialna na pozbycie się obrzęków nóg, rąk i zatrzymanie wody w organiźmie, wypłukując układ limfatyczny. 
Po takiej herbatce dostaniesz porządnego kopa!  Szczególnie w momencie, gdy czujesz brak energii. 


Spowolnienie postępu choroby dzięki kwasom omega-3

Trzecią strategiczną bronią w walce z chorobą zwyrodnieniową stawów są substancje, które pomagają spowolnić postęp choroby, a mianowicie kwasy tłuszczowe omega-3.

Kwasy omega-3 to kolejny „szlagier” medycyny naturalnej, którego skuteczność jest już niezaprzeczalnie uznana nawet przez medycynę konwencjonalną. Jest to rodzina kwasów tłuszczowych występujących w zielonych roślinach, orzechach, tłustych rybach (sardela, śledź, makrela, sardynka, łosoś), siemieniu lnianym, oleju rzepakowym, orzechowym i lnianym. Po ich spożyciu z kwasów tłuszczowych powstają związki o silnych właściwościach przeciwzapalnych.

Doktor Bruce Caterson z uniwersytetu w Cardiff (Walia) już od 1998 r. zgłębia wraz z zespołem potencjalne korzyści ze stosowania acji kwasów omega-3 w chorobie zwyrodnieniowej stawów. Po kilku udanych eksperymentach przeprowadzonych w laboratorium na zwyrodniałej tkance chrzęstnej naukowcy opublikowali właśnie wyniki swoich pierwszych prób na ludziach.

Również one okazują się bardzo obiecujące. W badaniu uczestniczyło 31 osób z chorobą zwyrodnieniową stawów zakwalifikowanych do operacji wszczepienia protezy stawu kolanowego. Połowa uczestników przez 10 do 12 tygodni przed zabiegiem przyjmowała 2 razy na dobę kapsułki zawierające 1 g oleju z wątroby dorsza wzbogaconego w kwasy omega-3. Druga połowa otrzymywała placebo. Po operacji przebadano usuniętą chrząstkę.

Wyniki: w 86% przypadków z grupy kwasów omega-3 – w porównaniu do 26% z grupy placebo – w chrząstce nie było śladu (lub były niewielkie ilości) niszczycielskich enzymów. Zdaniem autora badania, profesora Catersona, „jest to konkretny dowód na to, że acja kwasów tłuszczowych omega-3 może spowolnić lub nawet powstrzymać degenerację chrząstki i złagodzić stan zapalny oraz ból towarzyszący artrozie”. Również w tym przypadku mamy jednak jeszcze za mało danych, choć są one obiecujące.

Odbudowa chrząstki: glukozamina i chondroityna

Najlepsze zostawiłem na deser: dwie naturalne substancje, które mogą przyczynić się nawet do odwrócenia procesu chorobowego w artrozie, czyli – innymi słowy – odbudować chrząstkę i odmłodzić nasze stawy o kilka lat.

W chrząstce zawarte są cząsteczki, które działają jak gąbka: wchłaniają i przechowują wodę, zapewniając w ten sposób giętkość i elastyczność tkanek stawowych. Są to tak zwane proteoglikany (choć mniejsza o nazwę) – bez nich chrząstka nie jest odporna na uderzenia, marszczy się, pęka i może całkowicie zaniknąć.

Aby komórki naszych stawów mogły wytwarzać proteoglikany, potrzebują dwóch substancji: glukozaminy i chondroityny. Zwykle wytwarzane są one przez chondrocyty z glukozy dostarczanej w diecie w wyniku kilku reakcji biochemicznych. Jednak w przypadku artrozy chondrocyty, nawet dobrze zaopatrzone w glukozę, nie są już w stanie właściwie wywiązywać się z tego zadania.

Naukowcy zauważyli, że dużo lepsze rezultaty otrzymuje się, dostarczając do chondrocytów gotową glukozaminę i chondroityny w postaci doustnych ów. W niektórych przypadkach substancje te stymulują wytwarzanie proteoglikanów i normalizują metabolizm tkanki chrzęstnej. Nie tylko zatrzymuje się jej degeneracja, ale nawet może się zacząć odbudowa nowej chrząstki.

Większość prowadzonych od ponad 20 lat badań potwierdza skuteczność acji glukozaminy w łagodzeniu bólu towarzyszącego lekkim lub niezbyt ciężkim przypadkom choroby zwyrodnieniowej stawów. Poprawa następuje po 2 do 8 tygodni leczenia i utrzymuje się przez kilka tygodni po jego zaprzestaniu. Wynika to z właściwości przeciwzapalnych glukozaminy7.

Ponadto – i na tym właśnie opiera się przewaga glukozaminy nad lekami przeciwzapalnymi – w niektórych przypadkach może ona ustabilizować proces degeneracji chrząstki. Dwa badania kliniczne z udziałem chorych na artrozę stawu kolanowego wykazały, że przyjmowanie 1500 mg siarczanu glukozaminy codziennie przez 3 lata pomaga powstrzymać postęp choroby8, 9. Nie zgłoszono żadnych istotnych działań niepożądanych.

Ta terapia wymaga jednak, by w stawie nadal istniały komórki chrząstkotwórcze, czyli by tkanka chrzęstna nie była jeszcze całkowicie zniszczona. Stąd tak ważne jest wczesne podjęcie działań profilaktycznych, na przykład po odniesionym wskutek upadku na nartach urazie kolana, ponieważ tego typu urazy natychmiast uruchamiają proces zapalny, który ostatecznie prowadzi do uszkodzenia chrząstki.

A co z chondroityną?

Nawet jeśli nie jest tak dogłębnie przebadana jak glukozamina, dysponujemy wynikami badań klinicznych, które sugerują, że może uśmierzać ból. Może również przyczyniać się do powstrzymania lub spowolnienia postępu choroby.

W pewnym kontrolowanym badaniu z podwójnie ślepą próbą naukowcy obserwowali 120 osób z chorobą zwyrodnieniową stawu kolanowego. Leczenie, które porównywano ze stosowaniem placebo, polegało na przyjmowaniu 800 mg siarczanu chondroityny codziennie przez 3 miesiące. Taką kurację podejmowano raz do roku. Po pierwszym roku pacjenci zgłaszali wyraźnie mniejsze dolegliwości, a prześwietlenia wykazywały niewielkie zmiany w ubytkach tkanki chrzęstnej. Podobnie jak w przypadku glukozaminy również pozytywne działanie chondroityny utrzymywało się po zakończeniu kuracji.

Naukowcy wykazali również, że wyższą skuteczność leczenia osiąga się, stosując glukozaminę i chondroitynę łącznie.

 Uwaga: nierzetelne informacje dotyczące witamin!

Wystarczy przejrzeć gazety lub zajrzeć do Interu, aby trafić na dziesiątki artykułów, które przestrzegają nas przed stosowaniem witamin i innych owoców . Wmawia się nam, że produkty te zwiększają ryzyko zachorowania na tę czy inną chorobę, a nawet zgonu z ich powodu.

Dziennikarze korzystają z informacji zawartych w czasopismach medycznych, aby wyjaśnić nam, że nadmiar witamin A, B, C, D czy E jest dla nas zagrożeniem.

Wniosek zawsze jest taki sam: nic nie rób i czekaj, aż zachorujesz. Potem idź do lekarza i zacznij zażywać różne substancje chemiczne (czyli leki), które Ci przepisze, bez zadawania zbędnych pytań.

W rzeczywistości jednak takie przedstawienie sytuacji przez dziennikarzy jest mylące i niebezpieczne. Może ono spowodować rezygnację dużej liczby pacjentów z przyjmowania ów, które są niezbędne, aby zachować zdrowie.

Zwodnicze zmyłki

Wielu poważnych lekarzy i naukowców zasiadło więc do komputerów, aby za pośrednictwem Interu zwalczyć mylne informacje podawane przez tego typu artykuły oraz podkreślić błędy w metodologii prowadzące do błędnej interpretacji wyników badań przekazywanej ogółowi społeczeństwa1.

Niestety, informacje we wpływowych mediach (sieciach telewizyjnych czy radiowych, znanych dziennikach i tygodnikach) nadal prezentowane są tak, aby zniechęcić ludzi do korzystania z odżywczych właściwości żywności.

„Niebezpieczne y witamin” – stwierdziła agencja AFP (Agence France Presse) w depeszy z 10 października 2011 roku wydanej po publikacji artykułu w czasopiśmie „Archives of Internal Medicine”.

„y witamin okazują się zbędne dla większości ludzi, a niektóre z nich mogą nawet powodować śmiertelne zagrożenie dla kobiet w podeszłym wieku. Badacze są najbardziej zaniepokojeni ami żelaza…” – ogłosił następnego dnia dziennik Le Figaro.

Trzy tygodnie później ten sam dziennik (o którym wiadomo, że nigdy nie poświęcił uwagi tym witaminom, które po przeprowadzeniu badań uznano za korzystne dla zdrowia) wydrukował 31 października 2011 roku artykuł zatytułowany „Nadmiar witamin może szkodzić”.

Artykuł bazował na badaniu SELECT, które opisano jako badanie udowadniające szkodliwe działanie witaminy E. W rzeczywistości jednak badanie to wcale nie wykazało, że y witaminy E są szkodliwe dla zdrowia. To prawda, że nie wykazano w tym badaniu wpływu witaminy E na zmniejszenie ryzyka zachorowania na raka prostaty, ale nie stwierdzono też jej żadnego znaczącego wpływu na zwiększenie tego ryzyka!

Przede wszystkim wyniki badania SELECT wydają się być wątpliwe, ponieważ nie są one zgodne z wynikami wielu innych badań. Przykładem może być badanie prowadzone w Finlandii, podczas którego udowodniono, że witamina E w połączeniu z beta-karotenem zmniejsza ryzyko zachorowania na raka prostaty o 30%2.

Jak wytłumaczyć takie rozbieżności?

Cóż, prawda jest taka, że nie ma tu żadnej rozbieżności:

W fińskim badaniu wykorzystywano naturalną formę witaminy E, czyli D-alfa tokoferol w dawce 50 j.m. na dobę. Wyniki były pozytywne. Podczas badania SELECT wykorzystywano sztuczną witaminę E, czyli DL-alfa tokoferol w dawce 400 j.m. na dobę. Wyniki były neutralne, a nawet lekko negatywne.

A wracając do karykaturalnych badań. Prym wiedzie tu zakrojone na szeroką skalę badanie Iowa Women’s Health Study, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie „Archives of Internal Medicine” 10 października 2011 roku. Badanie to posłużyło tysiącom wielkich tytułów prasowych do ogłoszenia, że śmiertelność kobiet, które stosowały y , jest wyższa niż tych, które ich nie stosowały.

Wystarczy jednak zadać sobie trochę trudu i przeczytać treść protokołu badania, czego – rzecz jasna – wielu dziennikarzy nie zrobiło, aby zauważyć, że dane wykazują obniżenie śmiertelności wśród kobiet zażywających y !

Co więcej, po skorygowaniu statystyk pod kątem wieku oraz liczby przyjmowanych kalorii autorzy badania doszli do następujących wniosków:

  • śmiertelność wśród kobiet, które zgłosiły stosowanie witaminy B complex była o 7% niższa niż wśród kobiet, które nie stosowały tej grupy witamin.

Odnotowano ponadto – w przypadku stosowania:

  • witaminy C – zmniejszenie śmiertelności o 4%;
  • witaminy D – zmniejszenie śmiertelności o 8%,
  • magnezu – zmniejszenie śmiertelności o 3%,
  • selenu – zmniejszenie śmiertelności o 3%,
  • cynku – zmniejszenie śmiertelności o 3%,
  • wapnia – zmniejszenie śmiertelności o 17%.

Jedynym negatywnym powiązaniem ze wzrostem śmiertelności, które wykryto w ramach badania, było zażywanie ów żelaza i miedzi (bardzo rzadkie w wysokich dawkach). Jednakże należy pamiętać, że miedź, podobnie jak żelazo, nie jest witaminą i podobnie jak żelazo ma silne właściwości oksydacyjne (przyczynia się do powstawania wolnych rodników). Efekt ten jest znany wszystkim osobom zajmującym się leczeniem metodami naturalnymi, którzy w związku z tym zalecają stosowanie dokładnie odmierzonych dawek żelaza i miedzi.

Dlaczego więc agencje prasowe (i najważniejsze media) szumnie ogłosiły, że y witamin są niebezpieczne?

No cóż, ponieważ wyniki badań były… zafałszowane. Autorzy badania wprowadzili różne  „szacowanie błędów statystycznych”, które miały za zadanie korygować dane, ale być może znalazły się w wynikach po to, aby badanie… odkryło to, co zaplanowano na samym początku!

Następnie „skorygowano” wyniki tak, aby uwzględnić poziom wykształcenia, miejsce zamieszkania, brak lub obecność cukrzycy, nadciśnienia, BMI, zastępcze terapie hormonalne, aktywność fizyczną, nikotynizm.

Jednakże to nie wystarczyło. Dane nadal wykazywały ogólne obniżenie śmiertelności wśród osób zażywających y .

Zastosowano więc czwartą korektę, biorąc pod uwagę spożycie alkoholu, nasyconych kwasów tłuszczowych, pełnego ziarna, warzyw i owoców. No i w końcu się udało: dzięki manipulowaniu liczbami wyniki badania uległy odwróceniu, wykazując prawdopodobne ryzykozwiązane z przyjmowaniem niektórych ów witamin!

Ci zdolni badacze z łatwością „zapomnieli” o innych zmiennych, które mogłyby przeobrazić wyniki badania na korzystne. Na przykład nie wzięli pod uwagę stanu zdrowia badanych kobiet (tak! wzięto pod uwagę tylko obecność nadciśnienia i cukrzycy), badana populacja nie była reprezentatywna, a przede wszystkim – nie zadali sobie trudu, aby sprawdzić, czy preparaty witaminowe były naturalne czy syntetyczne, nie analizowano stosowanych dawek ani współistniejących chorób, z powodu których y mogły być zażywane.

Z tego, co wiem, żaden dziennikarz z najważniejszych czasopism nie poinformował o tym swoich czytelników.

Zgony spowodowane zażywaniem witamin…, a gdzie są ciała?

Skoro tyle zgonów spowodowanych było zażywaniem witamin, chciałbym zadać jedno pytanie: gdzie są te wszystkie ciała? Gdzie są te wszystkie osoby, które zmarły z powodu zażywania witamin?

Żadne z poważnych badan naukowych nie podaje takich liczb. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o działaniach niepożądanych leków: według danych Ministerstwa Zdrowia, co roku we Francji odnotowuje się 128 000 przypadków hospitalizacji oraz 8000 zgonów spowodowanych skutkami ubocznymi działania lekarstw.

Jednakże czy dane te mogą być zaskakujące w świetle informacji, że jedynie 11% populacji w wieku powyżej 65 lat nie zażywa regularnie leków?

y zapobiegają chorobom

W rzeczywistości jedynym naprawdę skutecznym sposobem zapobiegania chorobom jest prowadzenie zdrowego trybu życia, co jest możliwe dzięki odpowiedniej diecie oraz om , jeśli z jakiegoś powodu nie otrzymujesz wszystkich składników odżywczych z pożywieniem.

Zostało to naukowo udowodnione wiele razy. Jednakże z niewiadomego powodu najważniejsze media nigdy nie potraktowały tematu w sposób całkowicie przejrzysty. Stąd też nawet dobrze poinformowane osoby nie mogą dotrzeć do informacji niezbędnych, aby, dbając o własne zdrowie,  dokonać właściwego wyboru.

Mogę się założyć, że wśród czytelników Poczty Zdrowia nie znajdę więcej niż kilku, którzy słyszeli o badaniu przeprowadzonym przez niezależną firmę badawczą Lewin Group mającym na celu zanalizowanie wpływu różnych popularnych ów na zdrowie3.

Zapoznanie się z wynikami tego badania jest konieczne dla wszystkich poważnych specjalistów z zakresu odżywiania.

Naukowcy z Lewin Group wybrali pięć par „/choroba”, które zostały dobrze udokumentowane. Działanie tych ów jest powszechnie uznane, także przez lekarzy medycyny konwencjonalnej, a dowody naukowe na ich skuteczność są niepodważalne.

Zbadali oni:

1) wpływ wapnia i witaminy D na osteoporozę,

2) zdolność kwasu foliowego do zapobiegania wadom wrodzonym u noworodków,

3) wpływ kwasów tłuszczowych omega-3 na choroby układu sercowo-naczyniowego,

4) działanie luteiny i zeaksantyny związane z zapobieganiem pogorszeniu wzroku z wiekiem (zwyrodnienie plamki żółtej).

Podczas tego badania naukowcy zastosowali niezwykle surowe kryteria doboru ów , takie jak:

1) fizjologiczne skutki działania ów musiały być wymierne (czyli nie mogły to być tylko deklaracje pacjenta dotyczące jego stanu zdrowia);

2) skutki te musiały powodować zmianę stanu zdrowia pacjenta;

3) zmianie stanu zdrowia musiało towarzyszyć zmniejszenie kosztów opieki medycznej.

Oczywiście wielu z nas usłyszało od lekarza, że y nie działają i że nie można naukowo udowodnić ich skuteczności. Na podstawie wyników tego badania, a także w oparciu o wiele innych badań okazało się, że jest wręcz odwrotnie. Z jakiegoś jednak powodu nie uczy się o tym na żadnym wydziale medycyny…

Jakie więc wnioski można wyciągnąć z badania Lewin Group?

Wapń i witamina D są skuteczne w walce z osteoporozą

Zacznijmy od tego, jak działają wapń i witamina D.

Po pierwsze, trzeba pamiętać, że badania, na których opierano się w Lewin Group, są już dziś przestarzałe. Nowsze badania wykazały, że wyższe dawki witaminy D3, czyli od 1000 do 2000 j.m. (jednostek międzynarodowych) są jeszcze bardziej skuteczne.

Ale nawet na podstawie tych przestarzałych danych autorzy badania wyciągnęli wtedy wnioski, że gdyby cała populacja amerykańskich emerytów zażywała 1200 mg wapnia i 400 j.m. witaminy D dziennie, to mogłoby to spowolnić utratę ich masy kostnej i zmniejszyć ryzyko złamania szyjki kości udowej. Naukowcy oszacowali, że te zwyczajne y zapobiegłyby ponad 776000 przypadków hospitalizacji związanym ze złamaniami szyjki kości udowej w ciągu pięciu lat, prowadząc do oszczędności rzędu 16,1 miliarda dolarów.

Kwasy tłuszczowe omega-3 są dobre dla serca

Przyjrzyjmy się teraz kwasom tłuszczowym omega-3. Wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 o długim łańcuchu cząsteczkowym pomagają zapobiegać zaburzeniom rytmu serca, wspomagają działanie błon komórkowych, łagodzą stany zapalne, zmniejszają poziom cholesterolu oraz ciśnienie krwi i mają jeszcze wiele innych zalet (np. wpływają pozytywnie na samopoczucie lub zdolności intelektualne).

Naukowcy z Lewin Group doszli do wniosku, że podawanie całej populacji amerykańskich emerytów około 1800 mg kwasów omega-3 dziennie zmniejszyłoby w ciągu pięciu lat liczbę hospitalizacji związanych z chorobami układu krążenia o 374000. Oszczędności w ramach hospitalizacji i konsultacji medycznych wyniosłyby 3,2 miliarda dolarów.

Luteina, zeaksantyna i kwas foliowy również są bardzo skuteczne

Te liczby są zaskakujące, ale to nie wszystko. Badacze z Lewin Group przeanalizowali także działanie luteiny i zeaksantyny, karotenoidu znajdującego się w żółtych i pomarańczowych warzywach. Podawane jako y mogą nie tylko zapobiegać, ale także leczyć zwyrodnienie plamki żółtej, czyli utratę widzenia centralnego – głównego powodu, dla którego osoby starsze potrzebują pomocy ze strony opiekunki środowiskowej. Według badaczy przyjmowanie od 6 do 10 mg luteiny i zeaksantyny dziennie mogłoby pomóc 190000 osób w utrzymaniu niezależności i pozwoliłoby na zaoszczędzenie 3,6 miliarda dolarów w ciągu pięciu lat.

Natomiast kwas foliowy, najlepszy z możliwych ów podawanych kobietom ciężarnym, przyczyniłby się do zapobiegania wadom cewy nerwowej u 600 amerykańskich dzieci w ciągu pięciu lat.

Wszystkie te zwyczajne y oszczędziłyby pacjentom bólu i cierpienia spowodowanego chorobami, a także pozwoliłyby na zaoszczędzenie 24 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat (w USA).

Jednak z pewnością informacje te nie są na tyle interesujące, aby podać je do publicznej wiadomości lub przekazać studentom medycyny, prawda?

Witaminy przedłużają życie i je ratują

Prawda jest taka, że witaminy ratują życie oraz pomagają zmniejszyć cierpienie (i wydatki) osób, które je zażywają. Istnieje na to wiele dowodów pochodzących z badań naukowych i eksperymentów: stosowanie ów może pomóc w zapobieganiu chorobom i przywróceniu optymalnego stanu zdrowia. Jako sztandarowy przykład może posłużyć tu witamina D.

Nie oczekujmy bowiem od mediów, że poinformują one czytelników o tym, co warto wiedzieć…

Zdrowia życzę!


 Fakt o miodzie i cynamonie napewno nie spodoba się farmaceutom!!

Warto kupić miód Manuka (jeśli tylko możesz sobie na to pozwolić)

(Być może niektórzy internetowi sprzedawcy zaproponują Ci jeszcze niższą cenę, ale zanim zapłacisz, sprawdź, jaka jest rzeczywista pojemność oferowanego produktu. Ta widoczna na ekranie monitora często bywa myląca. Ryzykujesz więc, że za około sześćdziesiąt złotych nabędziesz minisłoiczek podobny do podawanych przy śniadaniu w bufetach hotelowych i że wystarczy go jedynie na przyrządzenie małej kanapeczki).

Miód Manuka to prawdziwe delicje i płynne złoto. Jednak nie tylko dla smaku jest on spożywany.

Przede wszystkim jest on substancją o działaniu leczniczym i dobroczynnym wpływie na zdrowie. Pochodzi z lasów Nowej Zelandii, a jego lecznicze działanie było od wieków znane Maorysom.

Dzięki swojemu antybakteryjnemu działaniu miód Manuka aż do czasów pierwszej wojny światowej był niezwykle popularnym lekiem antyseptycznym. Pojawienie się antybiotyków usunęło go w cień na kilkadziesiąt lat, lecz ofensywa bakterii opornych na antybiotyki spowodowała, że ponownie stanął w świetle reflektorów.

Miód Manuka produkowany jest w niewielkich ilościach, ponieważ kwiaty manuki kwitną jedynie 6 tygodni w roku, co pozostawia pszczołom niewiele czasu na jego wyprodukowanie. Ponadto wymaga on specjalnych uli (kosztujących 7000 euro, czyli około 23 000 zł za jeden!), co tłumaczy wysoką cenę produktu.

Czym naprawdę jest miód Manuka?

Miód Manuka to miód jednokwiatowy. Jego nazwa pochodzi od krzewów manuka, Leptospermum Scoparium, z których pszczoły zbierają nektar. Rośliny te pochodzą wprawdzie z Nowej Zelandii, ale ze względu na ogromny sukces miodu obecnie uprawia się je między innymi w Anglii i Stanach Zjednoczonych.

Nie każdy miód Manuka ma te same właściwości lecznicze. Ten, który warto, aby znalazł się w Twojej apteczce, posiada wysoki poziom „substancji aktywnych”, a właściwie – enzymów wywołujących specyficzne reakcje chemiczne w miodzie. Poziom ten jest badany, określany i certyfikowany w odpowiednich laboratoriach. Umieszczany na opakowaniach znak UMF (Unique Manuka Factor) jest gwarancją leczniczego działania miodu.

Profesor Peter Molan z Wydziału Badań nad Miodem na Uniwersytecie Waikato w Nowej Zelandii stwierdza: Manuka ma szerokie spektrum działania. Działa na bakterie, drożdże (grzyby) oraz na pierwotniaki (małe organizmy żyjące w wodzie mogące wywołać malarię oraz niektóre rodzaje dyzenterii). Nie znaleźliśmy żadnego zakaźnego drobnoustroju, na który nie miałby wpływu.

Dlaczego miód Manuka ma tak dobroczynne działanie?

Jednym z najbardziej imponujących zastosowań miodu Manuka jest zapobieganie rozwojowi infekcji wywołanych przez MRSA w ranach. MRSA to gronkowiec złocisty oporny na metycylinę wywołujący – coraz częściej spotykaną w szpitalach –zagrażającą życiu sepsę.

Nałożenie na ranę każdego miodu ma działania pozytywne. Przede wszystkim dlatego, że pobudza on osmozę: cukier z miodu wiąże cząsteczki wody znajdujące się w ranie, co pozbawia bakterie podstawowego elementu potrzebnego do przetrwania i wzrostu, tym samym uniemożliwiając bakteriom rozmnażanie oraz rozprzestrzenianie się. Pszczoły pozostawiają w miodzie enzym, który w kontakcie z wodą zamienia cukier i tlen w kwas glukuronowy oraz nadtlenek wodoru o działaniu antybakteryjnym.

Niemniej miód Manuka ma coś jeszcze. Według profesora Molana, oddziałuje on na bakterie w taki sposób, w jaki nie robi tego żaden inny miód, a zawdzięcza to czemuś, co pochodzi z nektaru rośliny i co jest inne.

Zaskakujące odkrycie profesora Molana

W czasie epidemii MRSA w jednym z największych szpitali w Nowej Zelandii w Waikato prof. Molan dokonał zaskakującego odkrycia:

Poprosił personel szpitala o nakładanie opatrunków z miodu Manuka wszystkim pacjentom z zainfekowanymi ranami. Pozwoliło to zatrzymać epidemię oraz wyleczyć rany wszystkich zarażonych pacjentów.

Dzisiaj, gdy tylko wykryją MRSA u pacjenta, aplikują miód na ranę, nie umieszczając go nawet w izolatce. Od tamtej pory nie było więcej przypadków zarażenia – wyjaśnia. Przetestowaliśmy również działanie miodu Manuka w przypadku infekcji wywołanych innymi niebezpiecznymi bakteriami i okazało się, że wszystkie były na niego wrażliwe1.

Według profesora Molana miód Manuka należy używać nie tylko w przypadku zwalczania bakterii. Zaleca on stosować go na wszelkie rany, aby przyspieszać ich gojenie, ponieważ aktywny enzym znajdujący się w miodzie usuwa martwe komórki znajdujące się w ranie, pozostawiając ją czystą dla odbudowy tkanek.

Czasopismo naukowe European Journal of Medical Research, porównując leczenie klasyczne, które daje efekty w 50% przypadków, podaje, że przy stosowaniu miodu Manuka poziom wyzdrowień wynosi 85% w przypadku zakażeń, następstw cięć cesarskich i histerektomii (usunięcia macicy). Dodatkowo miód stymuluje wzrost naczyń włosowatych oraz wspomaga produkcję włókien kolagenowych przyspieszających gojenie.

Prof. Molan podczas badań prowadzonych w szpitalu w Manchesterze zaobserwował, że poziom pH miodu Manuka wynosi od 3,2 do 4,5, czyli że jest wystarczająco niski, aby zahamować rozwój wielu patogenów. Odkrycie to pozwoliło zdobyć w 2004 r. pozwolenie NHS (National Health Service), tj. brytyjskiej służby zdrowia, na zastosowanie miodu Manuka w walce z MRSA u pacjentów cierpiących na raka.

Miód Manuka przeciwko oparzeniom, egzemie, trądzikowi młodzieńczemu

Miód Manuka: coraz częściej stosuje się go w leczeniu oparzeń. Zapobiega nadkażeniom, a także pozwala uniknąć przeszczepów skóry, gdyż dzięki niemu skóra regeneruje się znacznie szybciej, a blizny stają się mniej widoczne. Pozwala też złagodzić niektóre formy egzemy, skóra wygląda znacznie lepiej, ponieważ miód poprawia poziom nawilżenia oraz łagodzi stan zapalny skóry.

Może także pomóc w leczeniu trądziku młodzieńczego. Nałożony w formie maseczki lub wymieszany z kremem nawilżającym miód odżywia skórę i pomaga zabić bakterie rozwijające się wokół mieszków włosowych oraz gromadzące się w rozszerzonych porach, co jest główną przyczyną powstawania trądziku.

Czy spożywanie miodu Manuka może być niebezpieczne?

Mimo że miód Manuka posiada silne działanie antybakteryjne, możesz go spożywać bez żadnego ryzyka i bez specjalistycznych zaleceń lekarza. Profesor Molan zaleca przyjmowanie nawet trzech łyżeczek miodu dziennie, by przeciwdziałać problemom z trawieniem takim jak: refluks żołądkowo-przełykowy, niestrawność czy zapalenie błony śluzowej żołądka. Właściwości przeciwzapalne i antyseptyczne miodu Manuka łagodzą też bóle żołądka.

Uwaga: również olej Manuka jest naturalnym środkiem leczniczym, o którym jeszcze opowiem przy innej okazji.

Mieszanka miodu i cynamonu leczy większość chorób!
Miód jest wytwarzany w większości krajów na świecie. Obecnie naukowcy uznają, ze miód jest bardzo skutecznym lekiem na każdego rodzaju schorzenia. Miód może być stosowany bez skutków ubocznych przy każdego rodzaju chorobie. Obecnie naukowcy podają, ze chociaż miód ma słodki smak, jeśli przyjmowany we właściwej dawce jako lekarstwo, nie zaszkodzi on pacjentom cierpiącym na cukrzycę. Kanadyjskie pismo Weekly World News w wydaniu z 17 stycznia 1995 r.podaje listę schorzeń, które można leczyć miodem i cynamonem według badań przeprowadzonych przez naukowców z krajów zachodnich:
 

CHOROBY SERCA

Z miodu i cynamonu zrób pastę, nałóż na chleb zamiast dżemu i jedz codziennie na śniadanie. Obniża ona cholesterol i chroni przed atakiem serca. Również osoby po zawale przy codziennym jedzeniu miodu z cynamonem są chronione przed kolejnym zawałem. Regularne stosowanie łagodzi zadyszkę oraz wzmacnia uderzenia serca. Wiele domów opieki w Ameryce i Kanadzie leczyło z powodzeniem pacjentów i według nich, wraz z wiekiem arterie i żyły tracą elastyczność i zatykają się. Miód i cynamon uaktywnia arterie i żyły.
 

ZAPALENIE STAWÓW

Osoby cierpiące na zapalenie stawów mogą; przyjmować codziennie rano i wieczorem szklankę; cieplej wody z 2 łyżkami miodu i 1 łyżeczką cynamonu. Przyjmując je regularnie nawet chroniczne zapalenie stawów może być wyleczone. Ostatnie badania przeprowadzone przez Copenhagen University podają, że u pacjentów, którym podawano mieszankę: 1 łyżeczka miodu i pół łyżeczki cynamonu przed śniadaniem w przeciągu tygodnia spośród 200 pacjentów u 73 z nich zniknął ból, a w przeciągu miesiąca prawie wszyscy pacjenci, którzy niemogli chodzić lub poruszać się ze względu na zapalenie stawów zaczęli chodzić bez oznak bólu.
 

INFEKCJE PĘCHERZA

Rozpuść 2 łyżeczki cynamonu i 1 łyżeczkę miodu w szklance letniej wody i wypij. Taka mieszanka niszczy drobnoustroje pęcherza.

CHOLESTEROL

2 łyżeczki miodu i 3 łyżeczki cynamonu wymieszane z 16 uncjami wody, podane pacjentom z podwyższonym cholesterolem obniżają poziom cholesterolu we krwi o 10% w ciągu 2 godzin. Jak w przypadku pacjentów cierpiących na zapalenie stawów przyjmowane trzy razy dziennie może wyleczyć każde chroniczne podwyższenie cholesterolu. Jak podaje wspomniane wcześniej pismo, codzienne jedzenie miodu ogranicza problemy z cholesterolem.
 

PRZEZIĘBIENIE

Osoby cierpiące na przeziębienie o różnym nasileniu powinny przyjmować codziennie przez 3 dni 1 łyżeczkę letniego miodu z ? łyżki cynamonu. Wyleczy on większość chronicznego kaszlu, przeziębienia oraz przeczyści zatoki.
 

 ROZSTRÓJ ŻOŁĄDKA

Miód i cynamon łagodzą ból brzucha oraz usuwają wrzody żołądka.

WZDĘCIA

Jak podają; badania przeprowadzone w Indiach i Japonii miód przyjmowany wraz z cynamonem łagodzi wzdęcia.

UKŁAD ODPORNOŚCIOWY

Codzienne przyjmowanie miodu i cynamonu wzmacnia układ odpornościowy i chroni organizm przed bakteriami i wirusami. Naukowcy podają, że miód zawiera dużo witamin oraz żelaza. Regularne stosowanie miodu wzmacnia białe krwinki do walki z bakteriami i chorobami wirusowymi.

NIESTRAWNOŚĆ

2 łyżeczki miodu posypane cynamonem przed jedzeniem obniżają kwasowość i ułatwiają trawienie ciężko strawnych potraw.
 

GRYPA

Naukowcy z Hiszpanii dowiedli, że miód zawiera pewien naturalny składnik, który zabija drobnoustroje grypy i chroni przed tą chorobą.

DŁUGOWIECZNOŚĆ

Regularne picie herbaty z miodem i cynamonem zatrzymuje zniszczenia organizmu spowodowane procesem starzenia. Weź 4 łyżki miodu,1 łyżkę cynamonu i 3 szklanki wody, wszystko razem wymieszaj. Pij szklankę, 3-4 razy dziennie. Dzięki temu twoja skora będzie świeża, a proces starzenia zatrzymany. Również długość życia wydłuża się bardzo!

PIEGI

Zrób papkę z 3 łyżeczek miodu i 1 łyżeczki cynamonu. Nałóż ja na piegi przed snem i zmyj następnego dnia rano ciepłą wodą. Codzienne stosowanie przez 2 tygodnie, całkowicie usunie piegi.

INFEKCJE SKÓRNE

Nałóż równomiernie miód i cynamon na chore miejsce. Można leczyć wypryski, grzybice oraz wszystkie rodzaje infekcji skórnych.

UTRATA WAGI

Pij wymieszany w szklance wody miód i cynamon, codziennie rano pół godziny przed śniadaniem na pusty żołądek i wieczorem przed snem.
Przyjmowane regularnie obniżają wagę nawet u bardzo otyłych ludzi. Nie  pozwalają na gromadzenie się tłuszczu w organizmie nawet przy wysokokalorycznej diecie.

NOWOTWÓR

Ostatnie badania przeprowadzone w Japonii i Australii wykazały, że udało się wyleczyć zaawansowane stadium raka żołądka i kości. Osoby cierpiące na tego rodzaju nowotwory powinny przyjmować 1 łyżeczkę miodu z 1 łyżeczką cynamonu przez jeden miesiąc trzy razy dziennie.

ZMĘCZENIE

Badania wykazały, że cukier zawarty w miodzie ma działanie dobroczynne, a nie szkodliwe dla organizmu. Starsze osoby, przyjmujące miód i cynamon w takich samych ilościach są bardziej ożywione i sprawniejsze. Dr Milton, autor badania, zaleca pół łyżeczki miodu na szklankę wody i troszkę cynamonu. Codzienne picie po umyciu zębów i po południu ok. 15.00, kiedy obniża się aktywność organizmu, a w ciągu tygodni odzyskamy witalność.
 

NIEŚWIEŻY ODDECH

Ludzie w Południowej Afryce codziennie rano płuczą gardło taką mieszanką: 1 łyżeczka miodu i cynamonu z ciepłą woda, a ich oddech pozostaje świeży przez cały dzień. Rzecz jasna, przegrzanie miodu niszczy wrazliwe na ciepło witaminy i enzymy. Dobrze przypomnieć sobie o tym, słodzac miodem gorący napój.

 

Spektakularne fiasko 40-letniego programu poszukiwania leku na raka. A jest on na wyciągnięcie ręki – przekonaj się!

Sposoby leczenia raka (nowotworu)

Rząd Stanów Zjednoczonych przyznał się do fiaska czterdziestoletniego programu badań nad lekiem skutecznym w walce z rakiem. Program kosztował amerykańskich podatników 200 miliardów dolarów, a jedynym sukcesem jest 1,5 miliona publikacji, które posłużyły autorom do zdobycia tytułów naukowych, popularności w środkach masowego przekazu i zwiększenia dotacji państwowych na dalsze badania nad lekiem skutecznym w walce z rakiem. Czyli że jest jak było – dotacje, badania i sensacyjne doniesienia o kolejnych sukcesach medycyny w trudnej walce z rakiem.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), obecnie na raka umiera 7,6 milionów ludzi rocznie, z czego 90 tysięcy w Polsce. Specjaliści nie dają żadnych złudzeń i twierdzą wprost, że z każdym rokiem sytuacja będzie się wciąż pogarszać.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż wynalezienie lekarstwa na raka jest niemożliwe, z tej prostej przyczyny, że takiej choroby nie ma. Rak to nie jakiś patogen, którym można się zarazić. Nie przenosi się z gospodarza na gospodarza w imperatywie utrzymania gatunku, gdyż taki gatunek po prostu nie istnieje. W pewnym sensie rak jest podobny do pasożyta, gdyż żyje kosztem gospodarza, ale wraz z jego śmiercią zawsze ginie „bezpotomnie”.

Rak to jest nowy twór – nowotwór; coś absolutnie nowego, czego nigdy przedtem nie było. A z czego on powstał, z niczego? Otóż rak, jako nowotwór, powstaje z czegoś tak niepowtarzalnego jak kod genetyczny – struktura tak samo niepowtarzalna, jak odciski linii papilarnych.

W medycynie sądowej ów kod genetyczny jest wykorzystywany do identyfikacji ludzi. Jest to o wiele dokładniejszy sposób od daktyloskopii, w której potrzebny jest duży ślad, jakim jest odbicie linii papilarnych. Tymczasem do identyfikacji na podstawie kodu genetycznego wystarczy mikroślad – niewielki fragment tkanki, a nawet trochę śliny, użytej do polizania znaczka pocztowego – by ponad wszelką wątpliwość ustalić, kto ów ślad pozostawił.

I właśnie z czegoś tak unikalnego, w wyniku szeregu zupełnie przypadkowych zmian, zwanych mutacjami, powstaje rak. W tej sytuacji poszukiwanie leku skutecznego w leczeniu nowotworów jest tak samo niedorzeczne, jak próby skonstruowania perpetuum mobile albo stworzenia kamienia filozoficznego. Dlaczego więc się to robi? Przede wszystkim dlatego, że są olbrzymie pieniądze na badania, no i są badacze, więc będą badać i poszukiwać dopóty, dopóki im się to opłaci. By nie wyszła na jaw bezsensowność tych badań, będą co jakiś czas ogłaszać, że są już o krok od odkrycia leku skutecznego w leczeniu raka. Tym sposobem sami zdobędą potrzebny im rozgłos, zaś zwykłemu śmiertelnikowi wpoją przekonanie, że postęp w medycynie już niebawem opanuje tę straszną chorobę, więc może spać spokojnie, bo gdyby na niego trafiło, to do tego czasu lekarstwo na raka z pewnością będzie już gotowe.

Dopiero w zderzeniu z rzeczywistością przekona się, że nic takiego nie istnieje, gdyż cały postęp w onkologii to najwyżej cieńsza igła do wykonania biopsji, reszta zaś po staremu – operacja, a na dokładkę barbarzyńska radio- i/lub chemioterapia.

Po co się to robi, skoro te metody nie przynoszą żadnych korzyści? Owszem, przynoszą – przecież co jakiś czas słyszymy, jakie to koszty pociąga za sobą leczenie raka. Ale jest druga strona tego medalu – przemysł onkologiczny, który te olbrzymie nakłady pochłania. Więc robią to, co robią – operują, poddają chorych działaniu promieniowania przenikliwego, wlewają silną chemiczną truciznę, narażając chorego na straszne cierpienia, co rzekomo ma przedłużyć życie o kilka miesięcy, albo nawet lat, choć nie ma żadnych dowodów, że bez tych zabiegów chory nie przeżyłby tyle samo, ale bez tych strasznych cierpień.

Chory ma też wybór – medycynę naturalną, której metody nie są tak barbarzyńskie, jak metody przemysłu onkologicznego, ale co to za wybór… między leczeniem a leczeniem? Nam chodzi o alternatywę dla raka, a więc zdrowie, bo zdrowy organizm, mający sprawny system odpornościowy, na raka nie zachoruje. Żeby to zrozumieć, a nie tylko uwierzyć, prześledźmy krok po kroku proces, którego finałem jest totalna katastrofa zatrutego organizmu – rak.

Podział komórek

Rośniemy dzięki temu, że komórki naszego organizmu rozmnażają się. Rozmnażanie to odbywa się przez podział, czyli jedna komórka dzieli się na dwie mniejsze, które dorastają i stają się replikami; dokładnymi kopiami tej, z której powstały. W ten sposób przybywa nam masy ciała – rośniemy.

Gdy dorośniemy, wówczas proces rozmnażania się komórek także nie ustaje, ponieważ ciągle kolejne komórki naszego organizmu albo starzeją się i umierają (zjawisko to zwie się apoptozą), albo ulegają rozmaitym uszkodzeniom i giną. W tej sytuacji sąsiadująca komórka musi podzielić się, by uzupełnić powstałą lukę. Proces wymiany komórek nazywa się regeneracją i trwa nieprzerwanie przez całe życie, a jego istotą jest wymiana zestarzałych bądź uszkodzonych komórek na nowe.

Za samoreplikację komórek odpowiedzialny jest kod genetyczny DNA (kwas dezoksyrybonukleinowy), czyli zawarty w jądrze komórki, zbudowany z mikro- i makroelementów łańcuch wiązań chemicznych, zawierający informacje, na podstawie których komórki prowadzą procesy metaboliczne, dzielą się, różnicują i tworzą złożony organizm.

DNA przypomina skręconą spiralnie drabinkę. Gdyby ją rozprostować, to zobaczymy drabinkę z równoległymi poręczami i szczebelkami. Ponieważ wiązania chemiczne w środku szczebelków są najsłabsze, to w trakcie podziału szczebelki zostają rozerwane właśnie w tych miejscach. Wtedy każda z rozerwanych połówek drabinki przypomina grzebień i posiada tylko połowę informacji genetycznej, ale to w zupełności wystarczy do odbudowy reszty drabinki i tym samym przekazania pełnej informacji każdej z nowo powstałych po podziale komórek.

Niezwykle istotnym czynnikiem, mającym wpływ na prawidłowy przebieg podziału komórek, jest ciągła obecność wystarczającej ilości witamin, które tym procesem sterują.

Drugim decydującym czynnikiem, wpływającym na jakość powstających w procesie regeneracji komórek, jest systematyczna podaż dostatecznej ilości substancji mineralnych, zwanych mikro- i makroelementami, z których łańcuch DNA jest zbudowany. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że proces regeneracji trwa nieprzerwanie (choć niezauważalnie) i jeśli w którymś momencie zabraknie odpowiedniego budulca, to powstają komórki niepełnowartościowe; wadliwe, które szybko staną się pożywką dla pasożytów, głównie oportunistycznego grzyba Candida albicans, co zapoczątkuje powstanie omawianych nieco dalej w tym rozdziale przewlekłych stanów zapalnych.

Mutacje komórek w nowotwór

Wróćmy do kodu DNA. Otóż zdarza się, że – na skutek braku tylko jednej witaminy czy jednego mikro- lub makroelementu – struktura DNA nie zostanie w pełni odbudowana. Powodem owego braku może być na przykład żywność mało urozmaicona albo złożona z produktów oczyszczonych, albo – ostatnio coraz częściej – zakłócenia wchłaniania, będące przyczyną niedoboru substancji odżywczych, także w przypadku, gdy nasze pożywienie zawiera odpowiednią ilość tych substancji.

Struktura DNA może ulec uszkodzeniu również w dojrzałej komórce, wskutek działania czynników kancerogennych, tj. uszkadzających łańcuch DNA, czyli rakotwórczych. Najczęstszymi przyczynami uszkodzeń struktury DNA są toksyny, głównie wolne rodniki, promieniowanie przenikliwe, a także uszkodzenia mechaniczne i termiczne. Specjaliści do zewnętrznych czynników kancerogennych zaliczają także fale elektromagnetyczne, emitowane przez domowy i osobisty sprzęt elektryczny, głównie mikrofalówki i telefony komórkowe.

Komórka z nie w pełni odbudowanym lub uszkodzonym DNA różni się w zasadzie tylko nieznacznie (łagodnie) od pozostałych komórek. Jednak nawet najmniejsza różnica sprawia, że nie może ona stanowić, wraz z pozostałymi komórkami, jednolitej tkanki. Staje się więc ciałem obcym (antygenem z obcym dla organizmu kodem genetycznym), a ponieważ powstała w organizmie jako coś nowego, to jest nowym tworem – nowotworem.

Takie uszkodzenie (przeobrażenie) komórki nazywamy mutacją, a powstałe w wyniku mutacji komórki – mutantami.

Walka z mutantami nowotworowymi

Mutacje ani nie są niczym wyjątkowym, ani rzadkim. Każdej doby w organizmie człowieka zdarza się około tysiąca takich incydentów. Nowo powstała (nowotworowa) komórka jest dla systemu odpornościowego ciałem obcym, z obcą informacją genetyczną (antygenem), więc należy ją unieszkodliwić. Jednak najpierw trzeba tę zmutowaną komórkę odnaleźć, wśród miliardów innych komórek.

W wyszukiwaniu antygenów specjalizują się przeciwciała, czyli krążące bez przerwy we krwi, niczym patrole, cząsteczki systemu odpornościowego. Są one bardzo małe i potrafią dotrzeć wszędzie, do każdego zakamarka naszego ciała. Gdy napotkają komórkę z obcym genem (antygen), przyklejają się do jej ścianki i zaczynają wysyłać specjalne chemiczne sygnały. Na ich podstawie organizm wytwarza specjalną odmianę białych krwinek (leukocytów), którymi są duże komórki żerne – limfocyty. To ich zadaniem jest odnalezienie i zniszczenie (pożarcie) właśnie tych oznaczonych antygenów – żadnych innych, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z agresją systemu odpornościowego, skierowaną przeciwko komórkom własnego organizmu, czyli autoagresją.

Ale gdy w organizmie istnieją ogniska zapalne, takie jak wrzody, nadżerki, torbiele, polipy, ropnie i inne chroniczne zmiany chorobowe (nie bez przyczyny zwane stanami przedrakowymi), wówczas panujące tam warunki (wysoka temperatura oraz chaos spowodowany obecnością wirusów, bakterii i pasożytów) utrudniają, a czasami wręcz po prostu uniemożliwiają limfocytom wykonanie powierzonego im zadania – odnalezienia konkretnej komórki i zniszczenia jej.

System odpornościowy posiada jeszcze wariant B. Są to duże komórki systemu odpornościowego NK (od angielskiego natural killers – naturalni zabójcy), które posiadają zdolność samodzielnego rozpoznawania i pożerania każdej uszkodzonej komórki, by jej miejsce zajęła komórka zdrowa, i tym samym proces regeneracji mógł przebiegać bez zakłóceń. Szkopuł w tym, że w otoczeniu ogniska zapalnego są miliony uszkodzonych (chorobowo zmienionych) komórek, a więc wszystkie one powinny zostać zniszczone, by umożliwić regenerację tego fragmentu tkanki.

Wytworzenie torebki guza nowotworowego.

Komórki NK mają dużą samodzielność, a więc zdolność dokonywania wyboru co do obiektu ataku. W praktyce znaczy to, że pożerają każdą napotkaną na swojej drodze uszkodzoną w jakiś sposób komórkę – niekoniecznie nowotworową. Toteż, znalazłszy się w pobliżu ogniska zapalnego, komórki NK pożerają pierwszą napotkaną, a więc pierwszą z brzegu komórkę, która uległa uszkodzeniu na skutek istnienia stanu zapalnego. Im więcej tych komórek pożrą, tym stają się większe (pęcznieją), aż w końcu tracą zdolność poruszania się i zostają uwięzione na obrębie ogniska zapalnego.

Osiadłszy na obrzeżach miejscowego stanu zapalnego, komórki NK łączą się z innymi, sąsiednimi komórkami NK, które spotkał taki sam los. W ten sposób zostaje stworzona jednolita, stosunkowo mocna powłoka, która szczelnie otacza ognisko zapalne – niczym torebka. Dlatego najczęściej używa się określenia, że guz się otorbił, co ma oznaczać, że jest niegroźny. Chwilowo…

Podwójna rola torebki guza.

Organizm – zabezpieczając się w ten sposób przed ekspansją guza, który potencjalnie może zawierać komórki nowotworowe – nieopatrznie daje tym komórkom schronienie.

Podobny sposób postępowania, tj. otorbianie, organizm stosuje w wypadku innych chronicznych zmian zapalnych, dając tym sposobem schronienie formom przetrwalnikowym wielu rodzajów drobnoustrojów (bakterii, wirusów, grzybów czy pleśni), więc nie powinno dziwić, że w guzach nowotworowych wykrywa się bakterie, wirusy, grzyby czy pleśnie. Dziwić może jedynie to, że niektórzy wyciągają proste, a nawet prostackie wnioski – jedni, że przyczyną raka są wirusy, inni że pleśnie, jeszcze inni, że grzyby. Są też głosy oskarżające bakterie o działanie rakotwórcze.

Przypadki uszkodzenia torebki guza nowotworowego.

Z punktu widzenia organizmu, torebka guza to konstrukcja solidna na tyle, że powinna, przy sprawnie funkcjonującym systemie odpornościowym, uchronić go przed szkodliwymi czynnikami, które zostały w niej uwięzione. Rzeczywistość bywa jednak inna, gdyż torebka nie jest osłoną aż tak mocną, żeby sprostać rozmaitym urazom, na jakie bywa narażone nasze ciało, więc czasami wystarczy zwykłe zadrapanie, by cały trud organizmu poszedł na marne.

Istnieje również niebezpieczeństwo przypadkowego uszkodzenia torebki guza podczas każdej operacji

Są też przypadki zamierzonego uszkadzania torebki guza, które mają miejsce podczas dziwnego zabiegu, zwanego biopsją. Dlaczego dziwnego? Otóż wziąwszy pod uwagę fakt, że sam zabieg stwarza niebezpieczeństwo uwolnienia ewentualnych komórek nowotworowych i przedostania się ich do krwi i/lub limfy, co – zwłaszcza w wypadku osłabienia systemu odpornościowego – grozi powstaniem przerzutów. Gdyby chociaż było coś w zamian – lepsze samopoczucie, szansa na wyzdrowienie… Jednak niczego takiego nie ma, gdyż biopsja służy jedynie zaspokojeniu ciekawości lekarzy.

Nowotwór łagodny.

Odgrodzona torebką komórka nowotworowa jest dobrze zabezpieczona przed zabójczym dla niej działaniem systemu odpornościowego, ale za to nie ma żadnych możliwości dalszej ekspansji. W ciągu kilku lat rozmnaża się zaledwie do kilku milionów komórek, co w skali organizmu jest tylko niewielkim ułamkiem procenta, zaś próby wyjścia komórek nowotworowych poza obręb torebki guza spotykają się z reakcją systemu odpornościowego. Toteż metoda utrzymywania w ryzach ogniska nowotworowego przez otorbienie zdaje egzamin dopóty, dopóki system odpornościowy jest w stanie prawidłowo pełnić swoje funkcje.

Ponieważ jego komórki narastają powoli (łagodnie), o takim nowotworze mówimy, że jest łagodny, czyli niegroźny. W dawniejszych latach takie guzy nie uzłośliwiały się prawie nigdy, bowiem do uzłośliwienia takiego ledwie zainicjowanego guza potrzeba aż kilkunastu (12 – 15) kolejnych mutacji, do których z kolei potrzebne są kancerogeny, czyli czynniki rakotwórcze. Jednak ze względu na fakt, że w dawniejszych latach owych czynników było znacznie, znacznie mniej, to mutacje zdarzały się sporadycznie – co kilka, kilkanaście, a nawet co kilkadziesiąt lat, więc ludzie najczęściej umierali z przyczyn naturalnych, albo jakichś innych przyczyn, nie zdając sobie sprawy, że przez sporą część życia nosili w sobie raka.

Nowotwór złośliwy.

Obecnie możliwości mutacji komórek zwiększyły się wielokrotnie i końca tej tendencji nic nie zapowiada. Wręcz odwrotnie – lawinowo zwiększają się szanse przeistoczenia łagodnego guza w agresywnego, bardzo szybko rosnącego (złośliwego) raka.

Jako główne czynniki rakotwórcze wymieniane są:

  • Spaliny emitowane do atmosfery przez samochody, samoloty i kominy fabryczne, które przenikają do gleby, a stamtąd do uprawianych roślin. Z tego powodu rośliny uprawiane w przydomowych ogródkach też nie są wolne od toksyn.
  • Promieniowanie przenikliwe i jonizujące – promienie rentgena, pierwiastki promieniotwórcze emitowane w wyniku wybuchów bomb atomowych, przez elektrownie atomowe, a także zwiększone promieniowanie ultrafioletowe słońca.
  • Powszechne stosowanie środków ochrony roślin.
  • Wszechobecne w naszym otoczeniu tworzywa sztuczne.
  • Wolne rodniki, które powstają w organizmie oraz dostają się do niego ze środowiska z żywnością, powietrzem albo dymem papierosowym.
  • Terapie hormonalne, głównie sterydy stosowane w estrogenowej terapii zastępczej oraz doustne środki antykoncepcyjne.
  • Konserwanty i dodatki do żywności, które powodują zaburzenia jelitowe i w konsekwencji upośledzają wchłanianie.

W tych sprzyjających warunkach łagodne guzy uzłośliwiają się coraz łatwiej i częściej, ponieważ zostało przyspieszone tempo następowania po sobie kolejnych mutacji, których do uzłośliwienia łagodnego guza potrzeba, jak już wiemy, kilkanaście. Po każdej kolejnej mutacji komórki nowotworowe coraz bardziej różnią się od tej pierwotnej, zdrowej, z której powstały, a każda kolejna mutacja tworzy odrębną grupę podobnych sobie komórek. Wygląda to, jakby guz pączkował.

Wytworzenie zrębu.

Pączkowanie komórek guza powoduje wyrwy w jego torebce, przez które wydostają się pojedyncze komórki nowotworowe, na co organizm odpowiada walką angażującą coraz większą ilość obrońców, którymi są krwinki białe – limfocyty i komórki NK. Żeby umożliwić zwiększonej liczbie białych krwinek dotarcie w otoczenie guza, organizm zwiększa ilość drobnych naczyń krwionośnych, tworząc tak zwany zrąb guza, przez co zwiększona liczba limfocytów i komórek NK, wciąż dyżurująca w pobliżu guza, zawczasu wychwytuje i unieszkodliwia oderwane od guza komórki nowotworowe. W ten sposób organizm zapobiega przerzutom nowotworu. Po wykonaniu zadania limfocyty i komórki NK trafiają do najbliższych węzłów chłonnych, powodując ich powiększenie.

Podwójna rola zrębu.

Istnienie zrębu ma niewątpliwie dobre strony, ale ma też złe. Z jednej strony bowiem chroni on organizm przed przerzutami komórek nowotworowych, które zdołały przeniknąć przez uszkodzoną pączkowaniem torebkę guza, ale jednocześnie dostarcza uwięzionym w guzie komórkom nowotworowym substancji odżywczych i tlenu. Jak widać, organizm w tym wypadku działa w sposób niekonsekwentny – schizofrenicznie, gdyż z łatwością mógłby uporać się z guzem, odcinając mu po prostu dopływ życiodajnej krwi. Nierzadko zdarza się, że tak robi, i nawet o tym nie wiemy. Ot, poboli coś, nieraz bardzo, i samo przestanie. Niemało jest dobrze udokumentowanych przypadków samoistnego ustąpienia guza.

Następujące po sobie kolejne mutacje komórek nowotworowych charakteryzują się tym, że tkanka nowotworowa jest coraz mniej podobna do tkanki macierzystej, czyli tej, z której powstała pierwsza zmutowana komórka i cały ten proces zainicjowała. Jednocześnie każda następująca po sobie mutacja tworzy komórki coraz bardziej zdolne do jednego – szybkiego rozmnażania się, czego objawem jest coraz szybsze powiększanie się guza.

Co ciekawe, wyłamane spod kontroli organizmu komórki nowotworowe są nieśmiertelne, w tym sensie, że nie umierają ze starości. Dojrzała komórka, jeśli tylko ma dostateczną ilość substancji odżywczych, dzieli się na dwie mniejsze, a te dojrzewają i też dzielą się na dwie mniejsze. W tej sytuacji żadnych komórek w tkance guza nie trzeba zastępować innymi – regenerować. Dlatego każdy podział komórek powoduje zwiększenie masy guza – bez ubytków.

W tym stadium uzłośliwienia nowotworu musi nastąpić rozerwanie torebki, a wówczas guz, pozbawiony dotychczasowego jarzma, zaczyna się jakby rozlewać – nacieka.

Nacieki.

Komórki nowotworowe szybko rosnącego guza potrzebują coraz więcej substancji odżywczych, czego nie mogą im zapewnić naczynia krwionośne zrębu. Potrzebne jest im więc osłabienie systemu odpornościowego, a wtedy, pozbawione ograniczeń, jakie nakładała na nie torebka guza, komórki nowotworowe zaczynają pobierać potrzebne do rozwoju substancje ze zdrowych komórek organizmu, niszcząc je.

Nacieki tkankowe

Najczęściej łupem komórek nowotworowych na etapie naciekania guza stają się komórki tkanki macierzystej, co prowadzi do ubytków tej tkanki, aż do całkowitego zaniku. I chociaż wyraźne pogrubienie sugerowałoby przerost tej tkanki, to może się okazać, że tkanki już nie ma – tylko guz. W tej sytuacji usunięcie guza równa się usunięciu całej tkanki. Z tego względu w chirurgii onkologicznej często stosuje się rozmaite protezy, zastępujące część tkanki, a nierzadko także całe tkanki.

Naciekanie nowotworu jedynie w obrębie tkanki macierzystej świadczy o tym, że nie jest on zdolny do pokonania bariery tkankowej, a więc może odżywiać się komórkami tylko jednej tkanki. Daje to stosunkowo dobre rokowania po chirurgicznym usunięciu guza, gdyż możliwości rozwoju ewentualnych przerzutów są ograniczone do tkanki jednego rodzaju.

Nacieki międzytkankowe

Ostatecznym etapem rozwoju komórek nowotworowych jest pokonanie bariery tkankowej, kiedy to guz potrafi pobierać substancje odżywcze z tkanek innych niż tkanka macierzysta. Wówczas nacieka na sąsiadujące tkanki, tworząc w nich głębokie ubytki.

Nowotwory, które pokonały barierę tkankową, są najgroźniejsze, ponieważ ich komórki mają największe szanse na znalezienie sprzyjających warunków w różnych narządach i tkankach, w wypadku przerzutów.

Przerzuty

Z pozbawionego torebki rozlewającego się guza nowotworowego wysypują się, jak z dziurawego worka, pojedyncze komórki nowotworowe i porwane nurtem krwi lub limfy docierają daleko od guza pierwotnego. W sprzyjających dla nich okolicznościach, w których najważniejszą rolę odgrywa osłabienie systemu odpornościowego, zagnieżdżają się w różnych tkankach i zaczynają mnożyć się, formując w ten sposób nowy guz nowotworowy, zwany przerzutem.

Przerzuty powstałe drogą naczyń limfatycznych w pierwszej kolejności tworzą się w węzłach chłonnych, zaś przerzuty utworzone w wyniku przeniesienia komórek nowotworowych przez krew najczęściej umiejscawiają się w płucach i wątrobie, chociaż mogą atakować praktycznie wszystkie narządy.

Podsumowanie etapów rozwoju guza nowotworowego

Jak widzimy, od stadium rozwoju nowotworu tak wiele zależy. Pytanie brzmi: w którym momencie nowotwór stał się niebezpieczny dla organizmu: – czy wtedy, gdy wystąpiły przerzuty? – czy może wtedy, gdy pękła torebka guza? – albo wówczas, gdy organizm wytworzył naczynia krwionośne zrębu, które zaopatrywały nowotwór w substancje odżywcze? – a może wcześniej, gdy wytworzyła się torebka, dając schronienie tej pierwotnej zmutowanej komórce, od której wszystko się rozpoczęło? – a może kilka lat wcześniej, gdy powstał chroniczny stan zapalny, który uniemożliwił systemowi odpornościowemu odnalezienie zmutowanej, jeszcze pojedynczej komórki?

Łatwiej zapobiegać niż leczyć.

Rozwój choroby nowotworowej – od pojedynczej zmutowanej komórki do złośliwego guza – wskazuje wyraźnie, że jedynym sposobem wygrania z tą straszną chorobą jest nasze własne zdrowie, ponieważ w zdrowym organizmie systematyczne usuwanie zmutowanych komórek jest naturalną funkcją fizjologiczną systemu odpornościowego. Taka właśnie jest idea profilaktyki zdrowotnej, by zapobiegać chorobom, ale nie poprzez ich wykrycie i leczenie (jak opacznie tłumaczy ideę profilaktyki zdrowotnej medycyna), lecz poprzez utrwalenie prawidłowych wzorców życia (jak każe rozumieć profilaktykę zdrowotną jej prekursor – Hipokrates).

Mutacja jednej, tysięcy, czy nawet milionów komórek wcale nie oznacza raka. Jak już zostało powiedziane, każdej doby w organizmie każdego z nas zdarza się około tysiąca mutacji. Do tego, żeby zmutowana komórka przetrwała, rozmnożyła się do wielkości łagodnego guza, w którym będą zachodziły kolejne mutacje, aż dojdzie do stadium bardzo szybko rosnącego, złośliwego raka (i to wszystko z jednej komórki) – do tego pierwotna zmutowana komórka musi mieć stworzone odpowiednie warunki, by mogła ukryć się przed systemem odpornościowym. Najlepiej do tego celu nadają się miejscowe przewlekłe stany zapalne, zwane stanami przedrakowymi, czy inne, lekceważone bądź latami „leczone”, choroby.

Wyobraźmy sobie teraz rozlegle rany, na które nałożono grubą warstwę kału – gnijącego, pleśniejącego, fermentującego, zawierającego 500 gatunków drobnoustrojów. Prawda, że przerażająca wizja? A tak obecnie wyglądają rany-nadżerki w przewodzie pokarmowym człowieka z krajów rozwiniętych, zjadającego codziennie sporą ilość sztucznych substancji chemicznych – konserwantów i innych dodatków do żywności, uszkadzających delikatny nabłonek jelitowy.

I właśnie od tego wszystko się zaczyna – od uszkodzenia nabłonka jelitowego. Po pierwsze dlatego, że uszkodzenie owego nabłonka powoduje niedobór substancji odżywczych, szczególnie witamin i minerałów, spowodowany upośledzeniem ich wchłaniania, a niedobór owych substancji, głównie, przyczynia się do powstania wadliwych komórek. Po wtóre – w uszkodzonym nabłonku tworzą się nadżerki, przez które do organizmu wnikają drobnoustroje i toksyny, a to z kolei obciąża system odpornościowy do tego stopnia, że w końcu przestaje pełnić wyznaczone mu funkcje obronne. Tym sposobem sami stwarzamy warunki, by w naszym organizmie przetrwała (słaba na początku) zmutowana komórka, z której zrodzi się zdolny nas zabić nowy twór.

Przypadki zachorowania na raka są coraz częstsze, a rokowania coraz gorsze. Jak widać, istnieją nader istotne powody, żeby bać się raka. Z drugiej strony, samym strachem możemy wygenerować; wykrakać sobie chorobę. Pouczającym przykładem są przypadki, gdy komuś zmarł na raka któryś z rodziców, i ów ktoś dowiaduje się, że rak jest dziedziczny. Jak reaguje ów nieszczęśnik? Oczywiście, boi się raka, a stres związany z panicznym strachem osłabia system odpornościowy i w konsekwencji zwiększa ryzyko zachorowania na raka. W ten sposób tworzona jest pseudoteoria o dziedziczności raka, do której wystarczy „wynaleźć” jakiś gen, i już przemysł farmaceutyczny rusza pełną parą.

Jak leczyć nowotwory.

Tutaj narzuca się pytanie: co mają począć osoby, które tę wiedzę posiadły zbyt późno, w związku z czym na nowotwór zdążyły już zachorować? Czy w takich przypadkach wystarczy dbać o zdrowie, by je odzyskać? Odpowiedź brzmi: nie. I nie może być inna, bowiem zawsze w chorobie postępujemy inaczej niż w zdrowiu, więc dlaczego nowotwór miałby stanowić wyjątek? Jednak podanie konkretnych rad jak leczyć nowotwory, na dodatek rad skutecznych, przekracza zarówno ramy tego artykułu, jak i praktyczną wiedzę autora. Wprawdzie w swojej praktyce niejednokrotnie spotykałem się z chorymi na nowotwory, ale w porównaniu z innymi chorymi, którym pomocy udzielałem, były to raczej incydenty, a tutaj niezbędna jest głęboka wiedza specjalistyczna.

Wiedza, którą do tej pory zdołałem posiąść, nie pozwala wprawdzie na opisanie konkretnej kuracji w leczeniu chorób nowotworowych, ale może ułatwić dokonanie trudnego wyboru spośród innych metod, zwłaszcza że jest ich bez liku.

Fundamentalną rolę w leczeniu chorób nowotworowych odgrywa dieta ograniczająca możliwości przyrostu masy guza. Najprościej byłoby ograniczyć wszystkie substancje odżywcze, ale wówczas osłabilibyśmy organizm i tym samym stracili szansę na samowyleczenie. W tej sytuacji pozostaje radykalne ograniczenie podaży jednej substancji, niezbędnej do budowy szybko rozmnażających się komórek rakowych, która przy okazji ma niewielki wpływ na ogólną kondycję organizmu. Tą substancją są kwasy nukleinowe (DNA i RNA). Ponieważ najbardziej zbliżone do ludzkich są kwasy nukleinowe komórek zwierzęcych, więc z pewnością kuracje oparte na dietach bezmięsnych są w chorobie nowotworowej jak najbardziej uzasadnione.

Niemniej jednak utrzymanie dobrej kondycji organizmu wymaga podaży dostatecznej ilości białek zwierzęcych, które można znaleźć w bezkomórkowych pokarmach pochodzenia zwierzęcego, a mianowicie w nabiale, czyli mleku i jego przetworach oraz w jajach. Te drugie zawierają nieliczne komórki zarodka, toteż niektórzy dietetycy zalecają usunięcie zarodków z jaj, przed ich spożyciem.

Istotną sprawą jest dostarczenie organizmowi witamin i minerałów zawartych w roślinach, które także zbudowane są z komórek, a więc zawierają kwasy nukleinowe. By uzyskać jak najwięcej dla organizmu, a jednocześnie tkance nowotworowej dostarczyć jak najmniej, pokarmy roślinne powinny być spożywane wyłącznie w postaci soków, najlepiej wyciskanych w specjalnych wyciskarkach.

Czasami już te zmiany wystarczą, by samonaprawcze siły organizmu spowodowały zatrzymanie wzrostu guza, a nawet dokonały jego unicestwienia. Najczęściej jednak kuracja wymaga dodatkowych działań zmierzających do usunięcia przyczyny choroby, którą jest, jak wiadomo, nadmiar toksyn. Te warunki doskonale spełnia metoda NIA (ang. Neutral Infection Absorption – absorpcja neutralnej infekcji), której twórcą jest amerykański fizyk dr Georg Ashkar. Ideą tej metody jest usunięcie z organizmu nadmiaru toksyn poprzez wyropienie dzięki celowemu wytworzeniu i utrzymywaniu rany.


Cytryna 10000 razy silniejsza niż chemioterapia.

Cytryna (Citrus) jest cudownym produktem zwalczającym komórki rakowe. Jest 10000 razy silniejsza niż chemoterapia.
Dlaczego o tym nie wiedzieliśmy? …bo wielkie firmy farmaceutyczne i laboratoria są zainteresowane wytwarzaniem sztucznych produktów, co przynosi im wielkie zyski.

Zadziwiające mrożone cytryny

Wielu zawodowców w restauracjach i miejscach żywienia zbiorowego używa lub konsumuje całą cytrynę i nic nie jest wyrzucane.

Jak zużywać całą cytrynę bez wyrzucania czegokolwiek?
 
To proste. Włóż całą umytą cytrynę do zamrażalnika swojej lodówki. Kiedy jest ona już zamrożona, weź tarkę i utrzyj na niej całą cytrynę (nie obieraj skórki) i posyp tą utartą masą swoje jedzenie (sałatkę, lody, zupę, dania rybne, mięsne, sosy, whisky, wino – ista dań jest niekończąca się). Całe jedzenie zyska niespodziewanie cudowny smak, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłaś.
Wcześniej myślałaś tylko o soku z cytryny i witaminie C? Nigdy więcej.
Teraz, kiedy poznałaś ten sekret cytryny, możesz jej nawet używać do gorących kubków (zupki błyskawiczne).
Co jest główną zaletą w jedzeniu całej cytryny inną niż zapobieganie wyrzucaniu jej niezużytej części i dodawaniu smaku swoim posiłkom?
Cóż, jak widzisz, skórka cytryny zawiera 5 do 10 razy więcej witamin niż sok z cytryny. I to właśnie wyrzucałaś.
Ale od teraz wykonując tą prostą procedurę z mrożeniem całej cytryny, ucieraniem jej i dodawaniem tego do swojego jedzenia czy picia, możesz spożywać wszystkie odżywcze składniki i być zdrowsza. Dobre jest także to, że skórka z cytryny to zdrowe i odmładzające pożywienie zwalczające także wszystkie toksyczne elementy w twoim ciele.
Tak więc włóż swoją umytą cytrynę do zamrażalnika i dodawaj do jedzenia codziennie. To klucz, aby twoje jedzenie było smaczniejsze, a ty żebyś żyła dłużej i była zdrowsza. Taki jest sekret cytryny. Lepiej późno niż wcale.
Cytryna (Citrus) jest cudownym produktem zwalczającym komórki rakowe. Jest 10000 razy silniejsza niż chemoterapia.
Dlaczego o tym nie wiedzieliśmy? …bo wielkie firmy farmaceutyczne i laboratoria są zainteresowane wytwarzaniem sztucznych produktów, co przynosi im wielkie zyski.
Teraz możesz pomóc przyjaciołom poprzez poinformowanie ich o korzystnym wpływie cytryny i jej soku na zapobieganiu chorobom. To wybornie smakuje, jest miłe i nie ma skutków ubocznych, jak chemoterapia.
Jak wielu ludzi umarło, ponieważ jest to pilnie strzeżona tajemnica w celu nie narażenia na niebezpieczeństwo milionowych zysków wielkich korporacji. Jak wiesz, jest wiele gatunków drzew cytrusowych rodzących cytryny i lemonki.
Możesz je zjadać na wiele sposobów, sok, miąższ, skórkę, robić drinki i ma to wszystko wiele zalet, z których najważniejsze to jakie wywiera na torbiele i nowotwory. To drzewo to udowodniony dostarczyciel lekarstwa na raka. Jest także znane jako zwalczający drobnoustroje, zakażenia bakteriami oraz grzybami. Jest skutecznym środkiem przeciwko ludzkim pasożytom i robakom. Reguluje też ciśnienie krwi, kiedy jest ono za wysokie oraz działa jako środek przeciw depresjom, stresom czy zaburzeniom nerwowym. Źródło tych informacji jest fascynujące: to wyszło od jednego z największych producentów leków, który po 20 latach badań laboratoryjnych prowadzonych od 1970 roku udowodnił i ujawnił, że cytryna zabija komórki nowotworowe w przypadku 12 rodzajów nowotworów jak: nowotwory jelita, piersi, prostaty, płuc i trzustki. Owoce drzewa cytrynowego działają 10000 razy lepiej niż Adriamycyna – lek używany przy chemoterapii, powodujący tylko zwolnienie wzrostu komórek nowotworowych.
Co bardziej zdumiewające w tym typie terapii, cytryna zwalcza tylko złośliwe komórki rakowe i nie powoduje żadnych skutków ubocznych dla normalnych komórek organizmu.
Tak więc umyj dobrze cytrynę, zamroź ją i utrzyj na tarce.
Twoje całe ciało podziękuje ci za to i będzie cię kochać.

Cała prawda o chusteczkach nawilżanych

Przemywając buzię swojego dziecka markowymi chusteczkami nawilżanymi, które kupiłem w supermarkecie, zacząłem się zastanawiać, czemu zawdzięczają swoją niezwykłą skuteczność: w ułamku sekundy usuwają wszelkie zabrudzenia i zapachy!

Jak to się zwykło mówić: „jeżeli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”.

Moje prywatne śledztwo zacząłem od sprawdzenia składu widniejącego na opakowaniu. Okazał się naprawdę imponujący – obejmuje bowiem aż 22 różne substancje chemiczne. Trzynaście składników to produkty uboczne benzyny. Innymi słowy, produkt, którym codziennie po kilka razy przemywam policzki, buzię i oczy dzieci, jest bardzo zbliżony do tego, co wlewam do baku swojego samochodu (i czego „zapach” czuję przez wiele godzin, jeśli mi się rozleje).

Główny składnik, którym nasączone są te chusteczki, to ciekła parafina (paraffinum liquidum) – to ona „cudownie” sprawia, że skóra w jednej chwili staje się gładka, miękka i lśniąca.

A na czym ten „cud” polega? Otóż pokrywa ona wycieraną skórę jakby cienką warstwą plastiku, zatykając pory i blokując drogę, którą wydalane są toksyny. W efekcie, komórki skóry dosłownie się duszą, co hamuje ich podział i zaburza gospodarkę hormonalną. Niektórzy biorą te nieprawidłowości nawet za objawy raka.

Mechanizm działania tych substancji tłumaczy też, dlaczego stosowanie kosmetyków do pielęgnacji skóry (składających się głównie z parafiny) wywołuje rodzaj uzależnienia: osłabiona kosmetykami skóra wysusza się i wymaga stosowania coraz większych ilości kosmetyków, by odzyskać swój normalny wygląd.

Kolejnym istotnym składnikiem chusteczek nawilżanych jest glikol propylenowy. Jest to środek przeciwpleśniowy, wykorzystywany w produkcji poliestru oraz jako składnik płynu chłodniczego. Choć nie jest równie toksyczny co jego bliski krewny – glikol etylenowy – również i on powoduje zapalenie skóry, uszkodzenie nerek i wątroby, a także hamuje wzrost komórek skóry.

Na opakowaniu moich chusteczek widniał napis alcohol free („nie zawiera alkoholu”), co jest po prostu śmieszne dla kogoś, kto wie, że glikol propylenowy należy właśnie do rodziny alkoholi. Lista składników obejmuje także kopolimer kwasu akrylowego, heksanodiol, gliceryd kwasu kaprylowego i inne substancje wywodzące się z petrochemii. Matce Naturze z pewnością nie śniło się, że pewnego dnia ludzie zaczną masowo stosować je na buźkach swoich pociech.

Porażony swoim odkryciem postanowiłem wyrzucić te chusteczki do kosza i zdecydować się na inną markę.

Wybrałem produkt na bazie czystej wody i łagodnego aloesu, któryczyści skórę niemowlęcia równie łagodnie jak czysta woda, zachowuje naturalny odczyn skóry i nie zawiera syntetycznych olejów, czyli benzyny. Tak przynajmniej napisano na opakowaniu.

Rzeczywiście, lista składników była w tym przypadku znacznie krótsza – zawierała nie 22, a jedynie 9 substancji.

Problem w tym, że był wśród nich glikol butylenowy, a co gorsze, również metyloparaben. Badania wykazują, że metyloparaben przyspiesza starzenie się skóry i w wyniku ekspozycji na słońce potęguje uszkodzenia DNA1. Jednak substancję tę podejrzewa się również o wywoływanie zaburzeń endokrynologicznych, ponieważ ma działanie podobne do estrogenów. W związku z tym, burzy równowagę hormonalną i może powodować problemy z płodnością oraz ryzyko raka, zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.

Na szczęście dla nas samych i dla naszych dzieci naszpikowane chemią chusteczki nie są nam niezbędne do życia.

Dostępne są chusteczki ekologiczne nasączane olejkami eterycznymi niezawierającymi składników szkodliwych dla skóry lub ogólnie dla zdrowia. Jednak najlepszym sposobem na piękną skórę u dziecka jest mycie go wodą z łagodnym mydłem i właściwe odżywianie.

Najskuteczniejszą ochroną przed problemami skórnymi i wieloma innymi dolegliwościami, jaką możemy zapewnić dziecku, są przeciwutleniacze. Neutralizują one działanie wolnych rodników, czyli agresywnych cząsteczek, które niszczą ściany komórkowe, wywołują mutacje DNA i przyspieszają umieranie komórek.

Zdrowy wygląd skóry zawdzięczamy także karotenoidom i witaminie A, dzięki którym nasz niemowlak będzie miał również lepszy wzrok, a później także mniejsze ryzyko zachorowania na raka płuc czy piersi.

Dostarczając dziecku kwasu α-linolenowego (ALA) – jednego z kwasów omega-3, zawartego w oleju rzepakowym i w oleju z lnianki (rydzowym) – poprawisz nawilżenie jego skóry.

A jeśli koniecznie chcesz stosować kosmetyki, wybieraj kremy na bazie olejów roślinnych (doskonały wpływ na skórę mają oleje: palmowy, kokosowy i jojoba). Są bogate w roślinne składniki odżywcze, przeciwutleniacze (np. olej palmowy w witaminę E) oraz w aminokwasy – „cegiełki”, których potrzebuje skóra, by się regenerować, goić i rozwijać.

Wyciąg z aloesu działa na skórę kojąco i chroni przed poparzeniem słonecznym (jednak uwaga: nie wolno nieprzyzwyczajonej do tego skóry wystawać na słońce na dłużej niż dwadzieścia minut).

Również masło z mango może służyć jako nietoksyczny dla skóry krem przeciwsłoneczny.

Życzę zdrowia!

 

 

14 problemów zdrowotnych, które zasygnalizują Ci… Twoje stopy

Obserwacja stóp może być bardzo pomocna w ogólnej ocenie Twojego stanu zdrowia.

Stanowią one jedną czwartą kości człowieka. Każda stopa złożona jest z 33 stawów, 100 ścięgien, mięśni i więzadeł, a także niezliczonej ilości nerwów i naczyń krwionośnych biegnących do serca, rdzenia kręgowego i mózgu.

Jeżeli pozwolisz swoim stopom chorować, może mieć to nieoczekiwane skutki dla całego ciała, na przykład zaczniesz przybierać na wadze z powodu ograniczenia chodzenia lub zaczniesz odczuwać ból w wyniku przyjmowania nienaturalnej postawy ciała. W ten sposób możesz więc zwiększyć ryzyko upadku i doznania złamań.

Jest jeszcze wiele innych powodów, dla których powinieneś poważnie traktować sygnały, które mogą wysyłać Twoje stopy. Oto one:

1. Bóle stóp

Nie mówię tutaj o dolegliwościach bólowych odczuwanych przez osobę, która w gumiakach pokonała dystans 100 km drogą o utwardzonej nawierzchni. Chodzi raczej o kobietę w wieku 55 lat, prowadzącą siedzący tryb życia i skarżącą się na nawracające bóle stóp.

Z uwagi na to, że w stopach znajduje się bardzo duża liczba kości, możesz cierpieć na zmęczeniowe złamanie kości śródstopia, nawet o tym nie wiedząc! Te „dyskretne” złamania mogą być niezauważone, a do ich odkrycia niejednokrotnie dochodzi dopiero po wielu miesiącach! Osoby o stoickim usposobieniu są w stanie chodzić z tak złamaną kością stopy pomimo bólu.

Jeżeli często dochodzi do tego rodzaju urazów, jest to oznaką obniżenia gęstości kości (osteopenia). To powszechny problem wśród kobiet po pięćdziesiątce. W innych przypadkach powtarzające się złamania świadczą o niedoborze witaminy D, problemie z przyswajaniem wapnia lub o anoreksji.

2. Zanikanie włosków na palcach

Do zaniku włosków dochodzi w wyniku złego krążenia krwi, spowodowanego najczęściej chorobą naczyń. Arterioskleroza (stwardnienie ścian tętnic) uniemożliwia prawidłowy dopływ krwi do kończyn. Ciało skupia się na zaopatrzeniu w krew kluczowych narządów. Zapewne rozumiesz: włoski na stopach nie są priorytetem.

Inne oznaki, które również sygnalizują problemy z krążeniem:

– gdy przykładasz palce do grzbietu stopy, nie wyczuwasz tętna,

– kiedy stoisz, Twoja stopa staje się szkarłatnoczerwona i błyszcząca, a gdy ją uniesiesz, szybko staje się biała.

Zazwyczaj osoby wiedzą o występujących u nich zaburzeniach układu sercowo-naczyniowego, aczkolwiek nie dostrzegają ich skutków. Oczywistym i niezbędnym krokiem, który w takiej sytuacji należy podjąć, jest rozpoczęcie właściwego leczenia choroby. Jeśli chodzi o włoski na Twoich palcach u stóp, zaczną one powoli odrastać, gdy rozpoczniesz leczenie, aczkolwiek nie jest to najistotniejsze.

3. Sucha, łuszcząca się skóra

Nawet, jeśli Twoja cera oraz skóra Twoich dłoni są w idealnym stanie, nie zapominaj o pielęgnacji skóry stóp. Grzybica i infekcje grzybicze nie są przywilejem mistrzów olimpijskich.

Suche i podrażnione stopy są podatne na powstawanie pęcherzy. Gdy dochodzi do pęknięcia pęcherzy lub gdy skóra zaczyna się łuszczyć, wówczas zwykle wdaje się infekcja. Grzybica rozwija się najczęściej w przestrzeni między palcami nóg, a na skutek drapania może rozprzestrzenić się na inne części ciała takie jak pachy i krocze.

Łagodne przypadki są łatwe do wyleczenia. Wystarczy, że będziesz często mył stopy, zwracając szczególną uwagę na dokładne osuszanie ich ręcznikiem. Poza tym mocz nogi w zimnej wodzie z dodatkiem sody oczyszczonej i wody utlenionej, które zabijają grzyby. Aby utrzymać stopy w suchości, używaj talku do skarpet i butów.

Jeżeli w ciągu dwóch tygodni nie przyniesie to żadnej poprawy, poproś lekarza, aby przepisał Ci leki przeciwgrzybicze do stosowania doustnego bądź miejscowego.

4. Paznokcie wygięte na kształt łyżeczki

Odkształcenie płytki paznokci często spowodowane jest znacznymi niedoborami żelaza (anemia). Krew zawiera wówczas małą ilość hemoglobiny, czyli bogatego w żelazo białka zawartego w erytrocytach, które jest ważne w transporcie tlenu w organizmie. Do niedoboru żelaza dochodzi najczęściej w przypadku wewnętrznych krwotoków (np. choroba wrzodowa) oraz obfitych miesiączek.

Jeżeli cierpisz na anemię, możesz zauważyć również, że Twoje stopy często są zimne, paznokcie łamliwe, a płytka paznokciowa – zarówno u stóp jak i rąk – bardzo blada. Anemii często towarzyszą zawroty, bóle głowy, silne zmęczenie i krótki oddech.

Badanie morfologii krwi pozwala rozpoznać anemię. Zazwyczaj wystarczy zmiana diety oraz kuracja żelazem i witaminą C w formie suplementów. Pamiętaj, że witamina C ułatwia wchłanianie żelaza.

5. Palce pałeczkowate

Jeżeli końce palców u Twoich stóp są nienaturalnie powiększone, a paznokcie wyglądem zaczynają przypominać wypukłe szkiełka od zegarka, mamy do czynienia z chorobą o nazwie palce Hipokratesa, od nazwiska tego, który opisał to zjawisko około dwóch tysięcy lat temu. Najczęstszą przyczyną pałeczkowatości palców są choroby płuc, w tym rak płuc, choroby serca lub zaburzenia żołądkowo-jelitowe takie jak choroba Leśniowskiego-Crohna.

W chorobie tej niektóre palce mogą również przybierać kształt pałeczek dobosza.

6. Skurcze stóp

Ten gwałtowny skurcz mięśnia dopada Cię nagle jak uderzenie pioruna. Zazwyczaj występuje podczas intensywnego wysiłku fizycznego lub gdy jesteś odwodniony.

Jednak gdy skurcze często się powtarzają, jest to oznaką niedoboru wapnia, potasu i magnezu w Twoim organizmie. Spożywaj zatem więcej warzyw, pij wodę mineralną bogatą w minerały i przed snem dobrze rozciągnij stopy.

7. Zimne stopy

To kobiety najczęściej cierpią na syndrom „zimnych stóp” – ku rozpaczy współmałżonków.

U kobiet po czterdziestce zimne stopy mogą być sygnałem problemów z tarczycą – gruczołem, który reguluje temperaturę ciała i metabolizm. Zimne stopy mogą także zapowiadać problemy z krążeniem.

Istnieją leki na problemy z tarczycą. Aczkolwiek najskuteczniejszym środkiem na zimne stopy są grube, wełniane skarpety. Już słyszę tych mężów – wspomnianych wcześniej – narzekających, że skarpetki to również najlepszy sposób na zgaszenie ich pożądania.

Niestety, wygląda na to, że nie ma sposobu na walkę z zimnymi stopami, który byłby zarówno skuteczny, jak i seksowny.

8. Stare obuwie

Uwaga! Twoje zdrowie jest w niebezpieczeństwie, jeżeli Twoje buty mają więcej niż dwa lata, a trampki ponad 500 km na liczniku.

Specjaliści wyrażają pogląd, że stare obuwie nie zapewnia stopom właściwej ochrony. Skutki to: bóle pięt, pęcherze i koślawe paluchy. W dwóch trzecich przypadków sprawcą tych dolegliwości jest obuwie.

Problemy te najczęściej dotyczą osób w starszym wieku, przywiązujących się do swoich butów, które wydają się być jeszcze całkiem dobre na zewnątrz, podczas gdy w środku tracą elastyczność i nie stanowią właściwej podpory ani ochrony dla stóp.

9. Paznokcie napawające obrzydzeniem

Gdy Twoje paznokcie grubieją, następnie stają się żółte i okropne, to prawdopodobnie masz do czynienia z grzybicą paznokci. Choroba ta może rozwijać się przez wiele lat bez wyraźnej zmiany wyglądu Twoich paznokci i bez dolegliwości bólowych. W dalszym stadium paznokcie żółkną, później stają się czarne i zaczynają wydzielać bardzo nieprzyjemny zapach. W takim zaawansowanym stadium choroba może objąć wiele paznokci, w tym nawet paznokcie u rąk.

Na infekcje grzybicze szczególnie podatne są osoby cierpiące na kandydozę, cukrzycę, zaburzenia układu odpornościowego (reumatoidalne zapalenie stawów) i zaburzenia krążenia.

W ciężkich przypadkach dostępne bez recepty preparaty przeciwgrzybicze mogą okazać się całkowicie nieskuteczne w walce z infekcją.

10. Niepokojące zmiany w obrębie dużego palca u stopy?

Pomyśl o dnie moczanowej! Choroba ta, choć wydawać by się mogła, że należy do innej epoki, ciągle atakuje, a nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jakie są jej przyczyny. Weź pod uwagę, że nie jest ona zastrzeżona wyłącznie dla starszych mężczyzn.

Wyobraź sobie, że budzisz się rano z ostrym bólem palucha. Odgarniasz kołdrę, aby w pełnym świetle sprawdzić, co się dzieje i odkrywasz, że palec jest czerwono-fioletowy. W trzech czwartych przypadków choroba ta ujawnia się nagle, bez wcześniejszego ostrzeżenia.

Dna moczanowa charakteryzuje się zbyt wysokim stężeniem kwasu moczowego – naturalnej substancji w Twoim organizmie. W niskiej temperaturze kwas moczowy tworzy kryształy w kształcie igiełek, które osadzają się w stawach. Duży palec stopy jest najzimniejszą częścią ciała, gdyż jest najbardziej oddalony od serca. Dlatego też jest miejscem podatnym na tworzenie się tych kryształów i dlatego właśnie dna moczanowa w pierwszej kolejności atakuje Twój paluch.

Choroba ta w późniejszym stadium może zaatakować kostkę, piętę, kolano lub łokieć.

11. Och! Co za okropny zapach!

Nawet, jeśli zapach wydzielany przez stopy wydaje się być alarmujący, rzadko sygnalizuje o nieprawidłowościach w organizmie, lecz o nieodpowiedniej higienie.

Na każdej stopie znajduje się 250 milionów gruczołów potowych. To dlatego pocą się bardziej niż jakakolwiek inna część ciała. Dodajmy do tego skarpety i buty, które je starannie okrywają. W efekcie mamy prawdziwy parowar, w którym wilgotność jest większa niż w tureckich łaźniach, a bakterie mnożą się szybciej niż w kawałku starego sera pleśniowego. Nie dziw się zatem, że Twoje stopy pachną serem!

Rada: wybieraj naturalne materiały – skarpety bawełniane – i zmieniaj je codziennie oraz noś buty ze skórzaną wkładką, która lepiej odprowadza wilgoć niż wykonana z tworzywa sztucznego.

12. Trójkolorowe palce u stóp

Podczas zimnej pogody może dojść do zmiany zabarwienia palców stóp – to jeden z podstawowych objawów choroby Raynauda. Najpierw palce bledną, później sinieją, a następnie stają się czerwone, zanim znów powrócą do swojej naturalnej barwy. Mechanizm choroby Raynauda nie jest dobrze znany, natomiast związany jest z napadowym obkurczeniem naczyń krwionośnych w obrębie palców u stóp, które wywołuje zmianę kolorytu skóry. Dodatkowo palce u nóg są zimne i zdrętwiałe. Te same symptomy dotyczą również ust, nosa, palców u rąk i małżowin usznych.

Choroba Raynauda dotyka przede wszystkim kobiet, mieszkańców zimnych krajów oraz bardzo zestresowanych osób. Niektóre środki farmakologiczne łagodzą jej objawy, działając rozkurczowo na naczynia krwionośne.

13. Zdrętwiałe stopy

Brak czucia w stopach lub mrowienie jest oznaką uszkodzenia układu nerwowego w obrębie kończyn dolnych. Przyczyn może być wiele, zwłaszcza cukrzyca, odbyta chemioterapia lub nadużywanie alkoholu (obecnie lub w przeszłości).

Uczucie pieczenia lub mrowienia może pojawiać się również w rękach, zanim obejmie ramiona lub nogi. Utrata czucia wywołuje wrażenie stałego noszenia ciężkich rękawic lub skarpet z grubej wełny.

Lekarz pomoże w zidentyfikowaniu przyczyny utraty czucia. Niestety, najczęściej jedynym rozwiązaniem, które może zaproponować na tego rodzaju dolegliwości, są leki przeciwbólowe.

14. Rana, która się nie goi

To objaw cukrzycy. Wzrost poziomu cukru we krwi powoduje uszkodzenie komórek nerwowych obwodowych stopy, co prowadzi do zaniku czucia. Podrażnienia, zadrapania, skaleczenia podeszwy pozostają niezauważone, zwłaszcza gdy cukrzyca nie została jeszcze zdiagnozowana. Nieleczona rana może ulec zakażeniu, które w ciężkich przypadkach grozi nawet amputacją.

Dlatego należy zwracać baczną uwagę na sączące się rany, wydzielające nieprzyjemny zapach, gdyż sygnalizuje to ich nieprawidłowe gojenie. Jeżeli chorujesz na cukrzycę, pamiętaj o codziennym sprawdzaniu stanu stóp.

Zdrowia życzę!


Awokado – cudowny owoc przeciw starzeniu się komórek

Wiele ostatnio słyszysz o wolnych rodnikach – agresywnych cząsteczkach, które atakują nasze komórki, a nawet DNA. Przyspieszają one proces starzenia się i sprzyjają rozwojowi wielu chorób związanych z wiekiem, jak miażdżyca tętnic, pogorszenie wzroku, demencja czy nowotwory.

Skąd się biorą wolne rodniki? Z zanieczyszczeń, chemikaliów, papierosów, lecz również z normalnego funkcjonowania naszych komórek.

Aby móc działać, Twoje komórki potrzebują paliwa (glukozy), które spalają w małych elektrowniach zwanych mitochondriami. To stąd czerpią energię, by na przykład kurczyć się – w przypadku komórek mięśni – lub – jak komórki nerwowe – komunikować się, wysyłając sygnały elektryczne.

Twoje komórki wytwarzają spaliny

Tak jak silnik, nawet dobrze wyregulowany, zawsze wytwarza spaliny, tak i Twoje komórki, pracując, emitują wolne rodniki, nawet, jeśli prowadzisz zdrowy tryb życia.

Im więcej uprawiasz sportu, korzystasz z szarych komórek, odczuwasz emocji, słowem – im intensywniej żyjesz, tym więcej wytwarzasz wolnych rodników.

A według obecnego stanu wiedzy istnieje tylko jeden sposób, by się ich pozbyć: przeciwutleniacze – substancje naturalnie występujące w organizmie, a także w świeżych owocach i warzywach, zwłaszcza tych kolorowych.

Problem w tym, że nasze komórki z trudem przyswajają spożywane przez nas przeciwutleniacze. Większość z nich pozostaje na zewnątrz komórek i jest wydalana z organizmu bez unieszkodliwienia choćby jednej cząsteczki wolnego rodnika.

Jak pomóc przeciwutleniaczom, które spożywasz, przeniknąć do wnętrza komórek?

Dobroczynne tłuszcze

Istnieje prosty sposób, by istotnie zwiększyć poziom absorpcji przeciwutleniaczy: owoce i warzywa łącz z tłuszczami. Nie musi to być od razu masło czy wędlina: wiele produktów zawiera dobre tłuszcze i świetnie nadaje się do dań z owoców i warzyw: są to na przykład orzechy (włoskie, laskowe, migdały), awokado (lub olej z awokado), oliwki oraz wszelkie nasiona (pestki dyni, mielone siemię lniane, pestki słonecznika).

W badaniu przeprowadzonym na owocach awokado naukowcy stwierdzili, że spożywanie ich w sałatce wraz z surowymi warzywami1:

  • ­czterokrotnie zwiększa poziom absorpcji likopenu (przeciwutleniacza występującego w pomidorach);
  • poziom absorpcji beta karotenu mnoży razy 2,6 (jest to prekursor witaminy A obficie występujący w marchwi oraz – w mniejszych ilościach – w zielonych warzywach liściastych).

Awokado jest bogate w kwasy tłuszczowe, jednak są to dobre tłuszcze, niezbędne dla zdrowia.

W przypadku połączenia surowych warzyw z olejem z awokado, badacze stwierdzili wzrost poziomu przyswajania:

  • alfa-karotenu 7,2 razy;
  • beta-karotenu 15,3 razy;
  • luteiny 5,1 razy (luteina to czerwono-pomarańczowy przeciwutleniacz występujący w żółtku jaj, kukurydzy, marchwi, szpinaku i szczawiu, chroniący przede wszystkim siatkówkę oka).

 Awokado na śniadanie

Awokado to również cenne źródło jednonienasyconych kwasów tłuszczowych, które pomagają:

  • kontrolować glikemię (poziom cukru we krwi)
  • wzmocnić ściany tętnic
  • zmniejszyć nadciśnienie tętnicze

Sam często jadam awokado na śniadanie: doprawione sokiem z cytryny i odrobiną oliwy z oliwek, do tego jajko na miękko gotowane w niskiej temperaturze (80°C, dzięki czemu ma kremową, a nie gumowatą konsystencję), plasterek wiejskiej szynki lub filet z makreli, filiżanka herbaty (bez cukru i mleka), kilka migdałów, orzechy i sałatka z czerwonych i ciemnych owoców – wszystko to składa się na treściwe śniadanie, które zapewnia mi dobre samopoczucie oraz mnóstwo energii na cały dzień i pozwala zjeść skromny posiłek w południe i wieczorem.

Jeśli rano nie masz apetytu lub nie prowadzisz zbyt aktywnego trybu życia, wystarczy ograniczyć się do połówki awokado na śniadanie – i tak będzie to bardzo sycący posiłek.

Sztuczka poprawiająca smak awokado

Na ogół awokado dostępne w handlu są twarde jak kamień. Oczywiście jesteśmy w stanie je zmiękczyć, pozwalając mu dojrzeć w naszym schowku na warzywa. Jednak brutalna prawda jest taka, że wówczas, po rozkrojeniu awokado bardzo często zauważamy ohydne czarne plamy na miąższu. Wewnątrz owocu tworzą się czarne włókna, które sprawiają, że to, co pozostało z miąższu, jest wodniste, mdłe i nie ma nic wspólnego z kremową i soczystą konsystencją oraz piękną, pistacjową barwą dojrzałego awokado, które czynią z niego jeden z największych cudów natury.

Aby uniknąć takiego rozczarowania, wystarczy zastosować prostą sztuczkę: zaraz po powrocie z zakupów zawiń awokado w papier gazetowy i włóż do ciemnej szuflady lub szafki. Odczekaj dwa lub trzy dni, by rozkoszować się owocami awokado takimi, jak gdyby zerwano je z drzewa w idealnym momencie.

Sposób wydaje się dziecinnie prosty, jednak wiąże się z nim jedna istotna trudność: nie zapomnieć o schowanych owocach. Zdarza się, że na skrzętnie ukryte awokado trafiamy przypadkiem, powiedzmy po 6 miesiącach. Proszę mi wierzyć – nie nadaje się już wówczas do spożycia.

Inne zalety awokado

Awokado jest bogate w bardzo ważne witaminy:

  • witamina K poprawia krzepliwość krwi i wzmacnia kości;
  • kwas foliowy, czyli witamina B9, sprzyja dobrej reprodukcji komórek i rozwojowi tkanek;
  • witamina E chroni tkanki przed wolnymi rodnikami i wzmacnia serce;
  • luteina jest niezbędna dla zdrowia oczu i skóry;
  • witamina C wzmacnia układ odpornościowy i neutralizuje wolne rodniki;
  • witamina B6 również wzmacnia układ odpornościowy, wspomaga funkcje układu nerwowego oraz syntezę czerwonych krwinek.

Życzę zdrowia 

 … dbać o nerki …

Choroby nerek i pęcherza moczowego są bardzo powszechne. Cierpi na nie wiele osób w każdym wieku: dzieci, dorośli i osoby starsze. Są to choroby uciążliwe, a nawet mogą okazać się niebezpieczne i zagrozić naszemu dalszemu życiu – uszkodzić nerki. O ile bez jednej nerki człowiek może normalnie funkcjonować, o tyle poważne zniszczenie miąższu obu nerek prowadzące do ich niewydolności (niewydolność nerek = nerki nie są w stanie filtrować krwi i usuwać szkodliwych produktów przemiany materii) skazuje człowieka na konieczność regularnego wykonywania dializ pozaustrojowych lub dokonanie przeszczepienia obcej nerki. Bez (w miarę prawidłowo funkcjonujących) nerek nie można żyć, albowiem bardzo szybko dochodzi do zatrucia organizmu toksycznymi produktami, uszkodzenia innych organów wysokim stężeniem toksyn i zgonu. Poniżej w punktach kilkanaście rad, których przestrzeganie pomoże nam wyraźnie zmniejszyć ryzyko zachorowania.

 

  1. Pij wystarczającą ilość płynów każdego dnia. Ile? Ilość płynów, którą należy wypijać jest indywidualna i zależy od wielu czynników, np. temperatury otoczenia (w upalne dni pijemy więcej niż zimą), wieku i płci, rodzaju wykonywanej pracy (pracownicy fizyczni muszą pić więcej niż osoby siedzące), spożywanego pokarmu (suchy pokarm wymaga popicia, warzywa, gotowane ziemniaki, kasze, ryż i owoce same w sobie zawierają bardzo dużo wody) itp. Można przyjąć, że należy wypijać minimalnie 1 litr płynów dziennie. Granicę maksymalną jest ustalić trudniej, średnio będzie wynosić 1,5 do 2 litrów na 24 godziny. Wypijanie zbyt dużej ilości wody (znacznie powyżej zapotrzebowania organizmu) jest niedobre, gdyż powoduje wypłukiwanie z ustroju soli mineralnych. W średniowieczu stosowana była tortura, która polegała na zmuszaniu do picia olbrzymiej ilości wody, co prowadziło do śmierci poprzez obrzęk mózgu – organizm nie jest w stanie wyrównać gospodarki elektrolitowej, gdy w krótkim okresie czasu i bez potrzeby dostarczymy mu olbrzymią ilość wody. Zapijanie się wodą jest szczególnie niebezpieczne w przypadku osób niedożywionych, rekonwalescentów, cierpiących na anoreksję, bo  ze względu na obniżony poziom białek we krwi szybciej dochodzi do zagrażających życiu obrzęków, w tym obrzęku mózgu. W takim razie pozostaje pytanie, ile pić, żeby nie pić ani za mało ani za dużo? Należy kierować się barwą moczu – mocz jasno słomkowego koloru świadczy o prawidłowym nawodnieniu organizmu. Mocz ciemnożółty, brązowawy świadczy o niedostatecznej ilości wypijanych płynów. Natura obdarzyła nas w system regulacyjny oparty na uczuciu pragnienia, niestety czasami pragnienie pojawia się z opóźnieniem, a u osób starszych ten mechanizm może być już mniej sprawny i nie chronić nas przed odwodnieniem. Kontroluj więc kolor moczu, gdy jest ciemniejszy i jest go mało – wypij szybko szklankę wody. Mocz po nocy jest prawidłowo bardziej żółty niż mocz oddawany w ciągu dnia, gdyż jest bardziej skoncentrowany. Dlatego też badanie laboratoryjne moczu najlepiej jest wykonywać z próbki moczu oddanego po nocy, gdyż w takim zagęszczonym moczu najłatwiej jest wykryć obecność nieprawidłowych składników.Na ilustracji położenie nerek, moczowodów i pęcherza w ciele człowieka
  2. Ważne jest nie tylko ile pijesz, ale także co pijesz!Nerki potrzebują wody, aby mogły prawidłowo funkcjonować, czyli usuwać z organizmu produkty naszej przemiany materii oraz substancje niepotrzebne lub trujące. Dlatego picie napojów sztucznie koloryzowanych, wysoko słodzonych, pełnych chemicznych dodatków smakowo-zapachowych lub syntetycznego słodzika (aspartam) jest złe, gdyż dostarcza płynu, ale wraz z nim mnóstwo śmieci, do usunięcia których nerki będą potrzebowały najprawdopodobniej więcej wody niż ilość dostarczona  z takim napojem. Pijąc tego typu napoje nieświadomie zatruwasz własny organizm i zmuszasz nerki do wytężonej pracy. W takim razie, co należy pić, aby ułatwićc nerkom ich pracę? Odpowiedź brzmi: wodę (wodę bez zbędnego balastu), czyli np. herbatę i  zieloną herbatę (bogate w przeciwutleniacze)  bez cukru, wodę z kranu (przegotowaną), nisko zmineralizowane wody mineralne niegazowane, okazyjnie herbatki ziołowe i naturalne herbaty owocowe (niearomatyzowane sztucznie), jogurty, półtłuste mleko, domowe kompoty z owoców i zupy, kupne pasteryzowane soki owocowe niedosładzane i najlepiej otrzymane ze świeżych owoców, a nie przez rozcieńczenie koncentratu owocowego. Na ilustracji obok i powyżej zdrowe ludzkie nerki, zaś poniżej nerki chore o zniszczonym miąższu, które nie są w stanie prawidłowo funkcjonować
  3. Regularnie kontroluj mocz. Zwróć uwagę na kolor moczu – powinien być jasno słomkowy oraz ilość wydalanego moczu, która nie powinna być zbyt mała. Gdy zauważysz jakieś zmiany (np. podbarwienie krwią, brązowawy odcień, śluz, zmętnienie, dziwny zapach itp.), to najlepiej skonsultuj się z lekarzem i poproś o zbadanie moczu (możesz wziąć ze sobą próbkę około 50 mililitrów porannego moczu ze środkowej strugi w czystym słoiczku), aby badaniem rozwiać wszelkie wątpliwości. Pamiętaj, że kolor miski klozetowej inny niż biały może zmienić barwę moczu. W przypadku kolorowego nocnika dziecka kontroluj mocz od czasu do czasu wlewając go do przeźroczystego naczynka i ogladając pod światło. Niektóre spożywane pokarmy mogą chwilowo zmienić kolor moczu (po czerwonych buraczkach) lub spowodować niemiły zapach (po szparagach). Wizualna i zapachowa ocena moczu dostarcza pierwszych i cennych informacji. W dawnych czasach lekarze nawet smakowali mocz pacjenta (u chorego na cukrzycę mocz ma słodkawy smak) i byli często przedstawiani na rycinach z naczyńkiem na mocz w ręku.
  4. Regularnie opróżniaj pęcherz. Nawet jeżeli możesz trzymać mocz po kilkanaście godzin dobę i nie odczuwasz potrzeby oddania moczu, to jednak wyrób w sobie nawyk, aby co kilka godzin (3–4 godziny) przespacerować się tam, gdzie nawet król chadza piechotą, by oddać mocz. Ważne jest, abyś całkowicie (do ostatniej kropelki) opróżnił pęcherz, ale bez nadmiernego napinania się, dlatego nie spiesz się. Na pewno nigdy nie przetrzymuj parcia na mocz i jeżeli pojawi się to uczucie, to postaraj się jak najszybciej pójść do toalety. Dlaczego tak ważne jest regularne i całkowite opróżnianie pęcherza? Postępując w ten sposób nie nadwyrężasz mięśni zwieraczy pęcherza (odpowiedzialnych za szczelne zamknięcie pęcherza moczowego) i unikasz ich przedwczesnego zwiotczenia, które prowadzi do nietrzymania moczu – przykrej dolegliwości, która utrudnia codzienne życie. W moczu zalegającym godzinami  w pęcherzu łatwiej dochodzi też do namnażania się bakterii, co skutkuje zapaleniem pęcherza, które objawia się bólem podbrzusza, pieczeniem w okolicach cewki moczowej i ciągłym uczuciem parcia na mocz. Na ilustracji obok u góry cała i u dołu przekrojona zdrowa nerka świńska wcelu uwidocznienia miąższu
  5. Ogranicz biały cukier, sól i tłuste potrawy, ruszaj się i  utrzymuj prawidłową masę ciała, czyli zminimalizuj ryzyko zachorowania na cukrzycę lub nadciśnienie tętnicze. 
  6. Dlaczego to, co jemy i trafia do naszego żołądka ma taki wpływ na nerki? Otóż choroby  cywilizacyjne tj. nadciśnienie tętnicze i cukrzyca stanowią (obok stanów zapalnych nerek) główną przyczynę trwałego uszkodzenia miąższu nerek – jest to rezultatem powikłań narządowych  w przebiegu tych chorób. Nieprawidłowe odżywianie się przyczynia się do rozwoju chorób cywilizacyjnych i pogarsza ich przebieg. W przypadku cukrzycy miąższ nerek zostaje strukturalnie i czynnościowo uszkodzony przez przewlekle podwyższony poziom cukru we krwi. W przypadku wieloletniego nadciśnienia tętniczego dochodzi do stwardnienia naczyń krwionośnych w nerkach i upośledzenia ich prawidłowej funkcji. W obu przypadkach zniszczony miąższ nerek sprawia, że nie są w stanie dobrze pracować i oczyszczać nasz organizm. Należy więc tak się odżywiać, aby zminimalizować ryzyko zachorowania na cukrzycę lub nadciśnienie tętnicze. Najprostszym sposobem jest prawidłowe odżywianie się, odpowiednia ilość ruchu i utrzymywanie właściwej masy ciała (mieszczącej się w granicach wskaźnika BMI obliczanego z uwzględnieniem płci, wieku i wzrostu). W takim razie co należy jeść, a czego jeść nie należy? Na ilustracji różne rodzaje cukru, którego nie należy spożywać w nadmiernych ilościach
  • Najprostszym sposobem ograniczenia ilości spożywanego białego cukru jest zrezygnowanie ze słodzenia herbaty i kawy oraz całkowite wyeliminowanie słodzonych napojów gazowanych, które i tak są niezdrowe dla nerek ze względu na dużą zawartość barwników i innych sztucznych substancji. Zastąpienie ich napojami sztucznie słodzonymi (reklamowane jako bez cukru i niezawierające kalorii) stanowi bardzo złe rozwiązanie, gdyż wszystkie sztuczne słodziki (aspartam, acesulfam K, sacharyna)  to związki chemiczne obce dla organizmu, które wątroba musi najpierw unieszkodliwić, a potem nerki napracować się, aby je usunąć. Nie brakuje także doniesień o szkodliwości sztucznych słodzików. Lepiej więc spożywać umiarkowane ilości naturalnego cukruz buraków niż zastępować go słodzikami o podejrzanej reputacji. Do niesłodzonej herbaty czy kawy można się przyzwyczaić – to tylko kwestia czasu. Zarazem pijąc płyny bez cukru radykalnie zmniejszamy ilość kilokalorii wprowadzanych nieświadomie do organizmu, co chroni nas przed nadwagą i jednocześnie nie zubaża naszej diety w składniki odżywcze, bowiem cukier jest dla nas jedynie źródłem energii, nie zawiera witamin ani soli mineralnych. Nadmiar spożytego cukru, którego nie uda nam się spalić podczas wysiłku fizycznego, zostaje zmagazynowany i odłożony w postaci tłuszczyku na brzuchu lub biodrach, bowiem organizm jest tak skonstruowany, że nie jest w stanie wydalić nadmiaru cukru z moczem lub kałem. Stąd tak ważne jest, aby nie spożywać więcej pokarmu niż nam potrzeba. Nie oznacza to jednak, że musimy wieść życie katorżnicze i wszystkiego sobie odmawiać – wystarczy zachować umiar, a po dniu obfitujacym w ciasteczka i pieczone, tłuste smakołyki zrobić sobie dla zachowania równowagi jeden dzień skromniejszy w ilość spożywanych kilokalorii, cukru i tłuszczu. 
  • Najprostszym sposobem ograniczenia ilości spożywanego tłuszczu jest zrezygnowanie lub zmniejszenie porcji sosów i majonezu, gotowanie mięsa zamiast pieczenia, preferowanie mięsa chudego (kurczak, indyk, chuda wołowina, polędwica wieprzowa, ryby) i zmniejszenie ilości spożywanego mięsa i wędlin tłustych (boczek, kiełbasy, parówki), zastąpienie frytek gotowanymi ziemnakami, kaszą, makaronem lub ryżem. Na uwagę zasługuje fakt, że nie musimy i nie powinniśmy całkowicie rezygnować z tłuszczu. Tłuszcze są nam potrzebne do prawidłowego funkcjonowania – są źródłem witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (witamina A, D, K) oraz wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (witamina F). Należy jednak wybierać tłuszcze naturalne, takie jak masło i oleje roślinne (rzepakowy jest wbrew pozorom korzystniejszy niż słonecznikowy i tańszy), a nawet smalec. Należy unikać tłuszczy sztucznych, w tym syntetycznie utwardzonych tłuszczy roślinnych (margaryna, tłuszczo-podobne masy do ciast i wszelkie inne mikstury do smażenia). Dlaczego? Są to syntetyczne wytwory fabryczne, do trawienia których nie został przystosowany nasz przewód pokarmowy. Nie należy zapominać o konieczności spożywania raz w tygodniu tłustych ryb (np. makrela), które są źródłem kwasów nienasyconych omega-3. Tanim źródłem korzystnych kwasów wielonienasyconych omega-3 (witaminy F) są nasiona lnu, czyli siemię lniane. Nasionka lnu (1 do 3 łyżeczek dziennie) należy rozgryźć w buzi na papkę i połknąć, popijając porcją wody. Udowodniono korzystny wpływ spożywania nasion lnu bogatych w lignany na stan skóry i włosów, przedmenstruacyjne obrzęki piersi oraz prawidłowe funkcjonowanie prostaty u mężczyzn. Ważne jest, aby nasiona pogryźć tuż przed połknięciem, gdyż uprzednio zmielone szybko tracą składniki działające, zaś z niepogryzionych nie zostają one uwolnione w naszym przewodzie pokarmowym. Duże ilości niekorzystnego  tłuszczu spożywamy najczęściej bezwiednie, decydując się na parówki, mielone wędliny, gotowe kotlety, gdyż do mielonego mięsa dodaje się duże ilości tłuszczu – nie widać go jednak gołym okiem. Na ilustracji powyżej nasiona lnu czyli siemię lniane
  • Ruch jest ważny, bo pozwala utrzymać ciało w dobrej kondycji. Siedzący tryb życia i pracy utrudnia zaliczenie dobowej porcji ruchu. Ruch powinien być rozłożony w ciągu dnia. Dlatego warto częściej odejść od komputera, nie korzystać z windy, aby przemieścić się piętro wyżej, zrobić sobie krótki spacer, zacząć dzień od 15-minutowej gimnastyki, nie narzekać, gdy zaparkujemy daleko od wejścia do sklepu itd. Za każdym razem dostarczymy dawkę ruchu naszemu ciału. taki regularny i łagodny ruch jest korzystniejszy niż jedna godzina tygodniowo pocenia się na siłowni. Ruch utrzymuje w dobrej kondycji mięśnie odpowiedzialne za trzymanie moczu i zapobiega pojawieniu się nietrzymania moczu wywołanego zwiotczeniem mięśni.
  • Utrzymanie prawidłowej masy ciała nie oznacza, że mamy się głodzić. Zresztą prawidłowe odżywianie sprawia, że jemy mniej ilościowo, gdy bowiem dostarczymy organizmowi tego, co potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania (białko, witaminy, minerały, wapń, złożone węglowodany, błonnik), to naturalne systemy regulacyjne w mózgu wyciszą uczucie głodu. Niestety cukierki, ciastka i chipsy nie dostarczają nam tego, co potrzebujemy. Nie ma w nich witamin, ani soli mineralnych, ani białek niezbędnych jako budulec naszego ciała, więc mózg wysyła sygnał, aby ciągle jeść. W poskromieniu nadmiernego apetytu pomocne może okazać się wyeliminowanie z jadłospisu pokarmów (najczęściej gotowych) oraz przypraw zawierających mono-glutaminian sodu (skrót MSG) oraz jego pochodne (oznaczone numerami od E620 do E629). Są to związki wzmacniające smak potrawy i stymulujące tym samym apetyt, dodawane głównie do wyrobów mięsnych, chipsów, zup w proszku i puszkowanych, sosów itp. Wiele firm produkujących żywność zaczęło powoli (pod naciskiem świadomych konsumentów) wycofywać się z tych polepszaczy smaku i czasami możemy już zobaczyć taką informację na etykietce. Póki co trzeba samemu kontrolować skład i unikać produktów wzbogaconych w glutaminian sodu. Często osoby otyłe mają poważne niedobory witamin i minerałów, bo spożywają pokarmy bogate w cukier i tłuszcz, a ubogie lub całkiem pozbawione witamin, soli mineralnych, błonnika i pełnowartościowego białka. Ważne jest nie tylko, ile się je, ale także co się je. Zamiast liczyć tylko kilokalorie warto skoncentrować się na wartości odżywczej (= jaki pożytek przyniesie to mojemu organizmowi, gdy to zjem) tego, co jemy.
  • Trzeba zmniejszyć spożycie soli (poniżej 6 gramów dziennie), gdyż nadmierne spożycie soli kuchennej (NaCl) sprzyja rozwojowi nadciśnienia tętniczego. Należy ograniczyć lub zrezygnować z pokarmów bogatych w sól, np. chipsy, słone paluszki oraz nadmiernie nie dosalać potraw podanych na stół. Warzywa i owoce zawierają bardzo mało sodu, natomiast sa bogate w potas (szczególnie banany). Dieta wegetariańska lub po prostu bogata w warzywa pozwala zmniejszyć ilość konsumowanej soli Do mniejszej ilości soli w pożywieniu łatwo się przyzwyczaić, a nawet z czasem można docenić zalety takiego postępowania i odkryć naturalny smak produktów spożywczych, często maskowany przez nadmiar soli. Oczyszczoną sól najlepiej zastąpić solą morską lub kamienną, gdyż te rodzaje soli obok chlorku sodu zawierają także inne sole i mikroelementy potrzebne nam do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Smak potraw można w prosty sposób wzbogacić przyprawami ziołowymi, siekaną pietruszką lub koperkiem, dodatkiem czosnku lub cebulki. Nie należy jednak przesadzać z ograniczeniem soli, bo sól jest nam potrzebna do prawidłowego funkcjonowania i wchodzi w skład naszego organizmu. Zbyt rygorystyczne ograniczenie może prowadzić do hipotonii (niedociśnienia), obrzęków, gdyż w raz z moczem i potem zawsze ucieka z organizmu pewna ilość chlorku sodu, którą trzeba uzupełnić wraz z pokarmem. Także w przypadku soli kuchennej obowiązuje zasada, że zarówno nadmiar jak i niedomiar szkodzą. Intensywne pocenie się (towarzyszy wysiłkowi fizycznemu, upałom, gorączce) wymaga nie tylko wypijania większej niż normalnie ilości wody, ale także uzupełnienia utraconego z potem chlorku sodu i innych mikroelementów (potas, magnez, wapń itd.). Źródłem soli mineralnych są warzywa, zupy z warzywami, rosół i owoce. Czystym źródłem soli są słone przekąski, np.krakersy. Nie zaleca się łykania tabletek z solą, gdyż łatwo przedawkować sól. Tego niebezpieczeństwa praktycznie nie ma w przypadku spożywania  posolonej zupy czy słonych przekąsek. Na ilustracji bogate w potas banany
  • Aby oszczędzić nerki nie stosuj specjalnej diety wysokobiałkowej ani preparatów wzbogaconych sztucznie w białko i aminokwasy, gdyż produkty przemiany białkowej muszą zostać wydalone właśnie przez nerki, co zmusza je do wytężonej pracy. Taka dieta jest kontrowersyjna i ma wiele negatywnych następstw. Stosują ją niekiedy kulturyści, aby przyśpieszyć wzrost masy mięśniowej. Znani są także kulturyści będący wegetarianami, stąd prosty wniosek, że mięśnie można mieć też bez zbędnego obarczania organizmu nadmiarem białka pochodzenia zwierzęcego. Dla osoby prowadzącej przeciętny tryb życia w zupełności wystarcza mały kawałek mięsa dziennie (około 100 gramów). Źródłem pełnowartościowego białka są także jajka, sery i nasiona roślin strączkowych. Z różnych rodzajów mięs osoby chore na nerki powinny wybierać przede wszystkim mięso z kurczaka, jako najdelikatniejsze. Należy pamiętać, że najlepsza dieta to dieta urozmaicona bez przegiecia w którąkolwiek stronę.
  • Dbaj o regularne wypróżnienia, gdyż w ten sposób usuwasz z organizmu zbędne odpady i unikasz wtórnego wchłaniania toksyn do krwiobiegu z kału zalegającego w jelicie grubym, co obarcza nerki. W tym celu jedz głównie pieczywo z grubego przemiału mąki (razowe, jasnobrązowe), bogate w otręby zawierające błonnik. Zamień biały makaron na makaron z mąki razowej, a biały ryż na ryż szary. Jedz często polskie kasze, w tym gryczaną. W kombinacji z odpowiednią ilością wypijanej wody nie powinieneś mieć więcej  kłopotów z codziennym oddawaniem stolca. Co prawda częstotliwość oddawania stolca jest indywidualna i może wahać się do 2–3 razy dziennie do 2–3 razy na tydzień, to jednak najlepiej czujemy się, gdy codziennie o stałej porze wypróżnimy jelita z mas kałowych. Szczególnie u osób prowadzących siedzący tryb życia jelita ulegają rozleniwieniu i dochodzi do zaparć. Zamiast cukierków połóż na talerzyku w miejscu pracy suszone owoce (śliwki, figi, daktyle), które dostarczą ci witamin, minerałów oraz błonnika ułatwiającego wypróżnianie. Poza tym suszone owoce są mniej kaloryczne niż cukierki czy słodkie ciasteczka, a równie smaczne. Błonnik sprawia, że masa kałowa jest dość luźna i nie ma zbytniej potrzeby napinania się, aby zrobić kupę, co na dłuższą metę zabopiegą powstawaniu żylaków odbytu, a także uchyłków jelitowych i raka jelita grubego.

6. Uważaj na leki nefrotoksyczne. Leki nefrotoksyczne, czyli leki szkodliwe dla nerek, jednym z działań niepożądanych takich leków może być zaburzenie funkcji lub trwałe uszkodzenie nerek . Należą do takich leków  np. niektóre antybiotyki, kaptopril, niesteroidowe leki przeciwzapalne NLPZ nadużywane jako leki przeciwbólowe, środki kontrastowe stosowane w diagnozowaniu, acetaminofen, sulfonamidy i inne. Nie sposób wymienić ani zapamiętać wszystkich leków, które mogą uszkodzić miąższ nerek. Dlatego zawsze uważnie przeczytaj ulotkę dołączoną do leku i zwróć uwagę, czy lek nie jest przypadkiem nefrotoksyczny = przeciwwskazany przy chorobie lub niewydolności nerek. Jeżeli ulotka jest lakoniczna, to poszukaj informacji w książkach farmaceutycznych lub w internecie na stronach poświęconych zdrowiu i lekom. Ma to szczególne znaczenie dla tych osób, u których praca nerek już jest nieprawidłowa oraz w przypadku długotrwałego podawania danego leku, gdyż wtedy zwiększa się ryzyko uszkodzenia nerek. Zawsze poinformuj lekarza, jeżeli cierpisz na niewydolność nerek, oraz jeżeli zażywasz inne leki, zapisane przez innego lekarza lub specjalistę. Błędem w sztuce jest podawanie pacjentowi dwóch lub więcej leków o szkodliwym działaniu na nerki, bo wtedy wielokrotnie zwiększa się ryzyko, że dojdzie do ich uszkodzenia. W niektórych państwach istnieje komputerowy system monitorowania leków zażywanych przez danego pacjenta pod kątem niepożądanych działań niepożądanych i wzajemnych interakcji (oddziaływań między różnymi lekami zażywanymi przez daną osobę). W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości apteka kontaktuje się z lekarzem i zostają podjęte odpowiednie kroki w celu wyeliminowania lub zmniejszenia ryzyka uszkodzenia nerek przez lek, np. lek nefrotoksyczny zastępowany jest innym lekiem, zmniejsza się dawkowanie lub czasowo wstrzymuje podawanie jednego z leków – ostateczną decyzję podejmuje lekarz prowadzący.

Coraz więcej leków jest dostępnych w sprzedaży bez recepty, dlatego tak ważne jest przeczytanie ulotki i zwrócenie szczególnej uwagi na rubrykę o interakcjach i ewentualnych działaniach niepożądanych. Zapamiętaj, że leki dostępne w sprzedaży odręcznej (bez recepty) też posiadają działania niepożądane i mogą wchodzić w niebezpieczne dla życia interakcje. To, że są dostępne bez recepty nie oznacza, że są w 100% bezpieczne i można je bezkarnie łykać garściami i łączyć z innymi lekami. Zresztą dzisiaj wiemy już, że nawet zioła mogą zmieniać działanie innych leków (np. dziurawiec i leki przeciwdepresyjne SSRI) i narażać nas na działania uboczne. Przy okazji warto zaznaczyć, że alkohol nasila działanie toksyczne leków na nerki. Po wypiciu alkoholu nerki zostają obarczone koniecznością usuwania z organizmu alkoholu i jego metabolitów, co utrudnia usuwanie leków. Przeważająca większość leków i ich metabolitów jest usuwana z organizmu właśnie przez nerki. Jeżeli masz chore nerki i zażywasz leki, to lepiej zrezygnuj z alkoholu lub ogranicz się do moczenia języka w małej lampce wina, tak dla towarzystwa. Możesz też poprosić o podanie wody w lampce do wina, aby mniej rzucało się w oczy, że nie pijesz alkoholu. Żadnych leków nie wolno popijać alkoholem! Najbezpieczniej jest popijać leki zwykłą wodą.

Osoby zażywające leki powinny też pić więcej wody, aby ułatwić pracę nerkom. Dlatego leki należy popijać dodatkową porcją wody, np. pół szklanki lub lepiej pełną szklanką wody. Leków lepiej nie popijać sokami owocowymi (szczególnie grejpfrutowy wchodzi w interakcje z wieloma lekami) ani mlekiem ze względu na możliwość interakcji lub opóźnienie wchłaniania z przewodu pokarmowego.

Do związków chemicznych uszkadzających nerki należą między innymi: rtęć i jej związki, inne metale ciężkie, glikol etylenowy (używany jako płyn do chłodnic samochodowych), fenol, melamina, środki owadobójcze itd. Mając do czynienia z chemikaliami zawsze najpierw przeczytaj ulotkę i przestrzegaj zalecanych zasad bezpieczeństwa, zaś opakowania z chemikaliami przechowuj w miejscu niedostępnym dla dzieci, aby uniknąć zatrucia. Stosuj odzież ochronną, rękawice ochronne, po pracy dokładnie umyj ręce, a w czasie pracy nie dotykaj rękami twarzy ani innych części ciała lub przedmiotów, aby nie zanieczyścić ich trującymi związkami chemicznymi..

7. Dbaj o dobry stan uzębienia. Dlaczego? Ubytki w zębach (dziury) stanowią siedliska bakterii, które mogą stąd wysiewać się po całym organizmie i w nie sprzyjąjacych okolicznościach (ogólne osłabienie odporności przy przeziębieniu, po zabiegu chirurgicznym) zaatakować najwrażliwsze narządy, takie jak serce czy nerki. Kontroluj regularnie stan uzębienia i dziąseł (przynajmniej raz w roku). Lecz małe ubytki i nie czekaj aż dziura w zębie osiągnie monstrualne rozmiary, bo po pierwsze duża plomba więcej kosztuje, a po drugie borowanie bardziej boli. Jeżeli cierpisz na nieświeży oddech postaraj się znaleźć tego przyczynę i ją usunąć. Nie każda dziura daje się łatwo zauważyć, nawet doświadczonemu dentyście. W znalezieniu ubytku może pomóc nitka zębowa, która zapachem wskaże, w której przestrzeni między zębami znajduje się jego źródło. Na stan zębów ma wpływ pokarm, który spożywamy i bezpośrednio to, co pijemy. Gazowane napoje z puszek zawierają kwasy, które niszczą szkliwo i w ten sposób umożliwiają wniknięcie bakteriom i tworzenie próchnicy. Cukier obecny w takich napojach, który osiada na zębach i wnętrzu jamy ustnej stanowi dla bakterii idealną pożywkę. W cieple jamy ustnej bakterie znajdują idealne warunki do namnażania się. Należy również usuwać kamień nazębny, który może być siedliskiem bakterii. Na stan dziąseł i nie tylko ma wpływ witamina C. Jeżeli nie spożywasz dużej ilości owoców i warzyw, które są źródłem witaminy C, to rozważ możliwość zażywania witaminy C (kwasu askorbinowego) w tabletkach. Co do ilości witaminy C, którą dziennie należy dostarczyć do organizmu, to istnieją spore kontrowersje: jedni naukowcy uważają, że 60 do 100 miligramów dla osoby dorosłej dziennie w zupełności wystarcza (taki pogląd reprezentuje w oficjalnym stanowisku nauka), podczas gdy inni naukowcy starają się od lat przekonać nas, że 100 miligramów, to dużo za mało i należy przyjmować pół do półtora grama (= 500 do 1500 miligramów) witaminy C dziennie (zależy od wagi ciała i wieku). Propagatorem tej idei był Linus Pauling – zdobywca dwóch nagród Nobla. Idea znalazła i w dalszym ciągu znajduje nowych propagatorów i zwolenników, szczególnie wśród osób preferujących naturalne metody leczenia i ekologiczne produkty spożywcze. Dopóki naukowcy się sprzeczają między sobą, nie pozostaje nam nic innego, jak zapoznać się z argumentami obu stron i podjąć decyzję zgodnie z własnym sumieniem i zdrowym rozsądkiem.

8. Unikaj zakażeń dróg moczowych. Najczęściej spotykanym jest zapalenie pęcherza moczowego, głównie pochodzenia bakteryjnego. Na schorzenie to narażone są przede wszystkim  kobiety po menopauzie, kobiety w ciąży, kobiety stosujące hormonalne środki antykoncepcyjne lub chorzy na cukrzycę, osoby o zmniejszonej odporności, mężczyźni z problemami prostaty, a także osoby, które już kiedyś w swoim życiu miały zapalenie  pęcherza, gdyż ma ono tendencję do powtarzania się, a nawet przechodzenia w stan chroniczny. Aby uniknąć zapalenia pęcherza moczowego należy:

  • pić dużo płynów (w rozrzedzonym moczu bakteriom trudniej jest sie namnażać)
  • nie przetrzymywać moczu, lecz regularnie chodzić do toalety
  • nosić przepuszczającą powietrze, najlepiej bawełnianą, bieliznę osobistą, niezbyt obcisłą, aby nie dochodziło do zapocenia i przegrzania
  • utrzymywać higienę osobistą (raz dziennie myć te okolice ciała letnią wodą z mydłem i dobrze osuszyć, wymieniać bieliznę na czystą)
  • regularnie wymieniać podpaski lub tampony podczas miesiączki
  • dbać, aby mieć zawsze suche i ciepłe stopy
  • nie przegrzewać ani nie wyziębiać organizmu
  • zawsze wyleczyć do końca grypę lub przeziębienie, a w przypadku kobiet także stany zapalne pochwy ze względu na bliskość anatomiczną cewki moczowej, która wyprowadza mocz na zewnątrz

9. Wzmocnij odporność organizmu. 

Prawidłowe odżywianie się, ruch (w tym przebywanie na świeżym powietrzu), odpowiednia ilość snu (minimalnie 6 godzin), zachowanie równowagi pomiędzy pracą a wypoczynkiem, stworzenie miłej atmosfery w domu i w pracy (unikanie zbędnego stresu, kłótni, zazdrości, złorzeczenia, pogoni za dobrami materialnymi, zaciągania długów, hazardu) oraz zadbanie o dobre warunki bytowe (czysty i suchy dom bez grzybów na ścianie, regularne wietrzenie), dbanie o rozwój duchowy (wycieczka do muzeum, czytanie książek, rozmowa z przyjacielem itp.) to nieodzowne warunki utrzymania odporności organizmu na wysokim poziomie. Staraj sie unikać hałasu i smogu elektromagnetycznego, czyli długotrwałego przebywania w pobliżu pracującej  kuchenki mikrofalowej, kopiarki, komputera, telefonu komórkowego, poduszki elektrycznej czy anteny satelitarnej. Pamiętaj, ze narkotyki, papierosy, alkohol, nocne życie, antybiotyki i hormony z grupy glikokortykosterydów oraz przewlekłe stany zapalne obniżają twoją odporność. Staraj się nie mieć nierozwiązanych problemów rodzinnych i międzyludzkich, gdyż ciągłe myślenie o nich wyraźnie zepsuje ci humor i nastrój psychiczny, co będzie niekorzystnie odbijało się na twoim zdrowiu psychicznym i fizycznym.

10. Zastosuj naturalną profilaktykę.

Osoby ze skłonnościami do stanów zapalnych pęcherza moczowego powinny zażywać na noc tuż przed snem i na pusty żołądek (lepsze wchłanianie) jedną kapsułkę z wyciągiem z żurawiny, popijając niewielką ilością wody. 

Korzystnie działają też napary z ziół moczopędnych czy gotowe herbatki ziołowe w torebkach. Pomagają oczyszczać organizm i stymulują pracę nerek, zwiększają ilość wydalanego moczu i jednocześnie zmniejszają obrzęki. Łatwe w stosowaniu są preparaty w płynie, których niewielką ilość (np. łyżkę stołową) należy rozpuścić w szklance wody i wypić. Najmniej korzystne, lecz najłatwiejsze w użyciu, są tabletki lub kapsułki z suchymi wyciągami roślinnymi, gdyż aktywne związki lecznicze są w postaci nierozpuszczonej, więc najpierw muszą rozpuścić się w żołądku, aby zostały wchłonięte i zadziałały. Wchłanialność czynnych substancji jest niższa niż w przypadku herbatek czy leków płynnych.

Z przypraw kuchennych natka zielonej pietruszki ma silne działanie moczopędne i powinna jak najczęściej gościć na naszym stole.

Ugotowany brązowy ryż, wszystkie polskie kasze i ziemniaki są bogate w wodę, minerały i witaminy, a przy tym są niskokaloryczne i powoli trawione dając długotrwałe uczucie sytości, także powoli uwalniają zawartą w nich wodę, zapewniając nerkom dostateczną ilość wody do pracy i zapobiegając odwodnieniu lub przewodnieniu.

ZIOŁA NA NERKI

Prawidłowe funkcjonowanie nerek odgrywa ważną rolę w naszym organizmie. Pełnią one funkcje, pozwalające na dokładne oczyszczanie ustroju z toksycznych substancji. Warto więc wspomóc ich pracę, stosując ziołowe preparaty. Nie od dziś wiadomo, że niektóre rośliny wykazują dobroczynne działanie na nerki, wspomagając prawidłowe ich działanie.

Jak działają zioła?

Zioła, wspomagające pracę nerek, można podzielić na cztery rodzaje. Wśród roślin o działaniu leczniczym wyróżnia się zioła wykazujące właściwości oczyszczające moczopędne, odkażające, przeciwzapalne.

Najlepiej stosować je zapobiegawczo, bowiem wtedy przynoszą najlepsze rezultaty. Po które z nich najlepiej sięgać?

 Czarna porzeczka

Wykazuje działanie oczyszczające. Odpowiada za regulowanie pracy nerek, przyspieszając wydalanie substancji toksycznych z organizmu. Ponadto posiada właściwości witaminizujące.

 Rumianek

Działa odkażająco i przeciwzapalnie. Doskonale sprawdza się do nasiadówek oraz do podmywania.

 Borówka brusznica

Ze względu na zawartość arbutyny (przekształcanej w hydrochinon), wykazuje działanie dezynfekujące. Sprawdza się doskonale do odkażania dróg moczowych, działając jednocześnie przeciwzapalnie.

Rdest ptasi

Wykazuje działanie moczopędne. Wspomaga leczenie przewlekłego zapalenia nerek oraz skąpomoczu. Stosuje się go w postaci odwaru lub naparu.

 Pokrzywa

Działa moczopędnie. Dodatkowym walorem jest zawartość sporej dawki witamin. Może być stosowana w postaci odwarów i naparów.

 Kwiat nawłoci

Wykazuje właściwości moczopędne (m.in. z powodu sporej ilości flawonoidów). Ponadto zawarte w niej garbniki działają bakteriobójczo oraz przeciwdziałają zapaleniom.

 Kora wierzby

Zawarte w niej substancje wykazują silne działanie przeciwzapalne. Ponadto działają bakteriobójczo.

 Liście brzozy

Działają przeciwzapalnie oraz moczopędnie. Pomocne są w leczeniu niewydolności nerek, przewlekłych infekcjach, obrzękach i kamicy nerkowej.

Choć zioła z reguły są bezpieczne, przed ich zastosowaniem warto skonsultować się z lekarzem. Warto pamiętać, że niektóre kuracje ziołowe pomocne na problemy z nerkami, nie są wskazane w przypadku innych chorób organizmu.

 Mleko bee

"Połowa z tego czego was nauczyliśmy, jest nieprawdą. Niestety nie wiemy, która..."
dr nauk med. Dean Burwell, przemawiając do studentów wydziału medycznego Uniwersytetu Harvarda

 

 

Daniel Reid  "Tao zdrowia"
"MLEKO. Doszliśmy do jednego z najbardziej kontrowersyjnych składników zachodniej diety. Ludzie Wschodu i Afrykanie tradycyjnie unikali mleka, traktując je co najwyżej jako środek przeczyszczający. Za to w kulturze zachodu każe się pić mleko każdego dnia, przez całe życie... Powszechna dziś pasteryzacja mleka niszczy jego naturalne enzymy i zmienia budowę jego delikatnego białka, przez co mleko staje się jeszcze gorzej strawne. Żołądek dorosłego człowieka nie jest w stanie strawić mleka pasteryzowanego..., a nawet niemowlęta maja z tym kłopoty, o czym świadczą kolkiwysypkichoroby układu oddechowegogazy, przykry zapach stolca i inne dolegliwości dość częste dla dzieci karmionych z butelki...
W latach trzydziestych dr M.Pottenger przeprowadził dziesięcioletnią obserwację wpływu pasteryzowanego mleka... na grupę dziewięciuset kotów... Kotom dr Pottengera wystarczyły tylko trzy pokolenia, aby ulec degeneracji, objawiającej się bezpłodnością i poważnym osłabieniem. Tyle mniej więcej pokoleń Amerykanów i Europejczyków wychowało się na pasteryzowanym mleku. Dziś bezpłodność jest jednym z najczęstszych problemów młodych ludzi świata cywilizowanego...,  a 90% amerykańskich dzieci cierpi na chroniczną próchnicę zębów..."
"Wśród Amerykanek, które spożywają mnóstwo rozmaitych pasteryzowanych przetworów mlecznych, odsetek zachorowań na osteoporozę jest największy na świecie, z czego jasno wynika, że przetworzone w ten sposób mleko nie zapewnia dostatecznej ilości wapnia..."

. 

   
 

Michael A.Schmidt, Leon H.Smidt, Keith W.Sehnert - "Ominąć antybiotyki"
Mleko krowie często reklamuje się w programach telewizyjnych jako "pokarm doskonały".  Wmawia się nam, że wszyscy go potrzebujemy... Niestety spożywanie mleka przyczyniło się do wielu problemów zdrowotnych naszego społeczeństwa. Jego spożycie może być jednym z głównych czynników pogłębiających podatność na popularne choroby zakaźne... Problemy wynikające ze spożycia krowiego mleka są tak częste, że cieszący się wielkim szacunkiem profesor pediatrii dr Frank Oski, John Hopkins School of Medicin (szkoła medyczna działająca przy słynnym szpitalu z  "rewolucyjnych" prac badawczo - medycznych) napisał książkę "Proszę, nie pij mleka" (Please, Don't Drink Your Milk).
dr Fred Pullen laryngolog praktykujący w Miami na Florydzie, przed przystąpieniem do zabiegu rutynowo przeprowadza eksperyment eliminacji nabiału z jadłospisu chorego. Wynik: "trzy czwarte dzieci zdrowieje bez konieczności stosowania drenażu uszu".
Dr Schmidt w swojej książce "Dziecięce choroby uszu" (Childhood Ear Infections) radzi po prostu wyeliminować  z pożywienia nabiał jako pierwszy (a czasami jedyny) krok w kierunku rozwiązania zagadki nawracających infekcji uszu u dzieci."
.

   
 

Michał Tombak "Droga do zdrowia"
"Żaden żyjący na wolności ssak na świecie (oprócz człowieka), będąc dorosłym osobnikiem nie spożywa mleka. Tak urządziła to natura... 
Układ pokarmowy człowieka zbudowany jest inaczej niż krowy. Krowie mleko, dostając się do żołądka człowieka, pod wpływem kwaśnych soków żołądkowych, ścina się, tworząc substancję przypominająca twaróg. Ten "twaróg" oblepia czasami inne pokarmy znajdujące się w żołądku. Dopóki ścięte mleko nie ulegnie strawieniu, proces trawienny innego pokarmu nie rozpocznie się. Zjawisko to często powtarzające się, może spowodować zaburzenia w funkcjonowaniu układu pokarmowego. Stąd pytanie: po co zamieniać swój organizm w "fabrykę-przetwórnię" mleka i kwaśnych produktów mlecznych, tracąc przy tym wiele cennej energii na proces trawienia?"

.

   
 

Dr nand Kishare Sharma "Mleko cichy morderca"
"Obecnie naukowcy są niewolnikami organizacji gospodarczych i przemysłu mleczarskiego. Jeżeli prawdziwie niezależni naukowcy wypowiadali się na temat nieprawidłowości picia mleka, to ich głosy były bez skrupułów wyciszane... Ta cała sprawa picia mleka to wyłącznie kampania reklamowa stworzona z premedytacją, mającą na celu osiąganie coraz większych zysków przez przemysł mleczarski, a lekarze podtrzymują to  pseudotwierdzenie o konieczności spożywania mleka...
Mleko krowie przeznaczone jest dla dużego zwierzęcia posiadającego dużą masę kostną, obdarzonego czterema żołądkami!!!...
W imię miłości do dzieci i dla ich dobra rodzice karmią je mlekiem, a lekarze przepisują lekarstwa na choroby, które mleko wywołuje (alergie, astma, egzemy, wysypki skórne, zaparcia, biegunki, zapalenie oskrzeli, płuc, migdałków, uszu, angina i przerost migdałków, chroniczny katar, rumień, koklusz, płonica, błonica, świnka i odra, próchnica i choroby przyzębia, miażdżyca, choroby wątroby i trzustki, choroby oczu, nierównowaga hormonalna i wiele innych)...
Celem pasteryzacji mleka jest niszczenie "złych" bakterii... Wysoka temperatura nie rozróżnia dobrych i złych bakterii, zabija oba rodzaje, również korzystne dla człowieka bakterie kwasu mlekowego. Autorytet wśród znawców tego zagadnienia dr M.Murray, nazwał pasteryzowane mleko "zupą bakteryjną", ponieważ ciała zabitych w czasie pasteryzacji bakterii pozostają przecież nadal w mleku. Stanowią one duże zagrożenie, ponieważ są świetną pożywką dla innych szkodliwych bakterii, które mogą wtedy bardzo szybko się mnożyć. Ponadto produktem rozkładu martwych już bakterii są substancje toksyczne mogące wywołać dolegliwości chorobowe, jeżeli ich stężenie będzie odpowiednio wysokie."...
"Badacze, jak T.Sigimura i wielu innych odkryli, że ogrzewane białko ma silne właściwości rakotwórcze i mutagenne (zmieniające kod genetyczny), a niektóre związki wyizolowane z ogrzewanego białka podane zwierzętom wywoływały u nich raka. Cukier mleczny i tłuszcz również ulegają zmianom pod wpływem ogrzewania i również mogą przekształcić się w substancje rakotwórcze i mutagenne.
Australijski naukowiec Joseph de Vardas zajmujący się nowotworami, udowodnił również w swych badaniach negatywny wpływ tych związków. Niestrawiona frakcja białek zawartych w mleku (kazeina) ulega procesom gnilnym, których produktami jest amoniak i inne toksyny. Kiedy wątroba jest zbyt przeciążona, przedostają się one do krwi, co stwarza korzystne warunki do rozwoju nowotworów. Poza procesem gnilnym białka mlecznego zachodzi jeszcze inny niebezpieczny proces: niestrawione tłuszcze docierają do jelita grubego, a zawarty w nich cholesterol przekształca się w wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, tworząc formy epoksydowe - uważane zanajsilniejsze czynniki rakotwórcze."
Martwe pożywienie nie może podtrzymać życia...
.

   
 

Annemarie Colbin "Osteoporoza"
"Jeżeli wierzymy, że mleko to źródło wapnia chroniącego przed osteoporozą, musimy pamiętać, iż osteoporoza jest najbardziej rozpowszechniona w regionach świata o wysokim spożyciu mleka np. w Europie północnej, Kanadzie i USA...
Powinniśmy zwracać szczególna uwagę na to, jak produkty mleczne wpływają na ogólny stan zdrowia, nie wyłączając alergii, przeziębień, katarów, wyprysków skórnych, złego trawienia i nadwagi. Ponieważ znam wiele osób, które pozbyły się wyżej wymienionych  schorzeń po wyeliminowaniu z diety mleka, jestem przekonana, że większość ludzi lepiej by uczyniła, rezygnując z regularnego spożywania produktów mlecznych.
Problem z produktami mlecznymi przedstawia się następująco: wiele osób uważa je za przyczynę kataru (charakterystyczne "zaflegmienie gardła"), alergie na te produkty są dość powszechne. U dzieci, którym zaprzestano podawania mleka, serów i lodów, zaziębienia oraz infekcje ucha często zmniejszają się lub ustępują. Jak stwierdziła dr Christiane Northrup w książce "Women's Bodies, Women's Wisdom" - "Spożywanie produktów mlecznych ma związek z licznymi schorzeniami kobiecymi: chronicznymi upławamitrądzikiembólami menstruacyjnymiwłókniakamichronicznym rozstrojem jelit i łagodnymi chorobami piersi. Pozbycie się z diety produktów mlecznych likwiduje wszystkie wymienione wyżej problemy, jak również usuwa bóle macicy, alergie, zapalenie zatok i nawracające infekcje drożdżakowe. Mleko lub jego przetwory spożywane przez karmiące matki, mogą wywołać u dzieci,kolki lub alergie na krowie mleko. Niektóre badania stwierdzają również korelację między cukrzyca młodzieńczą a spożyciem mleka"...
.

   
 

G.P.Małachow " Oczyszczanie organizmu i prawidłowe żywienie"
"Nietolerancja mleka polega na braku fermentu laktozy w komórkach jelitowych. Tylko ten i żaden inny ferment rozszczepia laktozę mleka. Kiedy go brak, laktoza staje się "zdobyczą" drobnoustrojów. Bakterie potrafią się rozmnożyć z niesamowitą szybkością... Takie szybkie rozmnożenie się bakterii powoduje dostanie się do środowiska wewnętrznego organizmu dużej ilości drobnoustrojowych metabolitów i jak stąd wynika - zatrucie..."
"W czasie sterylizacji mleka obserwujemy zmiany właściwości organicznych i biologicznych mleka: pogarsza się smak, wzrasta gęstość (zostały zniszczone koloidy i ścięte białko), obniża się zawartość i przyswajalność witamin i minerałów..."
"Jeżeli najbardziej szkodliwe produkty takie jak m.in.: zimne lub tłuste mleko, śmietana, lody są spożywane zbyt często, to wg. Mikio Kuszi (specjalista makrobiotyk) na pewno będziecie mieć cystę np. piersijajników lub u mężczyzn przerost prostaty. Dalej w tej cyście przerastają zarodniki pleśni i powstaje rak, dający metastazę. Sami go żywimy, sami go pielęgnujemy, a potem dziwimy się  - skąd?"
.

   
   

.Josef Jonas " Zagadki  zdrowia"
"Przyprowadzono do mojego gabinetu dziecko, które ze względu na takie cechy charakteru jak odpychające zachowanie, błazenady, brak koncentracji było przez kilka lat leczone przez psychiatrów. Badania laboratoryjne wykazały alergię na mleko krowie. Po ograniczeniu spożycia cukru rafinowanego i całkowitym wyeliminowaniu mleka krowiego nastąpiła radykalna zmiana. W ciągu kilku tygodni dziecko spoważniało i zaczęło się zachowywać odpowiednio do swego wieku. Wyniki nauczania też się poprawiły..."
.

   
 

Dlaczego powyższe informacje o mleku są tak ważne?

Przede wszystkim aby terapia Polinesian Noni oraz innymi produktami CaliVita California Fitness miała swój sens i przyniosła pozytywny skutek, należy wyeliminować wiele przyczyn i zagrożeń stwarzających dalsze postępowanie choroby.
Jedną z nich  - bardzo poważną - jest spożywanie nadmiernych ilości mleka i jego produktów ( z wyłączeniem kwaśnego mleka, masła i maślanki). Należy zdawać sobie sprawę z tego, iż szkoda jest zachodu walki o zdrowie, kiedy największy wróg człowieka - mleko zwierzęce oraz inne produkty zaliczane do tzw. "białej śmierci", nie zostaną usunięte z codziennego żywienia. Mogą być stosowane od czasu di czasu, jednak nie zaleca się stosowania ich jako podstawa żywienia. Pod tym względem dzieci są najbardziej zagrożone.
Jedyna dopuszczalna dieta obligatoryjna i udowodniona naukowo, to wyłącznie dieta zgodna z naturą - z biochemią Twojej grupą krwi 

 

 Pozwól gorączce rosnąć

pierwszą reakcją większości lekarzy, rodziców i chorych jest chęć zbicia gorączki, gdy przekracza 38°C.

W przypadku infekcji wirusowych (czyli znacznej większości przypadków!) to jednak ogromne głupstwo, a za chwilę zrozumiesz, dlaczego.

Wirusy najczęściej dostają się do organizmu przez usta lub nos. Atakują komórkę, namnażając się w jej wnętrzu, aż ta przepełniona ich milionami, nabrzmiewa niczym jajko.

Zaatakowana komórka obserwowana pod mikroskopem elektronicznym przypomina plastry pszczele – to właśnie wirusy, ściśnięte niczym przegrody w plastrze miodu! Całkowicie ogarnięta wirusem komórka umiera i pęka, a wirusy wydostają się z niej i rozprzestrzeniają się w organizmie. Każdy z nich atakuje inną, zdrową komórkę, a cały cykl rozpoczyna się od początku.

Rozprzestrzenianie się wirusa odbywa się więc bardzo szybko. Miliardy komórek mogą zostać zaatakowane w przeciągu kilku godzin. Umiera ich tak wiele, że szybko odczuwasz ich straty w organizmie – bolą Cię stawy, głowa, mięśnie, brzuch, uszy lub inne części ciała.

Na szczęście organizm nie pozostaje bezczynny w obliczu inwazji wirusów.

W momencie zaatakowania komórki przez wirusa wydziela ona substancje powodujące obrzęk ścian otaczających ją naczyń krwionośnych. Krew płynie tam wtedy wolniej, gromadzi się w miejscu infekcji, pozwalając białym krwinkom (leukocytom) przekroczyć ściany naczyń krwionośnych i przedostać się do zainfekowanej komórki.

Stan zapalny ławo zauważyć – krew gromadzi się w miejscu infekcji, staje się ono czerwone, gorące i bolesne. Jest to jednak dobry znak.

Powstały stan zapalny to reakcja obronna organizmu. Zainfekowana komórka otaczana jest milionami białych krwinek. Jest ich tak wiele, że blokują dostęp tlenu. Komórka zaczyna „dusić się” i wytwarza dwutlenek węgla oraz kwas mlekowy. Prowadzi to do zakwaszenia i zahamowania namnażania się wirusów. Wydziela się wtedy dużo ciepła, co również niszczy wirusy.

Oczywiście, taka komórka umiera. Rozprzestrzenianie się wirusa jest jednak zatrzymane, co przecież jest najważniejsze. Gdy komórka umiera, białe krwinki giną razem z nią, wydzielając substancje podnoszące temperaturę ciała i wywołujące gorączkę. Ta podwyższona temperatura ciała zabija pozostałe wirusy obecne w innych częściach organizmu.

Strategia obronna naszego ciała działa zatem na dwa sposoby – poprzez podniesienie temperatury wokół chorej komórki oraz temperatury ogólnej całego ciała – stąd gorączka. Obie reakcje przyczyniają się do zatrzymania infekcji wirusowej.

Stan zapalny i gorączka – dobre dla Ciebie

Krótkotrwały stan zapalny oraz nieprzekraczająca 40°C gorączka są bardzo skutecznymi reakcjami organizmu, chroniącymi przed wirusami. Są wręcz niezbędne – bez stanu zapalnego wirusy zabiłyby nas bez najmniejszego oporu.

Człowiek od zawsze to wiedział: dawniej, podczas infekcji, chorego kładziono pod pierzynę i kazano mu pić napary, aby wywołać pocenie się i podniesienie temperatury ciała.

I tak np. szybkość namnażania się tak groźnego wirusa jak polio, który powoduje kalectwo na całe życie, zmniejsza się o 99%, gdy temperatura ciała podnosi się z 38,5°C do 39°C!

Warto wiedzieć, że przed latami sześćdziesiątymi każdy w którymś momencie swojego życia zaraził się wirusem polio. 90 do 95% tych osób nawet nie zdawało sobie z tego sprawy, ponieważ wirus eliminowany był przez ich naturalny system obronny, zanim nawet zdążył wywołać objawy choroby. Mniejszość zakażonych chorowała, jednak u większej części z nich uderzenie gorączki niszczyło wirusa zgodnie z opisanym powyżej mechanizmem.

Jednak, gdy ktoś nieszczęśnikowi zaoferował tabletkę aspiryny dla zbicia gorączki, kończyło się to katastrofalnie: wirus atakował rdzeń kręgowy, powodując paraliż nóg.

Dlatego też podanie osobie zarażonej wirusem zwykłej tabletki aspiryny lub paracetamolu może być tragiczne w skutkach. Zwalczając stan zapalny i temperaturę, jednocześnie daje się wirusowi prawdziwy zastrzyk energii. Organizm pozbawiony jest wszelkiej naturalnej ochrony i nie ma możliwości zatrzymania rozprzestrzeniania się wirusa i choroby.

Znane doświadczenie

Zdrowe króliki trzymane w temperaturze otoczenia 20°C mają temperaturę ciała 39°C. Przy 36°C na zewnątrz temperatura ciała królików osiąga 40°C. Gdy zwierzętom wstrzyknięto wirus myksomatozy, 63% z nich zginęło w niższej temperaturze otoczenia, w przeciwieństwie do 30% w drugiej grupie (trzymanej w wyższej temperaturze).

Gdy zarażonym zwierzętom wstrzyknięto środek obniżający temperaturę (jak aspiryna czy paracetamol), liczba zgonów wzrosła dwukrotnie. Wiadomo to już od pięćdziesięciu lat!1

Francuski profesor André Lwoff, laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny z 1965 roku, dokonał odkrycia jak gorączka oddziałuje na wirusy i wyjaśnił to środowisku medycznemu.

A jak zauważyłeś już wyżej na przykładzie polio, nieznaczna różnica temperatur (0,5°C) może powodować ogromny spadek szybkości reprodukcji wirusów. Jest to różnica między zdrowiem a chorobą, a w niektórych przypadkach między życiem a śmiercią!

Zbijanie gorączki może zatem przyspieszyć reprodukcję wirusów tak, że dosłownie zalewają one układ odpornościowy.

Wywoływanie gorączki dla zdrowia

Podczas, gdy medycyna konwencjonalna wciąż zaleca kąpiele w letniej wodzie dla zbicia gorączki przy asyście leków przeciwgorączkowych masowo reklamowanych przez media, w rzeczywistości najlepiej robić rzecz zupełnie odwrotną, czyli wywoływać gorączkę w celu przyspieszenia procesu zdrowienia.

Oto instrukcja „gorączkoterapii”. Nie należy z niej korzystać, jeśli jesteś w ciąży (przy naturalnie podwyższonej temperaturze w tym stanie) lub gdy istnieją inne przeciwwskazania do przebywania w wysokich temperaturach.

Przygotowanie: „gorączkoterapia” wydaje się być zwykłą kąpielą w gorącej wodzie, tak naprawdę jednak jest bardziej skomplikowana. Należy stosować się do instrukcji, aby była skuteczna. W zasięgu ręki miej termometr i okrycie dobrze wchłaniające wodę (na przykład duży szlafrok czy dres). Wybierz moment, w którym masz przed sobą kilka godzin spokoju. Wypij dwie szklanki czystej wody i przygotuj więcej wody do picia podczas i po terapii.

Krok 1: Nalej do wanny wody gorącej na tyle, aby temperatura była jak najwyższa, ale możliwa do zniesienia. Wejdź do wanny.
Bardzo uważaj przy przygotowywaniu kąpieli dla kogoś innego, zwłaszcza dla dziecka! Dla bezpieczeństwa możesz wykąpać się razem z nim.

Krok 2: W wannie zmierz temperaturę pod pachą. Gdy osiągnie 38,5°C, odczekaj 20 minut. Zwykle przy tej temperaturze człowiek zaczyna mocno się pocić. Pij wodę, lecz nie zimną.

Krok 3: Po 20 minutach wyjdź z wanny. Uważaj przy wychodzeniu, ponieważ możesz czuć się wtedy bardzo słabo. Energicznie wytrzyj się, owiń głowę ręcznikiem i załóż szlafrok.

Krok 4: Szybko, zanim się ochłodzisz, wejdź do łóżka. Będzie Ci bardzo gorąco i będziesz obficie się pocić – właśnie o to chodzi! Pozostań pod przykryciem aż do etapu 5. Śpij, jeśli masz taką możliwość – to najlepsze, co możesz zrobić.

Krok 5: Temperatura ciała powróci do swojego naturalnego stanu po 45 minutach do 2 godzin. Zanim zrobi Ci się zimno, zdejmij wilgotny szlafrok. Uważaj, aby się nie ochłodzić. Dopiero teraz terapia jest zakończona.

Możesz powtórzyć cykl kilka razy, praktycznie w przypadku wszystkich infekcji. Terapia ta jednak jest najskuteczniejsza na początku choroby. Wtedy też najłatwiej doprowadzić organizm do silnego pocenia.

Zdrowia życzę!


Podróż steku z frytkami przez Twój organizm

Szanowny Czytelniku,

Swój grób kopiesz własnymi zębami – powtarzają nam jedzeniowi purytanie, którzy chcą nam uprzykrzyć korzystanie z życia. A przecież jedzenie jest niezaprzeczalnie tym, co najlepsze dla zdrowia. To nasz jedyny sposób, aby dostarczyć organizmowi niezbędnych składników. Dziś jednak, zamiast opowiadać o dobroczynnym wpływie brokułów, zapraszam Cię w podróż wzdłuż Twojego układu pokarmowego. Chcę, żebyś lepiej zrozumiał, jak możesz wspomóc swój organizm w trawieniu i jak wykorzystać najlepiej wszystkie dobre smakołyki, które zjadasz.

Czym jest trawienie?

Począwszy od jamy ustnej aż do odbytu, droga jelitowa przypomina linię demontażową o długości od 8 do 9 metrów. Pokarm dociera w całości z jednej strony, a zbędne odpadki wyrzucane są z drugiej. Jedzenie zostaje rozłożone aż do składników odżywczych, które następnie są wchłaniane do krwi w zależności od potrzeb organizmu. Proces ten zwany jest trawieniem (a kiedy „linia demontażowa” funkcjonuje nieprawidłowo, mamy „nietrawienie”, czyli niestrawność).

Celem trawienia jest rozbicie dużych kawałków posiłku znajdującego się na Twoim talerzu na cząsteczki wystarczająco małe, aby mogły przejść przez ściany jelita do krwi. Twoje ciało wykorzystuje w tym celu środki mechaniczne i substancje chemiczne. Rozumiejąc, jak funkcjonuje system trawienny, możesz poczuć się lepiej w swoim wnętrzu. Prześledźmy drogę, jaką przemierza pokarm – przykładowy stek z frytkami – od góry do dołu.

Pokarm potrzebuje od 5 do 10 sekund, aby przejść wzdłuż przełyku i trafić do żołądka, w którym przebywa od 2 do 6 godzin i zostaje częściowo strawiony. Trawienie końcowe i wchłanianie składników odżywczych zachodzi w jelicie cienkim i trwa od 5 do 6 godzin. W ciągu 12 do 24 godzin, wszystkie niestrawione resztki pokarmowe przechodzą przez jelito grube i są wydalane w postaci kału.

Trawienie zaczyna się … w mózgu

Przed posiłkiem, wyobrażasz sobie, jaki będzie on smaczny. Twoje oko staje się bardziej uważne na wszystko, co może przypominać jedzenie. Twój nos ciągnie Cię w kierunku piekarni, z której wyczuwa wspaniały zapach drożdżówek. Te etapy są kluczowe, ponieważ oczy i nos umożliwiają Twojemu mózgowi i ciału przygotować się do jedzenia: samo myślenie o jedzeniu pobudza wydzielanie soków trawiennych. W jamie ustnej wydziela się więcej śliny, a żołądek zaczyna pracować na samą myśl o pierwszym kęsie grillowanego, słonego i soczystego steku, który zaraz trafi pod Twoje podniebienie.

Gryź, gryź!

Twoja mama miała rację, stale Ci przypominając, abyś dobrze rozgryzał jedzenie. Kiedy kawałek steku trafia do ust, rozpoczyna się pierwszy etap demontażu. Zęby dzielą mięso na małe kawałki, zwiększając tym samym powierzchnię, na której mogą działać chemiczne substancje trawienne, zwane enzymami.

Pogryzienie pozwala na rozdrobnienie pokarmu, dzięki czemu enzymy mogą dotrzeć do całego dobra znajdującego się wewnątrz. Ślina, która już wcześniej pojawiła się w ustach, otacza małe kawałki steku i frytek wraz z pierwszym enzymem trawiennym – amylazą ślinową. Amylaza rozkłada węglowodany na mniejsze cząsteczki cukru. Oddzielone od swoich koleżanek, są już przygotowane do rozłożenia na jeszcze mniejsze cząsteczki, w miarę potrzeby, aby móc przekroczyć barierę jelitową i dotrzeć do krwi.

Tłuszcz także zaczyna być trawiony w jamie ustnej, dzięki maleńkim strużkom enzymu rozpuszczającego tłuszcz, zwanego lipazą językową. Schodząc dalej wzdłuż przewodu pokarmowego, zauważysz, że nazwy enzymów składają się z końcówki „-aza” oraz rdzenia opisującego rodzaj składnika, który trawią, tak jak lipaza trawi lipidy (tłuszcze), proteaza rozkłada proteiny (białka), a laktaza – laktozę (cukier mleczny).

Ślina dodatkowo nawilża pokarm, dzięki czemu Twój stek z frytkami może łatwo ześlizgnąć się wzdłuż przełyku, przewodu łączącego jamę ustną z żołądkiem. Ślina to magiczny eliksir dla Twojego ciała. Oprócz tego, że pomaga w trawieniu, niedawno odkryto również, że zawiera substancję zwaną naskórkowym czynnikiem wzrostu, która regeneruje i leczy uszkodzoną lub podrażnioną wyściółkę jelit. Być może jest to powód, dla którego zwierzęta wylizują swoje rany. Jest się z czego cieszyć: Twoje ciało produkuje w sposób automatyczny aż litr śliny na dobę!

Jedzenie małymi kęsami, dobre przeżuwanie pokarmu oraz powolne przełykanie, to wszystko pomaga przygotować pokarm do dalszego etapu podróży. Połykasz wtedy mniej powietrza (co oznacza mniej odbijania się) i jesteś bardziej uważny na informacje sygnalizujące sytość, czyli stan, w którym Twój żołądek jest już pełny. A dodatkowo, nie powodujesz zakorkowania na linii demontażowej. Mama mówiła Ci nie tylko, aby gryźć, ale z pewnością kazała Ci również wolniej jeść. I tym razem też miała rację.

Przełyk – zabawny przewód

Przełyk to nieco zabawna rurka o długości około 30 cm, która przepycha pożywienie w kierunku żołądka. Patrząc od wewnątrz, jest bardzo gładki i pokryty substancją zwaną śluzem, która ułatwia przemieszczanie się pokarmu. Połknięty kęs formuje się w kulkę, popychaną dzięki ruchom mięśni w ścianach przełyku.

Mięśnie te przypominają pierścienie, które zaciskają się jeden po drugim, co 9 sekund. W ten sposób przesuwają pokarm, nawet jeśli jesz na leżąco lub w innej pozycji.

Mieszaj, mieszaj!

Kiedy ta papka z jamy ustnej dotrze do Twojego żołądka, miesza się z tym, co już się w nim znajduje. Żołądek jest jak mikser kuchenny z funkcją mechaniczną i chemiczną. Ma formę worka uformowanego z mięśni. Kiedy się kurczą, mieszają pokarm we wszystkich kierunkach, tak jak przy wyrabianiu ciasta na chleb. Śluzówka żołądka wydziela soki żołądkowe, w tym:

  • kwas solny, który rozpuszcza i odkaża pokarm oraz tworzy środowisko dla działania enzymów trawiennych;
  • enzym zwany pepsyną, który rozkłada białka,
  • oraz enzym zwany lipazą, rozpuszczający tłuszcze.

Podobnie jak owoce i warzywa są rozdrabniane na przecier w robocie kuchennym, pokarm w żołądku jest mieszany z sokami żołądkowymi, aż wyglądem będzie przypominać gęstą zupę. Nazywa się go wtedy miazgą pokarmową.

Mięśnie okrężne otaczają żołądek z góry i z dołu, aby uniemożliwić treści żołądkowej cofanie się, jak również uniemożliwić jej wydostanie się, zanim nie przekształci się w formę płynną. Czasami mięśnie te funkcjonują nieprawidłowo. Mięsień na samym dole, zwany odźwiernikiem, może być zbyt zaciśnięty, wtedy uniemożliwia opróżnienie zawartości żołądka w dół, co zdarza się u małych dzieci. Problem ten zwany jest zwężeniem odźwiernika i objawia się wymiotami o narastającej częstotliwości i natężeniu. Z kolei mięsień w górnej części żołądka, zwany zwieraczem przełyku, może stać się zbyt wiotki. Wtedy treść żołądkowa na etapie mieszania nie utrzymuje się wewnątrz. Jest to przyczyną refluksu żołądkowo-przełykowego.

Kwas solny jest wystarczająco mocny, aby rozpuszczać mięso oraz aby zabić większość szkodliwych bakterii, które mogły się znaleźć w Twoim jedzeniu. A więc, żołądek nie zadowala się wyłącznie trawieniem, ale dodatkowo odkaża. Tym niemniej, nie niszczy wszystkich bakterii. Niektóre z nich są w stanie przeżyć trudne warunki panujące w żołądku i mogą przejść do jelita, w którym się zagnieżdżają. W zamian za to, że żywią się pożywieniem, jakim tylko chcą, odgrywają w jelicie ważną funkcję dla zdrowia i dla trawienia.

Aby trawienie odbyło się bez zakłóceń, śluzówka żołądka powinna wydzielać odpowiednią ilość kwasu w odpowiednim momencie. Jeśli wydziela go wtedy, gdy żołądek jest pusty (co zdarza się, gdy jesteś zestresowany), kwas drażni śluzówkę wywołując nieprzyjemne sensacje. Oprócz tego, gdy nie ma pokarmu, kwas może dostać się do górnego odcinka jelita – dwunastnicy, która jest bardzo delikatna. Kwas zaczyna wtedy trawić dwunastnicę i tak powstają wrzody. Substancje takie jak alkohol czy kawa na pusty żołądek (plus stres) mogą sprawić, że zjadasz się od środka, dosłownie. Nadmiar kwasu może również cofnąć się do przełyku, powodując pieczenie w żołądku lub refluks.

Co warto zapamiętać o trawieniu?

Głównym zadaniem jamy ustnej i żołądka jest przygotowanie pożywienia do wchłaniania w jelicie cienkim. Jednak niektóre substancje, takie jak alkohol, kofeina i niektóre leki (np. aspiryna) mogą się wchłaniać bezpośrednio przez śluzówkę żołądka. Spożycie tych substancji na czczo drażni śluzówkę żołądka, co może być niebezpieczne. Dodatkowo zwiększa to szybkość ich wchłaniania. Dlatego zaleca się ich spożywanie po jedzeniu.

Warto też wiedzieć, że wszystkie części systemu trawiennego zostały przystosowane do małych, ale częstych posiłków, a nie do ucztowania. Dlatego, aby dobrze trawić, lepiej jest jeść mniej kilka razy dziennie niż obficie raz czy dwa. Wielkość posiłku nie powinna przekraczać wielkości żołądka. Abyś miał wyobrażenie rozmiarów żołądka, złącz obie dłonie w 2 garście – tyle mniej więcej może pomieścić Twój żołądek. Następnym razem, gdy dojdziesz do momentu, gdy będziesz chciał zjeść za dużo, połóż swoje dłonie obok talerza i porównaj. (Zrób także eksperyment z garstką dziecka. Teraz widzisz, dlaczego niemowlaki tak łatwo zwracają). A jak wytłumaczyć burczenie w brzuchu i odruch wymiotny?

Burczenie w brzuchu rozpoczyna się wtedy, kiedy żołądek jest pusty i spodziewa się, że będziesz jeść. Jego mięśniówka zaczyna się kurczyć i rozkurczać, ale miesza tylko powietrze, co powoduje burczenie. Czkawka czy wymioty to „wypadki przy pracy” systemu trawiennego, jeśli pracuje zbyt ciężko.

Odruch wymiotny służy do ochrony jelit przed niepożądanymi substancjami. Po prostu cofa pokarm do miejsca, z którego przyszło. Mózg uruchamia mięśnie przepony, brzucha i żołądka, które kurczą się gwałtownie, zmuszając treść żołądkową do wydostania się górą. Dlatego torsje dają uczucie ulgi w brzuchu.

Droga przez jelita

Powróćmy do naszej podróży przez układ trawienny. Teraz, gdy Twój stek z frytkami został pogryziony, wymieszany i przekształcony do formy płynnej jest już gotowy do wypchnięcia z żołądka do dwunastnicy, gdzie odbywa się zasadnicza część trawienia. Większość białek i węglowodanów z Twojego posiłku trafia tutaj po kilku godzinach, ale tłuszcze zostają jeszcze trochę w żołądku, ponieważ woda z oliwą się nie miesza. Dlatego po posiłku obfitującym w tłuszcze, czujesz się dłużej najedzony niż po posiłku węglowodanowo-białkowym.

Podczas gdy miazga żołądkowa, czyli ta „zupa”, która powstała w żołądku, wpływa do jelita cienkiego, zaczyna się najważniejsza część trawienia. Pierwszą częścią jelita jest dwunastnica (nazwa pochodzi od łacińskiego „dwanaście”, ponieważ dwunastnica u dorosłego człowieka jest długa na 12 palców). Tu właśnie odbywa się główna część trawienia.

Aby pożywienie zostało przyswojone przez organizm, musi przejść przez śluzówkę jelita. Na tym właśnie etapie zachodzą zjawiska najbardziej pasjonujące.

Ściana Twojego jelita jest bardzo delikatna i nie jest odporna na kwas żołądkowy, dlatego trzustka wydziela substancje zobojętniające – wodorowęglany – aby zneutralizować kwas. Przesuwając się wzdłuż jelita, pokarm jest jeszcze omywany sokami trawiennymi (w tym trzustkowymi), które kończą trawienie białek, aby rozbić je na cząsteczki na tyle małe, aby przeszły przez ścianę jelita do krwi. Wtedy krew może je przetransportować do różnych części ciała, aby tam zostały spalone lub przyswojone przez Twój organizm.

W tym czasie w żołądku tłuszcze są nareszcie przygotowane do wyjścia. Kiedy wpływają do jelita cienkiego, zostają oblane falami żółci wydzielanej przez pęcherzyk żółciowy oraz poddane działaniu lipaz trzustkowych. Żółć tworzy z tłuszczem emulsję, jak mydło. I – tak jak mydło – żółć tak naprawdę nie rozpuszcza tłuszczu, tylko dzieli go na małe cząsteczki, które są następnie łatwo dzielone na jeszcze mniejsze cząsteczki przez lipazę, aby w końcu trafić do krwi.

Cząsteczki kwasów tłuszczowych wychodzą poza obszar jelita przez maleńkie „drzwi”, które są dla nich przeznaczone. Ale zamiast trafić bezpośrednio do krwi, tak jak węglowodany i białka, kwasy tłuszczowe trafiają do mikroskopijnego sita w specjalnych komórkach śluzówki jelita. Stamtąd są wtłaczane do malutkich torebek, które następnie wydostają się tylnymi „drzwiami”, i zostają załadowywane na małe „stateczki” pływające we krwi, zwane lipoproteinami.

Te małe molekularne „stateczki” krążą następnie we krwi, aż do chwili, gdy znajdą „port” na komórce, w którym mogą rozładować tłuszcz. Wyobraź sobie każdą komórkę Twojego ciała z milionami takich „portów rozładunkowych” na błonie komórkowej. Jeśli komórka nie potrzebuje już tłuszczu, zamyka „port”, aby lipoproteina nie mogła tam zacumować. W ten sposób zmusza ją do dalszego krążenia we krwi, aż znajdzie inne miejsce na rozładunek tłuszczu. Są dwa miejsca, które przyjmują tłuszczu najwięcej Są to: wątroba i komórki tłuszczowe. „Stateczki” rozładowują nadmiar tłuszczu albo wokół talii, bioder i ud, albo w wątrobie. 

Reguła podaży i popytu

Enzymy zaangażowane w trawienie pracują według reguły podaży i popytu. Jeśli gruczoły śluzówki jelitowej lub trzustki wydzielają wystarczającą ilość enzymów, aby rozłożyć i wchłonąć cały zjedzony pokarm, jelita czują się dobrze. Ale jeśli jedzenia jest więcej niż enzymów do ich strawienia, „drzwi” się zamykają, a nadmiar jedzenia przechodzi w dół do jelita, w którym wcale nie jest mile witany. To właśnie jest niestrawność. Czy domyślasz się już, jak zatem utrzymać równowagę między podażą a popytem?

Zgadłeś. Jeść w rozsądnych ilościach, aby dać enzymom szansę na wygranie bitwy.

Wewnętrzna ściana Twojego jelita przypomina puchaty dywan z trylionami małych wypustek, które zwiększają powierzchnię kontaktu z pokarmem, a więc także wchłaniania składników odżywczych. Ta ścianka jelita ma grubość zaledwie jednej komórki, co ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że śluzówka jest cienka i składniki łatwo przez nią przechodzą. Wchodzą frontowymi drzwiami komórki i wychodzą drzwiami tylnymi. Minusem jest jednak to, że śluzówka jest delikatna, łatwo ją podrażnić i zakazić. Kiedy do tego dojdzie, pokarm źle się wchłania, pojawiają się biegunki, bóle brzucha, gazy i wzdęcia. Kiedy komórki są uszkodzone, może brakować enzymów (np. laktazy) do trawienia niektórych pokarmów (częsty przypadek po zapaleniu jelit). Dlatego lekarze radzą unikać produktów ciężkostrawnych, takich jak mleko, właśnie po zakażeniach jelitowych. Komórki jelita mogą się zregenerować i wyleczyć, zajmuje to jednak wiele tygodni.

Woda i resztki pokarmowe

Kiedy Twój stek z frytkami zakończy 7-metrową i 10-godzinną podróż aż do końca jelita cienkiego, większość składników jest już wchłonięta. To, co zostało, zaczyna trasę przez jelito grube o długości 1,7 m. To spokój po burzy. Proces trawienia jest tu słaby, jednak jelito grube nie jest wcale bierne. Odgrywa aktywną i znaczącą rolę dla Twojego zdrowia. Mówi się często, że Twój organizm jest na tyle zdrowy, na ile zdrowe jest jelito grube.

Pierwszą zasadniczą funkcją jelita grubego jest regulacja nawodnienia ciała. Okrężnica (główna część jelita grubego) wchłania wodę z pożywienia i przekazuje ją spragnionemu organizmowi. Jeśli w pożywieniu jest za mało wody, okrężnica pobiera wodę z organizmu, po to, aby stolec zawierał jej wystarczająco i aby nie dopuścić do zatwardzeń. Jeśli istnieje równowaga nawodnienia w jelicie grubym, wtedy stolec jest prawidłowy. Jedną z podstawowych zmian, jakie zauważają osoby, które przechodzą na zdrowy tryb odżywiania, jest mniej obfity stolec, miękki (bez biegunek) i oddawany kilka razy dziennie. A więc inaczej niż w standardowym polskim modelu, czyli jedno duże wypróżnienie 1 raz dziennie lub raz na 2 dni.

Mikroby w naszym wnętrzu

W jelitach żyją miliardy bakterii, zwłaszcza w jelicie grubym. Nazywa się je florą jelitową, ponieważ są jak życie roślinne w jelicie: przyczyniają się do dobrego funkcjonowania okrężnicy i zdrowia całego ciała.

Dwa główne rodzaje dobrych bakterii w jelitach to Lactobacillus iBifidobacterium. Żyją w okrężnicy w symbiozie, czyli w relacji zrównoważonej wymiany. W zamian za ciepłe miejsce do życia, dostarczają ciału wiele dobrych rzeczy. Trzymają szkodliwe bakterie w szachu. Powodują fermentację rozpuszczalnego błonnika, wytwarzają kwasy tłuszczowe o krótkich łańcuchach, które odżywiają komórki jelita grubego, wzmacniają układ odpornościowy, zapobiegają chorobom, a także nowotworom (np. jelita grubego). Kwasy tłuszczowe o krótkich łańcuchach są też wchłaniane przez jelita i podróżują do wątroby, w której zmniejszają produkcję cholesterolu. Jeśli masz nawracające problemy trawienne, możesz spróbować je wyleczyć poprzezsuplementację probiotykami zawierającymi Lactobacillus bifidus i Lactobacillus acidophilus, dostępnymi w większości aptek.

Warto wspomnieć, że gdy bakterie normalnie żyjące w Twoim jelicie grubym „zjedzą” pewne pokarmy (np. polisacharydy w fasolce), wyprodukują gazy podczas jego trawienia. Bakterie te najbardziej lubią polisacharydy z produktów bogatych w skrobię (takich jak fasola, brukselka, śliwki) oraz prawie wszystkie rodzaje zbóż (oprócz ryżu, który wydaje się należeć do kategorii skrobi najbardziej przyjaznej naszemu życiu towarzyskiemu). Galaktoza w mleku i pektyna również są pożywieniem bardzo lubianym przez bakterie. Jednak rzeczywista ilość gazu, który produkują, różni się znacząco u różnych osób. Ogólną zasadą jest, że istotniejsza jest ilość zjedzonego pożywienia niż jego rodzaj.

Jak kończy się podróż steku z frytkami?

Skurcze okrężnicy przesuwają resztki (zwane kałem) do ostatniego, pięciocentymetrowego odcinka jelita zwanego odbytnicą, skąd są usuwane. Już sama ich obecność wywołuje odruch wypróżnienia, który jest bardzo skuteczny, aż do czasu, gdy człowiek nic nie zrobi, aby go popsuć. Zatrzymanie tego odruchu może powstać, jeśli:

  • jesz zbyt mało błonnika,
  • pijesz za mało płynów,
  • jesz zbyt tłusto (tłuszcze spowalniają drogę przez jelita),
  • ignorujesz sygnały gotowości do wydalania.

Dzieci między 5. a 10. rokiem życia, w szczególności chłopcy, mają tendencję do ignorowania tych sygnałów.

I tak zakończyła się podróż. Z mojej strony radzę Ci: odżywiaj swoje jelita prawidłowo i słuchaj swojego organizmu, a będziesz cieszył się zdrowiem.

Zdrowia życzę.